Wszystkie przypadki Lecce

Wszystkie przypadki Lecce

Unione Sportiva Lecce po siedmiu latach wraca do Serie A. Dla klubu z Apulii było to niemalże biblijne siedem lat chudych. Przez ten czas kibice założonego w 1908 roku klubu przeżyli masę upokorzeń, złudnych nadziei i spektakularnych katastrof na samym finiszu rozgrywek. Teraz jednak ich cierpliwość została nagrodzona.

Od kiedy w sezonie 1985/86 Lecce pojawiło się pierwszy raz w Serie A było klubem, który spokojnie mógł zasłużyć na miano „wiecznego beniaminka”. Giallorossi nie byli w stanie utrzymać się w elicie dłużej niż trzy sezony. Na początku lat 90-tych spadli nawet na trzeci poziom rozgrywkowy, ale bardzo szybko wydostali się z niego i wrócili na swoje miejsce w windzie kursującej pomiędzy Serie A i Serie B. Salentini przez te kilka lat wprowadzili jednak sporo kolorytu do rozgrywek, a ich mecze z Bari są na pewno jednymi z najlepszych derbowych starć na Półwyspie Apenińskim.  Szkółka tego klubu potrafiła wychować bądź ukształtować takich piłkarzy jak m.in. Cristian Ledesma, Mirko Vucinić, Valeri Bojinov, Graziano Pellè czy przede wszystkim Antionio Conte, który w żółto-czerwonych barwach debiutował w Serie A w wieku zaledwie szesnastu lat. Także tam swoje nazwisko budował Pantaleo Corvino oraz kilku trenerów którzy później prowadzili największe włoskie kluby: Gian Piero Ventura, który jest autorem tego szybkiego powrotu z trzeciego poziomu rozgrywek na ten najwyższy, Delio Rossi czy Eusebio Di Francesco. I były szkoleniowiec Romy dobrze zamknie nam to nakreślanie tła Lecce w Serie A.

Derby rządzą się własnymi prawami…

To Di Francesco zaczynał na ławce trenerskiej ostatni sezon Lecce we włoskiej ekstraklasie, ale wytrwał tylko dwanaście kolejek w trakcie których wygrał tylko raz. Jego miejsce zajął później Serse Cosmi, ale ważniejsze przetasowania odbyły się jeszcze przed startem rozgrywek na samej górze klubowej hierarchii. Po szesnastu latach władzę w klubie oddała rodzina Semeraro. Jej ostatni przedstawiciel, Pierandrea, latem 2011 roku został oskarżony o korupcję w sporcie. Klubem zaczęła rządzić Pani Isabella Liguri, ale czyny jej poprzednika wywarły ogromny wpływ na klub w nowym sezonie. Pierandrea Semeraro w rozgrywkach 2010/2011 ustawił wynik derbów z Bari. Na wyjeździe! Gospodarze dawno byli już zdegradowani do Serie B, a ekipa ze Stadio Via del Mare rywalizowała o utrzymanie z Sampdorią i na dwie kolejki przed końcem miała nad nią dwa oczka przewagi. Zwycięstwo nad odwiecznym rywalem przy jednoczesnej porażce La Samp z Palermo zapewniło Lecce utrzymanie, które samobójczym trafieniem przypieczętował Andrea Masiello zdyskwalifikowany później za ustawianie wyników meczów na łącznie 2 lata i pięć miesięcy. Do gry wrócił w lutym 2015 roku w barwach Atalanty w której występuje do dziś.

Rok po tych niesławnych derbach konsekwencje dopadły także Lecce. Zespół sportowo zleciał z ligi zajmując trzecią pozycję od końca, ale nawet gdyby skład w którym roiło się od niezłych piłkarzy (Juan Cuadrado, Daniele Corvia, Valerij Bojinov, Haris Seferović, David Di Michele, Guillermo Giacomazzi, Luis Muriel, Manuele Blasi, Julio Sergio, Massimo Oddo, Nenad Tomović czy Andrea Bertolacci) sportowo zapewnił sobie byt w elicie to ze względu na kary jakie zostały nałożone przez związek i tak by w niej Lecce nie było. Giallorossi wylądowali w Lega Pro.

Zostając jednak jeszcze chwilę na boisku to tamtej wiosny Salentini uczynili ze swojego stadionu małą twierdzę przegrywając pierwszy przed własną publicznością dopiero pod koniec kwietnia z Napoli. Wcześniej podopieczni Serse Cosmiego zdjęli skalpy z Interu (1:0), Sieny (4:1) i rozbili Romę 4:2, ale dwa gole dali sobie wbić dopiero w samej końcówce już przy rozstrzygniętym wyniku.

Syzyf z trzeciej ligi

Lecce wylądowało więc po siedemnastu latach w Lega Pro, ale nie potrafiło powtórzyć swojego wyczynu sprzed prawie dwóch dekad i wydostać się stamtąd w ekspresowym tempie. Wręcz przeciwnie baty jakie tam zbierało od losu spokojnie wystarczyłyby do popsucia nastrojów kibicom w niejednym klubie.

Ekipa z Apuli przez sześć lat tułaczki po trzecioligowych stadionach aż cztery razy odpadała w play-off o awans. Już po pierwszym roku mogła wrócić na zaplecze włoskiej ekstraklasy, ale przegrała finał przeciwko Carpi. Do tego wcale nie musiało dojść ponieważ paczka w której byli m.in. Ledian Memushaj, Javer Ernesto Chevanton czy Jeda przez znaczną część sezonu przewodziła stawce, ale po 27 kolejce dała się wyprzedzić Trapani i zakończyła rozgrywki na drugim miejscu dającym tylko udział w barażu. I w tym barażu lepsze okazało się Carpi, które u siebie wygrało 1:0, a znad Adriatyku przywiozło remis 1:1. Rewanż zakończył się zresztą skandalem bo fani gospodarzy nie byli w stanie przełknąć goryczy porażki i wtargnęli na boisko. Gdyby wiedzieli co czeka ich w najbliższych latach pewnie zachowaliby więcej cierpliwości dla swoich ulubieńców.

Campionato 2013/14 rozpoczęło się dla I Salentini fatalnie. Pięć pierwszych kolejek to pięć porażek, następnie przyszedł remis i wreszcie wygrana na wyjeździe z Paganese. I był to rezultat przełomowy: od początku października do końca sezonu zasadniczego podopieczni Franco Lerdy (to jego przyjście tak odmieniło zespół) przegrali tylko czterokrotnie.

źródło: pianetalecce.it

To wtedy swoje marzenie o grze dla US Lecce spełnił Fabrizio Miccoli. Filigranowy napastnik urodził się w Apulii i od małego kibicował właśnie tej ekipie. Z miejsca został kapitanem i przywódcą zespołu, ale nawet jego bardzo dobra forma (14 goli w całych rozgrywkach) nie pozwoliła klubowi wrócić do Serie B. Sezon zasadniczy skończyli na trzecim miejscu więc znów trzeba było bić się w play-off. Najpierw na karne wygrali z Pontederą, następnie w ½ finału odprawili Benevento i po roku znów znaleźli się w finale turnieju barażowego. Tym razem to oni byli gospodarzem pierwszego starcia z Frosinone i wynik 1:1 może nie zadowalał wszystkich, ale dawał spore szanse na sukces w rewanżu. Pod Rzymem również po 90 minutach było 1:1 sędzia zarządził więc dogrywkę w której aż do 116 minuty nie padła żadna bramka. Potem zaczęli strzelać Canarini – najpierw Alessandro Frara, a w czwartej minucie doliczonego czasu gry Alessio Pasquale Viola przypieczętował awans Frosinone do Serie B. Lecce drugi rok z rzędu było blisko celu i drugi raz go nie osiągnęło. Masa wytężonej i ciężkiej pracy na którą składała się gonitwa przez cały sezon zasadniczy za czołówką, karne już w pierwszej rundzie play-off, rozprawienie się z  Benevento i zabrakło ośmiu minut do celu. Frustracja i bezsilność idą tutaj w parze.

Sezon 2014/15 jest totalnie do zapomnienia, Lecce w swojej grupie zajęło dopiero szóstą lokatę i nie miało nawet prawa przystąpić do barażu o awans. Cóż, przynajmniej na jeden rok fani mieli z głowy koszmar finału play-off.

Następne rozgrywki to powrót do gry w samej czołówce stawki, a co za tym idzie przedłużenie sezonu o turniej barażowy. Trzecia lokata na koniec campionato to oczywiście przepustka do dodatkowych gier, które miały pozwolić wreszcie na upragniony awans. W końcu do czterech razy szuka? Tym razem do sukcesu miał prowadzić Davide Moscardelli (Miccoli wyjechał jeszcze pokopać na Malcie). Pierwsza runda to spacerek z trzecią ekipą grupy A Bassano Virtus (3:0), ale półfinał okazał się etapem nie do przejścia. Rywalem była Foggia, która w grupie C wyprzedziła giallorossich o dwa punkty, ale w czterech bezpośrednich meczach podopieczni Roberto De Zerbiego aż trzy razy okazali się lepsi. W sezonie zasadniczym rozbili u siebie Lecce 4:0, a wiosną przegrali 1:3. W play-off nie zostawili sobie jednak najmniejszego pola na pomyłkę: Foggia zwyciężyła 3:2 na Stadio Via del Mare i u siebie poprawiła wynikiem 2:1. Czwarty sezon Lecce w Lega Pro i trzecie niepowodzenie w barażu o awans.

I Satanelli przegrali jednak finał tamtego barażu z Pisą i w rozgrywkach 2016/17 znów stanęli w szranki w jednej grupie z Lecce. W tamtym sezonie każdy liczący się klub w każdej z grup tej ligi wiedział, że jeśli ma się nie martwić o promocję to najlepiej wygrać swoje rozgrywki. Wszystko dlatego, że w grupie drugiej znalazły się dwa kluby, których ambicje sięgały dużo wyżej niż sam awans do Serie B, a wiadome było, że tylko jeden z nich będzie mógł wygrać swoją grupę. Mowa oczywiście o Venezii i Parmie. W tej rywalizacji górą była ekipa z miasta nad laguną, ale parmeńczycy dobrze wiedzieli, że to oni są stawiani w roli faworyta do wygrania całego play-off. Lecce u siebie zajęło oczywiście drugą lokatę jedenaście punktów za Foggią. Rossoneri na pierwsze miejsce wskoczyli dopiero po 28 kolejce i swojej wygranej z Juve Stabia. Zmienili tam nie kogo innego jak Lecce, które przegrało w małych derby z Virtusem Francavilla. Dwie kolejki później doszło do bezpośredniego starcia w meczu na szycie i tu znów Foggia nie zostawiła większych szans Wilkom bijąc je bezlitośnie 3:0. Od tego momentu w szeregach dowodzonych przez trenera Pasquale Padalino coś się zacięło. Szkoleniowiec został zwolniony dwie kolejki przed końcem po przegranej z Messiną. Wstrząs nie pomógł drużynie, bo ta tylko zremisowała w dwóch ostatnich meczach sezonu zasadniczego. Co ciekawe Roberto Rizzo nie przegrał żadnego spotkania na ławce Lecce, ale też żadnego nie wygrał. W play-off bramką strzeloną na wyjeździe – i to samobójczą –  wyeliminował Sambenedettese czyli siódmą drużynę grupy drugiej (1:1 i 0:0). Od ćwierćfinału ta zasada już nie obowiązywała (mówił ktoś, że Włosi lubią komplikować sobie życie?) i dwumecz z wicemistrzem grupy A – Alessandrią zakończył się rzutami karnymi. Dla I Salentini tym lepiej, bo u siebie ugrali remis 1:1, a na wyjeździe było 0:0. Serie jedenastek lepiej egzekwowali jednak gospodarze i to oni  doszli aż do finału przegranego ostatecznie z Parmą we Florencji 0:2. Niemalże w tym samym czasie ligę wyżej działy się jednak rzeczy, które jak się później okazało, miały wpływ na przyszłość US Lecce.

Cudotwórca z Terni

Campionato 2016/17 było szóstym kolejnym sezonem dla Lecce na trzecim poziomie rozgrywkowym. Po dwóch latach dowodzenia klubem z funkcją prezesa pożegnał się Pan Enrico Tundo, a jego miejsce zajął Pan Saverio Sticchi Damiani. Rozgrywki na ławce rozpoczął Roberto Rizzo i na inaugurację oczywiście zremisował. W drugiej kolejce ograł Trapani, ale już kolejny rywal z Sycylii – Catania –zakończył jego karierę na stanowisku pierwszego trenera Lecce. Porażka 0:3 nie dała mu żadnych szans na przetrwanie. W następnym meczu zespół poprowadził jako szkoleniowiec tymczasowy Primo Maragliulo, urodzony i wychowany w Lecce asystent trenera, a obecnie szkoleniowiec Primavery tego klubu. Po nim za ster chwycił Fabio Liverani i to okazał się strzał w dziesiątkę.

źródło: ternanacalcio.com

Urodzony w Rzymie coach miał za sobą naprawdę wyboistą drogą kiedy przyjmował tę posadę. Wcześniej zaliczył kompletnie nieudany epizod w Genoi (2013/14) gdzie zdołał rozegrać sześć kolejek i jedną rundę pucharu Włoch. W tych meczach aż pięć razy przegrywał i nie uratowały go nawet wygrane 3:0 derby z Sampdorią. W grudniu 2014 roku odnalazł się w League One na ławce Leyton Orient gdzie w 27 meczach miał średnią punktową na poziomie 1,11 punktu na spotkanie (dane za transfermarkt). To pozwoliło wyprzedzić w lidze tylko Yeovil Town czyli mówiąc wprost zakończyło się spadkiem z ligi. Wiosną sezonu 2016/17 podjął się niemożliwej misji uratowania Serie B dla Ternany. Zastał drużynę na ostatnim miejscu w lidze z passą sześciu porażek z rzędu i stratą pięciu punktów do ostatniej bezpiecznej Ceseny, a finalnie wyskoczył z nią ponad strefą spadkową! W trzynastu kolejkach wygrał osiem razy. Co jeszcze oddaje moc tamtej końcówki sezonu drużyny z Umbrii? Choćby to, że przed ostatnią kolejką żeby być pewną utrzymania musiała patrzeć tylko na siebie. Wygrana w Ascoli dawała spokój bez oglądania się na innych i tak się oczywiście stało. Liverani opuścił klub ponieważ ten nie mógł zagwarantować mu jakiejkolwiek stabilizacji i wzmocnienia zespołu. W wywiadach po sezonie przyznawał, że Ternana ma pierwszeństwo w zaoferowaniu mu umowy, ale jest otwarty na inne propozycje. Taka podobno mogła pojawić się w Perugii, ale sam zainteresowany w momencie sondowania jego zdania przez derbowego rywala miał powiedzieć, że praca w innym mieście z Umbrii go nie interesuje. I tak dochodzimy do września 2017 roku i przejęcia Lecce przez byłego pomocnika Lazio. Giallorossi już w ósmej kolejce wskoczyli na pozycję lidera tabeli i nie oddali jej do końca sezonu. Pierwszy mecz pod okiem Liveraniego przegrali dopiero pod koniec kwietnia, a ligę wygrali cztery oczka nad bardzo mocną wtedy Catanią.

Do tego sezonu na zapleczu Serie A US Lecce przystępowało z pokorą i spokojem. Przed startem mówiono o utrzymaniu się w lidze, a sezon okazał się fantastyczny. Jako beniaminek ani razu nie przegrali dwóch kolejnych spotkań! Jednak na chwilę do głów kibiców ze Stadio Via del Mare powróciły koszmary sprzed lat. Kiedy w przedostatniej kolejce ich ulubieńcy przegrali ze słabiutką Padwą 1:2 i o wszystkim miała rozstrzygać ostatnia seria gier na pewno nikt w tym mieście Apulii nie chciał spaść do play-off. Stałoby się tak gdyby przegrali u siebie ze Spezią, a Palermo ograło Cittadellę. Mało realny scenariusz, zwłaszcza biorąc pod uwagę serię zwycięstw u siebie która wynosi obecnie dziewięć z rzędu bo oczywiście Spezię odprawiono z kwitkiem.

Lecce po siedmiu latach wraca więc do Serie A. Przez ten czas nigdy nie wygrali w żadnym turnieju play-off choć szans mieli aż nadto. Zawsze musieli liczyć tylko na siebie i na to co uda się ugrać w sezonie zasadniczym. Dwa kolejne awanse to nie jest w ostatnich latach sprawa w Italii nowa, zrobiło to choćby SPAL, które już drugi sezon z rzędu utrzymuje się też w elicie. Może taki skok to dodatkowa siła dla tych klubów, które po latach wracają do elity? Przekonamy się już w następnym sezonie jak radzić sobie będzie Lecce. To za ich sprawą do Apulii wraca też po siedmiu latach włoska ekstraklasa. Rok dłużej czeka na to Bari, a Foggia nie widziała elity od sezonu 1994/95. Wraca też Fabio Liverani, który ma do poprawienia słabiutki bilans meczów na ławce w Serie A. Jeśli jego przełożeni utrzymają kręgosłup zespołu i dobiorą trzech-czterech piłkarzy, którzy będą rzeczywistymi wzmocnieniami to Giallorossi wcale nie muszą powtarzać scenariusza jaki znamy dzięki Benevento sprzed roku i obecnego Frosinone. Lecce potrafi zagrać mecz na swoich warunkach, którymi są twarda gra w środku pola i szybki atak. Może być ciekawie.

Komentarze