Koszmarny sezon Paulo Dybali. Jak dalej potoczy się związek Argentyńczyka i Juventusu?

Koszmarny sezon Paulo Dybali. Jak dalej potoczy się związek Argentyńczyka i Juventusu?

Jeżeli ktoś w sierpniu zeszłego roku powiedziałby mi, że nadciągający sezon będzie dla Paulo Dybali najgorszym w historii jego przygody z Juventusem, na pewno bym nie uwierzył. Mowa przecież o MVP Serie A 19/20. O piłkarzu, który razem z Cristiano Ronaldo wygrał dla Juventusu scudetto. Jakkolwiek wtedy bym na to zareagował, teraz mamy do czynienia z faktami. Obecne rozgrywki dla Dybali wyglądają tak, jakby nie było go nawet w kadrze. Ciągłe problemy zdrowotne nie pozwalające na złapanie formy Argentyńczykowi to powód katastrofalnego dla niego okresu. Z uwagi na to, że sezon wchodzi w decydującą fazę, warto spojrzeć na jego obecny sezon, genezę problemów, a także perspektywy na przyszłość.

Końcówka poprzedniego sezonu

Zacznijmy jednak od początku. Jak wiadomo, Paulo został uznany najlepszym zawodnikiem sezonu 19/20 w Serie A. Wysoką formę prezentował praktycznie od początku do końca. Jego Juventus zapewnił sobie mistrzostwo na trzy kolejki przed końcem rozgrywek, w meczu z Sampdorią. To spotkanie było preludium problemów urodzonego w Laguna Larga napastnika. To właśnie wtedy, w okolicach 30. minuty, zszedł on z boiska przez uraz mięśniowy. Początkowa diagnoza dla niego nie była groźna, miał powrócić w środku sierpnia, aby być gotowym na ćwierćfinał Ligi Mistrzów. Spodziewano się bowiem, że Juventus da radę odrobić straty i pokonać najsłabszą na papierze ekipę, która awansowała do fazy pucharowej, czyli Olympique Lyon.

Wszystko posypało się w dniu rewanżu z Lyonem. Maurizio Sarri został postawiony pod ścianą, kiedy w końcowych fazach meczu Bianconeri wciąż byli na straconej pozycji w kwestii awansu. Zdecydował się na desperacki ruch w postaci wpuszczenia Dybali boisko w 71. minucie, co oczywiście planowane nie było. Paulino od razu pokazał swoją magię, poprzez np. doskonałe dośrodkowanie z rzutu rożnego idealnie na głowę Ronaldo. Jednak po kilku minutach zaczął utykać. Uraz się odnowił. Były piłkarz Palermo był zmuszony opuścić plac gry po trzynastu minutach. Jak się później okazało, jego starania po wejściu nie wpłynęły na końcowy rezultat, a Juve pożegnało się z Ligą Mistrzów.

Kampania 20/21

Kiedy Stara Dama rozpoczynała nowy sezon, wśród kibiców panował optymizm w sprawie Dybali. Zabrakło go na liście powołanych w inauguracyjnym meczu z Sampdorią, lecz w następnym spotkaniu z Romą zasiadał już na ławce. Pierwszy jego występ przypadł na mecz z Hellasem Veroną w 5. kolejce. Rozegrał wtedy pełne 90 minut, po których nie pozostawił po sobie dobrego wrażenia. Nikt nie popadał jeszcze w panikę, bo nie oczekiwano od niego prezentowania najwyższego poziomu od razu po powrocie. Podobnie z Dynamem Kijów. Po meczu ze Spezią, dostało się lekko Dybali. Obserwatorom nie umknęło, że po jego zejściu z boiska gra się rozruszała. Kilka dni później nadszedł jednak optymistyczny sygnał, kiedy to Argentyńczyk wszedł na ostatnie minuty z Ferencvarosem i wykorzystując błąd w obronie przeciwnika zdobył bramkę.

Pozytywne emocje zostały jednak szybko zgaszone po meczu z Lazio. Juventus w ostatnich sekundach spotkania stracił bramkę i zwycięstwo wymknęło się z rąk, a jednym z głównych winowajców tego remisu był właśnie omawiany zawodnik. Bowiem to właśnie on, kilkanaście minut po wejściu, popełnił błąd w przyjęciu piłki, która wyszła za linię boiska niedaleko pola karnego Wojciecha Szczęsnego. Co było dalej, raczej wiadomo.

Następne mecze to ciągła bezpłciowość w grze Dybali. Słabe występy przeplatane z przeciętnymi. Do tego doszły dwa rozczarowania z opaską na ramieniu. W środku grudnia pojawiła się nadzieja na uratowanie sezonu. Mecz z Genoą mógł być przełamaniem. Wtedy po raz pierwszy od naprawdę wielu spotkań Dybala zagrał solidny mecz, czego ukoronowaniem była zdobyta w jego stylu bramka.

I tak, jak śpiewała śp. Anna Jantar, nic nie może przecież wiecznie trwać. Nawet, jeśli „wiecznie” oznacza 90 minut. Po dającym nadzieję występie z Genoą i dosłownie kilku minutach z Atalantą pojawił się uraz mięśniowy. Cóż, Paulo nie dawał za wygraną i w styczniu znowu dał o sobie znać.

Styczeń, czyli chyba najtrudniejszy dla podopiecznych Pirlo okres w tym sezonie. Dla Dybali zaczął się dobrze, bo bramką na przełamanie w ostatnich minutach meczu. Widocznie mocno podbudowała go mentalnie, bo już trzy dni później Paulo dał dwie asysty Federico Chiesie w meczu z Milanem. To był definitywnie najlepszy występ Argentyńczyka pod wodzą trenera Andrei Pirlo. Bez fajerwerków, ale solidnie, zaczął też następny mecz, z Sassuolo. I tutaj dochodzimy do najtrudniejszej części. La Joya pod koniec pierwszej połowy zmuszony był opuścić boisko przez ponowne złapanie kontuzji. Do informacji publicznej podano, że zawodnik nie będzie mógł grać przez około 15-20 dni. To jednak zmieniło się na znacznie więcej, gdyż wałkujemy ten temat do dziś. Uraz więzadła wewnętrznego w kolanie, jeżeli nie zniszczył, to bardzo utrudnił obecne rozgrywki „dziesiątki” Juventusu. Jego aktualne statystyki to 16 spotkań (859 minut), 3 bramki, 2 asysty.

Przedłużająca się nieobecność. Co dalej? Przyszłość Dybali w klubie

Przenieśmy się w czasie z meczu z Sassuolo do teraz, świeżo po meczu z Crotone. Wobec ogromnej fali kontuzji w zespole Juve i coraz bardziej zawężającego się wachlarza opcji szkoleniowca, powrót Paulo może być swego rodzaju zbawieniem. Nie zapominajmy, że piłkarz ten zawsze był gwarancją kreatywności, co raczej nie jest najmocniejszą stroną Alvaro Moraty. Porażka w meczu z Porto mocno skomplikowała życie bianconerim. Jeżeli główny bohater dzisiejszego artykułu zdąży do tego czasu powrócić na boisko, może być jedną z kluczowych postaci w rewanżu. Najnowsze informacje mówią, że podwaliną pod jego powrót będzie najbliższy mecz z Hellasem (27.02), a następne kroki w tę stronę to starcia z Lazio (6.02) i Porto (9.02). Muszę jednak przyznać, że mimo mojej całej sympatii do Dybali, nie sądzę, aby zdążył chociażby nawiązać do najlepszej formy w tak krótkim czasie od problemów zdrowotnych. Wystarczy spojrzeć na początki sezonu. Oczywiście, nie zmienia to faktu, że technika tego piłkarza jest na tak wysokim poziomie, że jedno jego zagranie może wpłynąć na końcowy wynik dwumeczu. Z pewnością w interesie sztabu medycznego będzie ostrożne wprowadzanie go z powrotem do gry. Tak, aby nie stracić go znowu na kilka tygodni. Lecz tak, jak wspominałem na początku akapitu, kadra jest nękana kontuzjami. Nie zdziwiłbym się, gdyby doszło do powtórki z meczu z OL i Dybala grałby z przymusu, a koniec końców ponownie wypadłby na dłuższy czas.

Poza najbliższymi tygodniami, trzeba też patrzeć długoterminowo. Mam tu na myśli najbliższe lata dla Dybali. To, czy dalej będziemy mogli oglądać w białoczarnej koszulce. To, jakie pieniądze będzie zarabiał. To, jaką rolę będzie odgrywał w turyńskim klubie, jeżeli w nim pozostanie.

Telenowela z wygasającym po następnym sezonie kontrakcie i podwyżką dla Paulino męczy zarówno kibiców, jak i zawodnika oraz zarząd. Po perfekcyjnym sezonie 19/20, zażądał on zarobków na poziomie ok. 15 mln euro rocznie, co oznaczałoby zwiększenie płacy rocznej o około 8 mln euro. Naturalnie, z powodu jego tragicznej dyspozycji w obecnej kampanii, żądania się zmniejszyły. Aktualnie często pojawiają się sprzeczne informacje, a jakiś czas temu doszło do swego rodzaju bitwy medialnej w wykonaniu Paulo Dybali i Andrei Agnellego. Chodzi o sytuację, kiedy po meczu z Genoą, Dybala w wywiadzie wyjawił, że jego agent przez długi czas przebywał w Turynie i czekał na gotowość władz klubu na negocjacje nowej umowy, lecz ta nie nastąpiła. To nie wszystko. Piłkarz Juve dodał jeszcze, że chce, aby powiedziano prawdę o negocjacjach. Zadeklarował też swoją miłość do klubu. Na tę wypowiedź zareagował Agnelli, mówiąc, że cieszy go przywiązanie Argentyńczyka do Starej Damy. Złożył również odważną deklaracją w postaci zakomunikowania, że w klubie postrzega się Dybalę jako przyszłego kapitana. Na koniec lekko uderzył w zawodnika poprzez stwierdzenie, że wciąż nie jest on wśród piątki najlepszych piłkarzy świata. Najświeższe informacje w sprawie umowy podali kilka dni temu Luca Momblano i… Fabio Paratici. Jak pewnie można się domyślić – obie wersje sprzeczne. Dziennikarz informował, że porozumienie z zawodnikiem jest gotowe i będzie on zarabiał 9 mln euro + 1 mln w bonusach. Niewiele później głos zabrał dyrektor sportowy klubu i zakomunikował coś całkowicie innego, bo w jego wypowiedzi mowa o ciągłej pracy nad odnowieniem kontraktu. Nic nie wspomina o rzekomym gotowym porozumieniu. Dodając coś od siebie, wydaje mi się, że sprawa z kontraktem mogła mieć wpływ na przygnębienie i słabszą formę byłego zawodnika Palermo. Nie od dziś wiadomo, że jego gra jest mocno uzależniona od psychiki.

Załóżmy jednak, że kwestia kontraktu znajdzie szczęśliwe rozwiązanie i gwiazda Juventusu nie opuści klubu. Co wtedy może nastąpić? Przede wszystkim, wymagania będą znacznie większe. Od dawna zarzuca się Dybali, że jego cykl polega na rozgrywaniu świetnego sezonu, a potem wracaniu przez pół następnego do formy. Ustabilizowanie formy stanie się jego najważniejszym obowiązkiem. Jeżeli otrzyma podwyżkę, nawet minimalną, będzie wymagać się od niego znacznie więcej. W tym również mocniejszej psychiki podczas ważnych spotkań i umiejętności rozdzielania życia prywatnego i boiskowego. Jeśli chodzi o rolę w drużynie, będzie musiał stoczyć walkę z Alvaro Moratą o miejsce w składzie. Umówmy się – presja jest taka, że to on musi zostać pierwszym wyborem. Oznaczać to będzie powrót duetu Dybaldo, bo nie sądzę, że uda się pomieścić całą trójkę w pierwszym składzie, a nie zapominajmy, że są jeszcze Kulusevski, Bernardeschi i Chiesa, których rola na boisku może zmieniać się w zależności od partnera u boku CR7 (poza przedłużeniem wypożyczenia Moraty, nie uwzględniam tutaj ewentualnych ruchów transferowych w najbliższe lato). Czy Dybala ma szansę stać się kapitanem? Uważam, że nie. Sam przez długi czas chciałem aby tak się stało. Powtarzałem hasła mówiące o „nowym Del Piero”, lecz z czasem doszedłem do pewnych wniosków. Głównym i właściwie jedynym powodem, dla którego taka sytuacja nie ma racji bytu, jest mentalność Paulo. Nie wydaje mi się, aby potrafił wystarczająco mocno wpływać na kolegów z drużyny. Sam często spala się w istotnych meczach. Traci też motywację, gdy jest wielokrotnie faulowany. Nie wliczam tu aspektu umiejętności, bo kapitanem nie jest najlepszy umiejętnościowo zawodnik w składzie, a taki, który jest najlepszy psychicznie i motywacyjnie. Kogo z obecnej szatni uważam za przyszłego kapitana? Jeżeli nie odejdzie, to Matthijsa de Ligta. Jeżeli jednak skusi go oferta któregoś z europejskich gigantów, to stawiam na Federico Chiesę. Czuję, że ten chłopak jeszcze wiele osiągnie w białoczarnej koszulce.

Podsumowanie

Kończąc, chcę zaznaczyć moją sympatię do Dybali. Życzę mu jak najlepiej i przykro mi, gdy widzę odwracające się od niego chorągiewki. Wszyscy wiemy, że z jakiegoś powodu ten argentyński magik stracił szansę na zajęcie miejsca Messiego w światowym futbolu, lecz to wciąż naprawdę świetny piłkarz. Każdy miewa wzloty i upadki, a Dybala pokazał, że potrafi się podnieść, co prędzej czy później stanie się również i teraz.

Komentarze