Kilka wniosków po ćwierćfinałach Coppa Italia cz. 1

Kilka wniosków po ćwierćfinałach Coppa Italia cz. 1

Tegoroczne półfinały Pucharu Włoch zapowiadają się niezwykle smakowicie, a po raz pierwszy od pięciu trofeum na pewno nie trafi do Juventusu. Z naszej strony kilka wniosków i obserwacji po spotkaniach ćwierćfinałowych. Na pierwszy ogień idą wygrane Milanu i Lazio.

Lazio:

1. Mentalità – Lazio w dwóch ostatnich meczach pokazało niesamowitą mentalność. Podopieczni Simone Inzaghiego pomimo bardzo różnych momentów w tym sezonie udowodnili, że potrafią zaprezentować całkiem przyjemny (choć nie oznacza to, że idealny czy wyjątkowo techniczny) futbol dla oka. To co od razu rzucało się w oczy to bardzo duża chęć zwycięstwa, jak i w starciu z Juventusem, tak i w meczu z Interem. Po spotkaniu z La Vecchia Signora, Alessandro Del Piero w telewizji Sky stwierdził, że Lazio grało z osobowością, której nie pokazała wcześniej żadna drużyna. Radość trenera Inzaghiego po zakończeniu meczu także szybko obiegła internet. W zespole widać spore „ciśnienie” na poprawienie swoich wyników i jeżeli te dwa mecze będą otwarciem nowego rozdziału w obecnym campionato, to rozgrywka o miejsca premiowane grą w Lidze Mistrzów będzie jeszcze ciekawsza. A tego sobie życzmy.

2. Nieskuteczność – Jednak charakter to jedno, ale z drugiej strony, jeżeli scenariusz z góry ma się ziścić piłkarze Lazio muszą zacząć robić to co futbolu jest kluczowe i zacząć trafiać do siatki. Jest to sporym paradoksem patrząc przez pryzmat poprzedniego sezonu, ale obecnie Biancocelesti mając kilka naprawdę dobrych okazji, zdobyli bramkę przez odważną decyzję Immobile. To właśnie sam fakt tego, że reprezentant Włoch zdecydował się oddać strzał (choć wcześniej wykonał także dobrą pracę) skutkowało golem. Gdyby Lazio miało lepiej nastawiony celownik, to zapewne udałoby się wygryźć przynajmniej punkt w meczu z Juve i zamknąć spotkanie z Interem w 90 minutach, bez stresu związanego z rzutami karnymi. I byłby to sprawiedliwy rezultat.

3. Santa Ciro – Nawet jeżeli ktoś nie jest fanem klubu z Rzymu czy samego talentu Immobile, trzeba przyznać, że Włoch wzniósł się na swoje wyżyny. Nie świadczą o tym bramki czy efektowne akcje (choć tego mu nie brakuje), lecz sam fakt, że nawet przy słabszej dyspozycji Lazio Immobile potrafi wziąć grę na siebie i doliczonym czasie gry porwać się na kilka sprintów, walczyć podwojony w rogu boiska czy posyłać bardzo dobre podania. Do tego kilka sytuacji, gdzie naprawdę swoim ruchem gubił obrońców i znajdywał się w dogodnych sytuacjach. Gdyby Lazio było tylko skuteczniejsze.

Inter:

1. Każdy za siebie – W ostatnim meczu Inter, porównując go do Lazio, wyglądał jak drużyna, której niezbyt bardzo chciało się grać w piłkę. Nerazzuri mieli swoje sytuacje, choć głównie wynikały one ze stałych fragmentów gry czy zrywów indywidualnych graczy. Inter notował sporo strat, w tym jedną bardzo blisko swojego pola karnego, po której groźny strzał oddał Immobile. Martinez i Candreva mieli problem z skierowaniem piłki do niemal pustej bramki (choć sytuacje też nie były typowymi „setkami”). Bramkę udało się wepchnąć po rzucie karnym, sprokurowanym przez spory błąd Milinkovicia. Wcześniej także sędzia mógł odgwizdać karnego dla Interu, jednak według niego Milinkovic-Savić nie faulował, choć bardziej zastanawiający jest brak użycia VAR-u (do pracy sędziego jeszcze wrócimy).

2. Jest z nami trener? – Pozycja Luciano Spallettiego w drużynie musiała chyba nieco osłabnąć. Przez pewne fragmenty przerw można było odnieść wrażenie, że trener nie żyje z drużyną, a bardzo napięta atmosfera w szatni (jeżeli prawdą są prośby o transfery i rychła wizja zmiany trenera) była widoczna także na boisku. Przed spotkaniem z Lazio, w Medialnie widziany był Antonio Conte, szybko spowodowało to plotki dotyczące jego ewentualnej pracy w Interze. Marotta spytany o to stwierdził, że Spalletti ma pełne zaufanie, drużyna jest na trzecim miejscu i gra o Puchar Włoch (już nie), a Mediolan jest na tyle pięknym miastem, że nie można każdego spaceru łączyć z pracą w klubie. Ciekawe czy coś zmieniło się po wczorajszym meczu

3. Protagonisti – Bohaterem Interu w tym meczu był Handanović. Bramkarz zespołu z Lombardii wyciągał prawie wszystko. Świetnie interweniował po dwóch groźnych strzałach z dystansu Immobile czy w sytuacji z Caicedo. Bramkarz był najpewniejszym punktem drużyny i jak słusznie zauważył trener Biancocelestich, gdyby nie on to mecz zakończyłby się o wiele wcześniej. Tytuł anty-bohatera niewątpliwie należy do Radji Nainggolana. Nie chodzi już o sam fakt, że spudłował on rzut karny, ale raczej o sposób w jaki się do tego zabrał i strzał w orlikowym stylu. Spalletti na pomeczowej konferencji prasowej stwierdził, że zespołowi udało się dojść tak daleko bez pomocnika, więc są inne alternatywy, a Nainggolan pokaże jeszcze swoją wartość.

Na osobną rubrykę w tym meczu zasługuje sędzia spotkania – Rosario Abisso. Decyzje, które podejmował w meczu niejednokrotnie były kontrowersyjne, również jak praca z systemem VAR. Dziwi brak sprawdzenia (nawet jeżeliby podtrzymał swoją decyzję o braku faulu na Icardim po odepchnięciu) i odwołanie czerwonej kartki dla Asamoaha po ostrym faulu (w skutek użycia VAR-u) .

AC Milan 2:0 SSC Napoli

1. Piątek show na San Siro

Nikt nie wyobrażał sobie chyba lepszego wejścia do drużyny Krzysztofa Piątka. Dopiero co ekscytowaliśmy się 35-milionowym transferem Polaka na legendarne San Siro, a już po kilku dniach Polak dał nam kolejne powody do radości. Niesamowite jak zimnokrwisty w polu karnym przeciwnika potrafi być zawodnik, który jeszcze rok temu biegał po boiskach Ekstraklasy, a teraz bez żadnych problemów przestawiał Kalidou Koulibaly’ego. Piątek rozegrał zaledwie dwa spotkania, a do klubu trafił pod koniec stycznia, a mimo to nie przeszkodziło mu to w przewiezieniu na swoich plecach Milanu do półfinału Pucharu Włoch i … zdobyciu nagrody za najładniejszą bramkę Milanu w styczniu. Naprawdę bombowe wejście do nowego zespołu!

2. Szczelny jak Milan

Napoli słynie z bardzo dobrej ofensywy i szerokie wachlarzu rozwiązań taktycznych. Co więcej, kadra jest na tyle szeroko, że gdy słabszy dzień ma Milik, czy Mertens, to za strzelanie bierze się Insigne, czy Callejon. W drugiej linii na bramkę umie uderzyć Zieliński, Ruiz, czy Hamsik. Mimo tego w meczu z Milanem, Partenopei zostali kompletnie wyłączeni z gry. Brakowało nie tylko samego pomysłu na rozegranie akcji, ale nawet możliwości przedostania się bliżej pola karnego, czy znalezienia trochę wolnego miejsca na oddanie strzału. We włoskich mediach szybko podsumowano tę taktykę, jako grę 10 defensorami i Piątkiem na szpicy. Taktyka, która okazała się jednak wystarczająco skuteczna do awansu do półfinału.

3. Kolejny rok bez żadnego trofeum Napoli?

Napoli od lat ma ten sam problem. Ma mocną kadrę, ale za słabą na pokonanie Juventusu i sięgnięcie po scudetto. Jednocześnie klub z niewiadomych powodów często odpuszcza inne rozgrywki, by skupić się na lidze i wyrwaniu korony z rąk Starej Damy. Błędne koło, które i w tym sezonie najprawdopodobniej znajdzie swoje potwierdzenie w praktyce. Podopieczni Carlo Ancelottiego odpadli już z rozgrywek Ligi Mistrzów i wątpliwe, by teraz szczególnie „spinali się” na grę w Lidze Europy. Co prawda Ancelotti może potraktuje te rozgrywki trochę poważniej niż Sarri, jednak szansa na końcowy sukces i tak jest niewielka.

Dla przypomnienia ostatnim trofeum z jakiego mogli się cieszyć kibice Napoli był Superpuchar Włoch wywalczony w 2014 roku.

Komentarze