Wszystkie numery Stanislava Lobotki

Wszystkie numery Stanislava Lobotki

Krócej niż dwanaście miesięcy SSC Napoli musiało sobie radzić bez Słowaka w środku pola. I chociaż Stanislav Lobotka jest piłkarzem zupełnie innym od Marka Hamšika, nikt nie będzie od niego wymagał tylu bramek, ilu strzelał grający obecnie w Chinach weteran i były kapitan zespołu, to jednak rola Lobotki w przebudowywanej drużynie spod Wezuwiusza może być równie kluczowa. Nie wskazuje może na to bardzo wysoki i nietypowy numer nowego nabytku zespołu. Jaka jest jego historia?

Stanislav Lobotka dał się kibicom (przede wszystkim polskim, ale co pokazał transfer do Hiszpanii nie tylko im) poznać na Mistrzostwach Europy U21 sprzed dwóch lat. Niedoceniana przed turniejem Słowacja okazała się zespołem grającym piłkę dużo lepszą od nas i chociaż ostatecznie nie osiągnęła na turnieje wiele, to jednak zebrała zasłużone, pozytywne recenzje. Kluczem do atrakcyjnej dla oka, ale i efektywnej gry naszych południowych sąsiadów był niski (170 cm), dobrze zbudowany defensywny pomocnik z charakterystycznym dla tej pozycji numerem 6 na plecach. Lobotka oczywiście ma swoje atuty w defensywie, potrafi odebrać piłkę, przyostrzyć grę i co na tej pozycji ważne dużo biega, ale jego największą wartość stanowi połączenie tych zalet z naturalną umiejętności budowania akcji, rozgrywania piłki i w końcu zabrania się z nią i włączenia do akcji ofensywnej. Nie ma jednak wątpliwości, że brakuje mu goli. Przez całą swoją klubową karierę nazbierał ich zaledwie 6, 3 zdobył dla dobrze nam znanego Trenczyna i 3 dla również rywalizującego kiedyś z naszym przedstawicielem w Lidze Europy Nordsjealland. W Norwegii Lobotka zanotował też najlepszą w karierze liczbę asyst w sezonie – 9. Wynik godny skrzydłowego, i to właśnie z numerem 7, kojarzącym się z tą pozycją Słowak występował. Na Słowacji grał z liczbą 29 nadrukowaną pod nazwiskiem, ale to nie bezpośrednio z ojczyzny Janosika przeniósł się do Skandynawii. W międzyczasie był jeszcze Ajax, a właściwie Jong Ajax czyli rezerwy, ale jednocześnie drużyna do lat 21 tego klubu. W dorosłym Ajaxie Stanko jak bywa nazywany nie zagrał ani razu. W drugiej lidze holenderskiej nosił na plecach szerokie spektrum numerów, włącznie z 6,8 i 10. Nie da się nie odnieść wrażenia, że dwudziestopięcio już letni Słowak pewne cechy szóstki, ósemki i dziewiątki w sobie łączy. Abstrahując od liczb to właśnie z czasów rocznego wypożyczenia do Ajaxu pochodzi video, które na Słowacji szybko stało się viralem. Młody Stanislav udziela pierwszego wywiadu po transferze i, co także nie jest nam obce, ma pewne problemy z angielskim. Nie mogąc sobie przypomnieć słowa dream zastępuje je słowackim sen, to samo robiąc z reality, co przy słowackim, niemal identycznym odpowiedniku (realita) już takiego wrażenia nie robi. W wyniku językowej wpadki powstaje jednak kultowe do dziś hasło This is my sen, które stanie się potem choćby nazwą turnieju organizowanego przez AS Trencin, na który przyjeżdżają poważne europejskie drużyny do lat 11. W tym Napoli.

Do Neapolu Lobotka trafił jednak przez Celtę Vigo, w której rozegrał dwa i pół sezonu. Nie udało mu się zdobyć przez ten dość długi okres żadnej bramki, brakowało też asyst. Szczególnie w obecnym sezonie drużyna z Galicji ma duże problemy, Stanislav (ciekawostką lingwistyczną jest fakt, że kończące imię v w takiej pozycji wymawia się jako u, dokładnie jak choćby w przypadku słoweńskich skoczków narciarskich braci Prevców) musiał więc skupić się raczej na przeszkadzaniu i pomaganiu w obronie, niż ofensywnych wejściach. Niewątpliwie jednak i w Celcie, przy znacznie wyższym poziomie sportowym rywali (o czym przekonał się choćby bawiący się wśród młodzieżowców Dani Ceballos), potrafił brać grę na siebie, kontrolować jej tempo, słowem łączyć różne style gry środkowego pomocnika. W Celcie grał z numerem 14, na wybranie którego w SSC Napoli nie mógł sobie jednak pozwolić.

Od początku przygody z tym klubem nosi go bowiem Dries Mertens, który przecież przebił już Diego Maradonę w liczbie bramek zdobytych dla Partenopei. Czternastka, numer dla piłki nożnej wyjątkowy od czasów Johanna Cruyffa, także i dziś nie może narzekać na brak wyjątkowych posiadaczy. Najbardziej zasłużony jest chyba Claudio Pizarro, peruwiański weteran z Werderu, który te dwie cyfry nosił na plecach też podczas kilku bardzo owocnych w gole przygód z Bayernem Monachium, mniej udanego epizodu w Chelsea i oczywiście w swojej narodowej reprezentacji.  Poza nim i Mertensem z numerem 14 grają i mocno kojarzą się choćby mistrz świata i wicemistrz Europy Blaise Matuidi czy mistrz Europy William Carvalho z Betisu, którego dostojne, eleganckie rozdawanie piłek widać także i u Lobotki. Legendarna czternastka Cruyffa jest zresztą jak wiele podobnych symboli dziełem przypadkiem, w początkowych latach kariery (i w Barcelonie, gdzie ze względu na regulacje La Liga dozwolone były numery 1-11) grał on z dziewiątką. Przed jednym z meczów jego kolega z drużyny Gerrie Muhren nie mógł znaleźć swojej siódemki, Cruyff oddał mu więc swoją koszulkę a sam wziął losowy trykot z kosza. Była to czternastka, a ponieważ działo się to przed prestiżowym i wygranym ostatecznie meczem z PSV Eindhoven, numerów już później nie zmieniano.

Niedostępność numeru, z którym grał w Celcie Vigo zmusiła Lobotkę do wybrania czegoś nowego. Pomysłem było 22, czyli liczba, która znajduje się pod nazwiskiem Stanislava na koszulce reprezentacji Słowacji. I ona jest jednak niedostępna (wybrał ją ściągnięty latem Giovanni Di Lorenzo). Zajęte są również szóstka (Rui), siódemka (Callejon) i ósemka (Ruiz), o dziesiątce ze względów oczywistych nikt nawet nie pomyślał. Co ciekawe sam Stanko nie pomyślał też o numerze, którego wybór byłby bardzo logiczny. Numerze 17. To z nim Marek Hamšik rozegrał zawrotne 520 meczów dla Napoli, w których strzelił 121 goli i zanotował 99 asyst (w Brescii z wyjątkiem jednego meczu z pierwszym sezonie zresztą również grał z 17 na plecach). Spytany w wywiadzie dla jednego ze słowackich portali już po transferze do Neapolu przyznał, że na wybór numeru po starszym koledze z reprezentacji nawet nie wpadł, ale chyba stało się dobrze, bo mógłby tej narzuconej na siebie w ten sposób presji nie udźwignąć. Liczby Hamšika rzeczywiście robią wrażenie, Lobotka ze względu na styl gry na pewno się do nich nie zbliży, ale obu Słowaków łączyć może ta wszechstronność i łączenie różnych stylów gry w pomocy. Hamšik też przecież występował wyżej, niemal na dziesiątce, niżej jako ten lewy w trójce środkowych pomocników, próbowany był pod koniec pobytu pod Wezuwiuszem jako szóstka. Obu panów zobaczymy oczywiście w zbliżających się barażach o awans do Euro 2020, a potem kto wie, może w meczu grupowym z reprezentacją Polski.

Lobotka nie pomyślał o siedemnastce, wybrał ostatecznie numer swoją magią bardziej zbliżony do czternastki Cruyffa. Padło na 68, które tylko pozornie wydaje się wysokim, dziwnym numerem typowym raczej dla juniora dokoptowanego na szybko do pierwszej drużyny. Numer 68 jest bowiem znakiem rozpoznawczym największej czeskiej hokejowej legendy – Jaromíra Jágra, który mimo zaawansowanego wieku (48 lat) gra do dziś w czeskiej ekstralidze, reprezentując klub Rytiri Kladno, którego jest właścicielem. Jágr z numerem 68 grał zarówno w NHL, jak i reprezentacji Czech (i Czechosłowacji). Kilkunastokrotny uczestnik meczu gwiazd i zawodnik zaliczany do grupy stu najlepszych hokeistów w historii NHL nie wybrał liczby, z którą jest i będzie już na zawsze kojarzony przypadkiem. Chodzi oczywiście o rok 1968, jeden z kluczowych w historii Czechosłowacji. To wtedy, z nocy z 20 na 21 sierpnia, wojska Układu Warszawskiego przeprowadziły inwazję na ten kraj, kończąc w ten brutalny (operacja ta jest uznawana za największą operację zbrojną w Europie po II wojnie światowej) sposób tzw. Praską Wiosnę, czyli okres liberalizacji komunistycznych rządów i rosnącej nadziei fali nadziei obywateli na lepszą przyzłość. Sama operacja „Dunaj” nie przyniosła wielkich strat w ludziach, ale rozpoczęła trzydziestoletni okres tzw. normalizacji, czyli powrotu do bardziej rygorystycznych rządów komunistów, którzy zaczęli regulować niemal wszystkie aspekty życia obywateli, doprowadzając nie tylko do intensyfikacji działania cenzury, ale też wyjazdu z kraju prawie 400 tysięcy ludzi, w tym wielu artystów, na czele z Kunderą czy Szkworeckim. 

Rok 68, jak zresztą kilka innych dat kończących się na 8, ma więc dziś dla Czechów i Słowaków szczególnie znaczenie. Przypomina czasy totalitarnego systemu, który w pewnym momencie, żeby odzyskać pełną kontrolę polityczną, musiał uciec się do interwencji zbrojnej. Jágr był pierwszym czeskim hokeistą wybranym w drafcie nie licząc tych, którzy już urodzili się w Stanach, wykorzystał więc swoją obecność w tej lidze, żeby upamiętnić to wydarzenie. Wydarzenie dla samego Jágra szczególne także ze względu na swoją rodzinę. Jego dziadek zmarł właśnie w roku 1968, był też podobnie jak drugi dziadek ścigany przez komunistów w latach 50., problemy miała i babcia gwiazdy światowego hokeja, która opowiadała mu o ciężkim życiu w komunistycznym świecie

Dla Lobotki, który jako Słowak młodej generacji (choć takim juniorem znowu nie jest, Stanislav ma już 25 lat) czasy normalizacji i wydarzenia sierpnia 68 znać może tylko z licznych wytworów kultury popularnej, powodem wybrania nowego numeru była właśnie postać Jágra. Wybitny hokeista jest bowiem wielkim idolem nowego pomocnika SSC Napoli. Kto wie, może za sprawą Lobotki za kilka lat ta znana obecnie głównie fanom hokeja liczba zacznie być równie oczywista i w świecie piłki nożnej.

Sam Stanislav Lobotka stał się przechodząc do Napoli za 27 milionów euro najdroższym piłkarzem w historii słowackiej piłki. Co ciekawe, cała piątka najdroższych piłkarzy z tego kraju związana jest z Serie A. W przypadku drugiego na liście Škriniara chodziło nawet o transfer wewnątrzwłoski, stoper zamienił Sampdorię na Inter. Z tego samego Interu, do Parmy odszedł w 2002 roku Vratislav Greško za imponujące jak na tamte czasy 21,5 miliona euro. Miejsce czwarte zajmuje opisywany tu szeroko Hamšik, ale w tym przypadku chodzi o jego odejście z Napoli do Chin. Piątym najdroższym Słowakiem w historii jest Denis Vavro, który przed tym sezonem przywędrował z Kopenhagi do Lazio.

Tekst pierwotnie ukazał się na portalu: http://www.ceskoslovensko.pl/

Komentarze