Odkurzone dziecko włoskiej piłki. Ostatnie lata i przyszłość Moise Keana

Odkurzone dziecko włoskiej piłki. Ostatnie lata i przyszłość Moise Keana

Za kilka godzin odbędzie się rewanżowy mecz 1/8 finału LM między Barceloną a PSG. Pierwszy mecz skończył się zwycięstwem Paryżan 4:1, a jedną z bramek zdobył Moise Kean. Były zawodnik Juventusu rozgrywa świetny sezon po nieudanej przygodzie w Evertonie. Z tej okazji warto spojrzeć szerzej na jego ostatnie lata i ogólną sytuację, a w szczególności na zaskakujący ruch sprzed prawie dwóch lat.

Trampolina do rozpoznawalności

Pierwsze miesiące roku 2019 to prawdopodobnie najważniejszy dla kariery Keana okres. Wtedy zaliczył bardzo dobry mecz z Bologną w 1/8 finału Coppa Italia, w którym to spędził na murawie 62 minuty i zdobył bramkę. Od tego czasu kibice Juventusu coraz częściej domagali się równie wielkiej szansy dla młodego napastnika w meczu ligowym. W tamtym sezonie w Serie A wchodził na ostatnie minuty spotkania, podobnie w Lidze Mistrzów. Ich nadzieje znalazły urzeczywistnienie w Dzień Kobiet, w spotkaniu z Udinese. Napastnik zaczął od początku i rozegrał świetne zawody, pakując do bramki Musso dwa trafienia. Niedługo później przyszło pierwsze osiągnięcie z reprezentacją w postaci debiutanckiej bramki. Mówię tu o meczu z Finlandią 23 marca.

I już do końca sezonu trwał wspaniały sen Moise. Z uwagi na zagwarantowanie sobie tytułu mistrzowskiego i odpadnięcie z Coppa Italia oraz Ligi Mistrzów, trener coraz częściej wystawiał do gry właśnie młodego Włocha. Do pamiętnych chwil w jego wykonaniu z tamtego okresu dopisać trzeba m.in. spotkanie przeciwko Milanowi i jego decydującą bramkę. Powoli dobrnięto do końca rozgrywek, zwolnienia trenera i rozpoczęcia okienka transferowego. Dorobek strzelecki piłkarza w tej kampanii zamknął się na siedmiu golach.

Powody odejścia z Juventusu. Sytuacja z kontraktem i domniemane problemy wychowawcze

Gdy ogłoszono oficjalnie, że posadę szkoleniowca pierwszej drużyny przejmie Maurizio Sarri, wiele osób spodziewało się, że Gonzalo Higuain powróci do łask. W takiej sytuacji, pochodzący z Neapolu trener miałby na pozycji napastnika wybór między co najmniej czterema zawodnikami: Paulo Dybalą, Mario Mandżukiciem, Gonzalo Higuainem i właśnie Moise Keanem. W zasięgu pozostawało przesunięcie Cristiano Ronaldo na tę pozycję. Nadmierna ilość zawodników oznaczała oczywiście konieczność sprzedaży. Być może ku zaskoczeniu wielu, na liście transferowej znalazł się starszy z Argentyńczyków i zarazem były zaufany człowiek Sarriego z czasów Napoli. Jego młodszy rodak również miał szukać nowego klubu. Mandżukić nie uniknął ich losu. Pierwotnie więc dwójkę napastników w sezonie 19/20 stanowić mieli Kean i Lukaku. Dlaczego Lukaku? Bo miał on przyjść w ramach wymiany za Paulo Dybalę. Jak wiemy, tak się nie stało.

Plany sprzedażowe nie wypaliły. Mimo relatywnie sporego zainteresowania, nikogo z trzech przeznaczonych do odejścia piłkarzy nie udało się pożegnać. Ktoś jednak z Turynu odejść musiał. A kogo najprędzej uda się sprzedać, jeżeli nie młodego zawodnika z dużym marginesem rozwoju i kończącym się kontraktem? Tak więc, na początku sierpnia, Moise Kean przeniósł się do Evertonu.

Na zarząd z miejsca wylała się fala krytyki od tifosich. Włoch miał być przecież przyszłością, a formalną klauzulę odkupu zastąpiono jedynie słownym porozumieniem. Trzeba jednak powiedzieć jasno. Nic nie wskazuje na to, aby dyrektor sportowy Starej Damy chciał pozbyć się Keana. Zakładam, że nieudana wyprzedaż przyczyniła się w znacznym stopniu do jego transferu. Żeby jednak sprawiedliwie ocenić działania Fabio Paraticiego i spółki w tej kwestii, trzeba spojrzeć na podstawowy czynnik w małżeństwie zawodnika z klubem. Umowę. W tamtym momencie obowiązywała ona do czerwca 2020 roku. Agentem młodego bombera był nie kto inny, jak sam Mino Raiola, a gdzie Mino Raiola, tam i wysokie żądania finansowe i trudne negocjacje. Pragnę zaznaczyć, że sytuacja z tamtego okresu nigdy nie została oficjalnie wyjaśniona, a więc pozostaje nam opierać się na doniesieniach prasy, lecz jak wiadomo, są one w wielu przypadkach sprzeczne.

Jeszcze przed zwolnieniem Allegriego mogliśmy przeczytać o nowych propozycjach odnowienia kontraktu dla Keana. Najczęściej była mowa o przedłużeniu do czerwca 2024 i zarobkach na poziomie 1,5 mln euro za sezon. Raiola i piłkarz mieli oczekiwać wyższej o 500 tysięcy euro gaży. Inne doniesienia zaś wskazywały na 3 mln euro. Nie patrząc jednak na konkretne sumy, możemy zrozumieć najbardziej prawdopodobny powód, dla którego szefostwo Juventusu nie zatrzymało Keana w klubie. Tym bardziej, jeżeli sprawdzimy sumę pieniędzy inkasowanych przez 21-latka po transferze. Około 3 mln euro rocznie, czyli tyle, ile mógł chcieć od Juve. Dzięki temu powstaje solidny argument na usprawiedliwienie ludzi rządzących klubem. W momencie, kiedy zrozumieli, że nie mogą zgodzić się na warunki Keana i jego agenta, postanowili wykorzystać ostatnią okazję na zarobienie na nim (przypominam, że kontrakt wygasał rok później) i z miejsca go sprzedali. Krócej, nie upatrywałbym tutaj winy w zarządzie. To była po prostu wola piłkarza.

Spróbujmy jeszcze bardziej zrozumieć Paraticiego. Moise miał sprawiać problemy wychowawcze. Często porównywano go do Mario Balotellego, głównie przez, to, że były napastnik m.in. Manchesteru City był idolem młodego Keana, a także, mocno krzywdząco, przez kolor skóry. Giorgio Chiellini w swojej autobiografii przyznał, że Moise podczas swojego pobytu w drużynie młodzieżowej Juve często był karany. Nie były to jednak poważne przewinienia, głównie spóźnienia na sesje treningowe. Dokładnie z tego samego powodu został ukarany podczas Euro U-21 w czerwcu 2019. Wtedy w duecie z Nicolo Zaniolo. Po transferze do Evertonu również doprowadził trenera i zarząd do czerwoności, bo tym razem poszedł o krok dalej i spóźnienie na trening zamienił na imprezę w czasie narodowej kwarantanny. Żeby jednak powiedzieć coś pozytywnego w jego kwestii, powołam się raz jeszcze na autobiografię Chielliniego. Parafrazując słowa Włocha, stanowczo stwierdził on, że Kean nie jest jak Balotelli. To nie zmienia jednak faktu, że jego były kolega z drużyny od czasu do czasu lubił zdenerwować pracodawców swoim zachowaniem.

Ciekawe zdanie powiedział ostatnio brat Keana. Dowiadujemy się od niego, że gdyby nie zmiana szkoleniowca, reprezentant Włoch nie zmieniłby klubu. Teoretycznie jest to najlepsze źródło informacji, bo najbliższe samemu zainteresowanemu, lecz wiadomym jest, że to nie musi być prawdą. Sam w to wątpię.

Tragiczny sezon, ucieczka z Anglii i odrodzenie w PSG

Zaraz po przejściu do drużyny z Liverpoolu, 19-letni wtedy piłkarz powiedział, że czuje, iż może zdobyć co najmniej siedem bramek w nadchodzącym sezonie. Pomylił się. Kampania 19/20 była dla niego tragiczna. Przez cały jej okres zdobył 2 gole i zanotował 2 asysty, a najlepszym zwizualizowaniem tego czasu był mecz z Manchesterem United w grudniu 2019. Wtedy, Duncan Ferguson wpuścił Keana w 70. minucie tylko po to, aby 19 minut później go zdjąć. Sytuacji zdecydowanie nie poprawiał wspomniany wcześniej incydent z imprezą. Otwarcie okienka transferowego mogło oznaczać dla niego swego rodzaju uwolnienie. Na brak zainteresowanych Włoch narzekać raczej nie mógł, gdyż już w trakcie rozgrywek gazety informowały o zainteresowaniu m.in. Romy. Mało racjonalne byłoby pozostanie. Tak więc, 4 października, po rozegraniu już kilku spotkań dla Evertonu w nowym sezonie, na samym końcu okienka, do informacji podano wypożyczenie Keana do PSG. Co ciekawe, bez żadnej klauzuli. Czyste wypożyczenie.

Duncan Ferguson accused of 'destroying' Moise Kean but Everton caretaker  boss defends substitution against Manchester United

Szybko okazało się, że przeprowadzka do Paryża była świetnym ruchem. W trzecim meczu pod wodzą Thomasa Tuchela Kean ustrzelił dublet. Wyczyn ten powtórzył również w następnym spotkaniu. Od tego czasu, napastnik wrócił na usta światowych obserwatorów futbolu. Wychowanek Juventusu wreszcie miał powód do zadowolenia, a swoją świetną dyspozycję udowadniał też w dalszej części sezonu. Ta sytuacja wzbudziła ciekawą dyskusję: Czy osiągnięcia Keana z tego sezonu są realnym oddaniem jego potencjału?

Przereklamowany?

Włączmy się do niej i sami spróbujmy odpowiedzieć na zadane chwilę temu pytanie. Wydawać by się mogło, że 21-latek wchodzący bez kompleksów do nowej ligi i drużyny naszpikowanej gwiazdami to wielki diament. Osoby sprzeciwiające się tej tezie podają kwestię ligi. Mówimy właściwie o kimś, kto z najlepszej ligi z top 5 przeniósł się do najgorszej. Przynajmniej według oficjalnego rankingu. Niewątpliwie miało to wpływ na obrócenie poczynań Włocha o 360 stopni. Przyjrzyjmy się drużynom, których bramkarz musiał wyjmować piłkę z siatki po uderzeniu Keana (liczymy tylko pobyt we Francji, gdyż w początkowych dniach sezonu reprezentant Włoch zdobył dwie bramki w Pucharze Ligi Angielskiej).

Dijon – 3 bramki

Basaksehir – 2 bramki

Girondins Bordeaux – 1 bramka

Montpellier – 1 bramka

Lorient – 1 bramka

RC Strasbourg – 1 bramka

AS Saint-Etienne – 1 bramka

Stade Brest 29 – 1 bramka

SM Caen – 1 bramka

OGC Nice – 1 bramka

Caen – 1 bramka

Barcelona – 1 bramka

Łącznie daje to 15 trafień. Nie sposób nie dostrzec, że z wymienionych ekip jedynie Barcelonę można uwzględniać w kategorii bardziej topowych klubów. Nie oznacza to oczywiście, że oczekuję od Keana strzelania hat-tricka w każdym hicie ligi francuskiej lub Ligi Mistrzów, ale nie zapominajmy, że okazje do zdobyczy bramkowej były jeszcze z takimi rywalami, jak np. Lille lub Manchester United. Zdaję sobie sprawę z tego, że piłkarz musi strzelać również w tych mniejszych pojedynkach, ale w tej sytuacji, mamy do czynienia ze zdobywaniem bramek prawie tylko i wyłącznie w takowych. Nie chcę tworzyć narracji, jakoby francuskie drużyny sunęły po dnie europejskiej piłki, ale nikomu nie trzeba mówić, jak wyglądają one w porównaniu do Premier League. W temacie Anglii, wróćmy jeszcze do przeszłości. Zacznijmy od wspomnianych wcześniej dwóch bramek w Pucharze Ligi Angielskiej. Z kim? Pierwsza z czwartoligowym Salford, druga z trzecioligowym Fleetwood. Patrząc jeszcze dalej w przeszłość, na pierwszy sezon Moise w Anglii, widzimy, że swoje dwa trafienia uzbierał na Newcastle i Bornemouth. Zespoły trzymające poziom, ale zarazem trzymające dystans do czołówki. Bezsensowne byłoby analizowanie jego ofiar z sezonu 18/19, gdyż wtedy był to po prostu wyraźniejszy przejaw geniuszu. Wchodził, strzelał i schodził. 19-latek bez dużej ilości minut.

W pierwszych słowach tego akapitu wspomniałem, że na pochwałę zasługuje fakt tak pewnego wejścia w drużynę z gwiazdami światowego formatu. Neymar, Mbappe, Icardi. To tylko przykłady takowych. Jedni powiedzą, że cudem jest, że Keana nie zjadł stres i pokazał ogromną wiarę w swoje umiejętności. Druga strona odpowie, że posiadanie tak uzdolnionych partnerów zwyczajnie pomogło mu w wypracowywaniu sytuacji. Na poparcie tego wymienia się ułatwioną aklimatyzację przez obecność w PSG dwóch rodaków, Alessandro Florenziego i Marco Verattiego. Z naciskiem na Verattiego, bo jak wiemy, cieszy się on istotną dla działania drużyny rolą. Stanę po stronie tych pierwszych. Z uwagi na obrotność kariery tego zawodnika, możemy zapomnieć, że mówimy o kimś, kto w lutym skończył 21 lat. W tym wieku zdążył zwiedzić już dwa obce kraje. Z procesem aklimatyzacji wiąże się wiele trudności, zaczynając na języku, a kończąc na zwyczajach w szatni. W tym pierwszym raczej na nic zda się posiadanie znajomych tej samej narodowości w drużynie, lecz jeżeli chodzi o sprawy w szatni, doświadczony w tym temacie Marco mógł doradzić swojemu młodszemu koledze.

W formie ciekawostki dorzucę też, że średnia ocen SofaScore Keana w tym sezonie wynosi 7.02.

Czy możemy mówić o przecenianych umiejętnościach w przypadku Keana? Moim zdaniem, zależy do czego będziemy się odnosić. Jeżeli za godne pole oceny uznamy wycenę na Transfermarkt, która po najnowszej aktualizacji wynosi 30 mln euro, uważam, że jest ona idealna. Ceny młodych piłkarzy rosną w zawrotnym tempie. Dla przykładu, w momencie prawdopodobnie największego wzrostu popularności Keana, czyli pod koniec sezonu 18/19, było to 40 mln euro. Tamta cena była stanowczo wygórowana, co udowodnione zostało kilka miesięcy później. Porównując te 30 milionów do np. 80 milionów u Fatiego, od razu widzimy, że to zawodnik Barcelony z tej dwójki jest zbyt wysoko wyceniany. Druga kwestia to szum medialny. Mam wrażenie, że w pewnym momencie Kean był tak wychwalany w środowisku m.in. ekspertów i kibiców, jakby był co najmniej nowym Alexem Del Piero. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku wspominanego już tutaj Ansu Fatiego, choć tutaj balonik jest o wiele większy. Przyznam szczerze, że sam w pewnym momencie chciałem, aby to właśnie Kean był podstawowym napastnikiem w sezonie 19/20. Dopiero dziś widzę, w jak dużym błędzie byłem. Częste wymienianie jego nazwiska dokłada mu presji, co nie jest potrzebne. Warto z dystansem podchodzić do młodych talentów, bo ilu to już było mających zawojować świat, a niewiele później piłka na najwyższym poziomie odesłała ich z kwitkiem? Podsumowując, niektórzy zwyczajnie zbyt wiele widzą w obecnych umiejętnościach Włocha. Aktualnie jest to bardziej drzemiący potencjał, aniżeli fenomen w najlepszej formie. Warto głębiej przyjrzeć się wynikom zawodnika i nie ograniczać się do patrzenia na statystyki. Cieszę się, że większość obserwatorów podchodzi do tematu z należytym spokojem i bez zbędnego zapału. Odpowiadając na pytanie z akapitu – nie. Uważam, że nie. Każdy od czegoś zaczynał.

Powrót do Juventusu?

Chyba nieprzerwanie od sierpnia 2019, spora część bianconerich chciałaby ponownie zobaczyć wychowanka ich klubu na Allianz Stadium. Czy jednak jest to możliwe? Oczywiście. Przypominam, że Kean do PSG jest wypożyczony bez jakiejkolwiek klauzuli odkupu. Po sezonie wróci do Evertonu, a jeżeli nie wyrazi chęci kontynuowania gry w Paryżu, może zechcieć powrócić do Juve. Co ciekawe, podczas ostatniego mercato był taki temat. Po pogrzebaniu szans na sprowadzenie Dżeko i Suareza, Paratici zarzucił oko właśnie na byłego zawodnika. Inne doniesienie mówiły, że w planach było sprowadzenia Dżeko w parze z Włochem. Niezależnie od tego, skończyło się na wypożyczeniu Moraty. Co do niedoszłej transakcji, to miała być ona bardzo bliska realizacji. Wszystko wysypało się w późniejszych fazach. Szefostwo mistrza Włoch na pewno widzi, że Kean dojrzał mentalnie i piłkarsko, co może zapowiadać ponowne starania w najbliższym czasie. Starania mogą jednak nie wystarczyć z uwagi na to, że dyrektor sportowy Paryżan ma planować zatrzymanie urodzonego w Vercelli napastnika.

Czy sam zawodnik może brać pod uwagę powrót? W niedawnym wywiadzie powiedział, że ogląda wszystkie mecze Juventusu i klub ten jest w jego sercu. Jak dla mnie, oznacza to, że jeżeli nie będziemy oglądać go w przyszłym sezonie na Parc des Princes, to jest tylko jedna alternatywa w postaci powrotu.

Podsumowanie

Na koniec podam dotychczasowe statystyki Moise w tym sezonie. 31 meczów, 17 bramek, 1 asysta. Nie wystąpi w dzisiejszym meczu z powodu koronawirusa, co odbiera mu szansę na pokazanie się. Niezależnie od barw, powinniśmy trzymać kciuki za Keana. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, reprezentacja Włoch będzie mogła pochwalić się napastnikiem światowej klasy, czego w ostatnich latach brakowało.

Komentarze