Włoski klasyk w Doha dla Milanu

Włoski klasyk w Doha dla Milanu

No właśnie…trochę smutne, że mecze takiego kalibru pomiędzy włoskimi zespołami z ogromną historią odbywają się w Katarze. Superpuchar Włoch rozegrany 23 grudnia 2016 roku pomiędzy Juventusem, a Milanem nie jest pierwszym przypadkiem, w którym to batalia o to trofeum rozstrzyga się poza granicami Italii, ale ma to swoje podłoże głównie jeśli chodzi o kwestie finansowe. Miejsce miejscem, ale nadal to mecz wielkich drużyn.

Faworyt tego spotkania był jeden. Hegemon we Włoszech, zespół o klasę lub dwie lepszy od całej reszty Serie A. Mowa oczywiście o Juventusie, który przez ostatnie 5 sezonów absolutnie zdominował rozgrywki Serie A. Stara Dama jest przykładem mądrze zarządzanego klubu, który ma inteligentnego trenera- Maxa Allegriego, jednak co ciekawe jego pierwszy sukces w karierze trenerskiej odniósł z…Milanem. 5 lat temu sięgnął po scudetto i po Superpuchar Włoch w wygranym meczu z Interem. Allegri przejął poukładany zespół po Antonio Conte i mimo dość ciężkiego początku ostatecznie stworzył z Juve jedną z najlepszych drużyn w Europie.

Sytuacja Milanu jest zupełnie inna. poprzedni sezony był kolejnym z rzędu straconym, mimo że gra zespołu Sinisy Mihajlovicia mogła się podobać, to nie była ona stabilna. Zdarzały się wpadki, przez które Milan nie mógł liczyć na zbyt wiele. Szalę goryczy i rozczarowania spowodowało zwolnienie Serba i zatrudnienie na jego miejsce Christiana Brocchiego, a jak się to potoczyło lepiej chyba nie wspominać. W wakacje kolejna zmiana, Vicenzo Montella zostaje trenerem i ma praktycznie tą samą drużynę, co jego poprzednicy. Dodatkowo pojawiają się między innymi Lapadula, Mati Fernandez, Jose Sosa czy powracający z wypożyczeń Suso i Paletta. Milan Montelli jest zupełnie inną drużyną niż Rossoneri z zeszłego sezonu, a dodatkowo posiada jedną bardzo ważną cechę: nawet jak nie gra dobrze to wygrywa ze słabszymi zespołami w lidze. Skutkiem są punkty i obecna sytuacja w tabeli. Milan w przypadku wygrania zaległego meczu z Bolognią może wskoczyć na 3 miejsce premiowane udziałem w kwalifikacjach do Champions League.

Sam mecz zaczął się zgodnie z oczekiwaniami, Milan cofnięty i nieco przestraszony, tak jakby bał się zdenerwować Juventus, waleczny Mandzukic biorący na siebie dobrze grających Palettę i Romagnioliego wyglądał imponująco. Juve atakowało i przyniosło to rezultaty. Bramkę w 18 minucie po stałym fragmencie gry zdobył Giorgio Chiellini. Milan po tym ciosie przez kilkanaście minut nie umiał się zebrać, ale w końcu mu się to udało i w 38 minucie po fenomenalnej wrzutce Suso piękną bramkę głową zdobył Jack Bonaventura. Mieliśmy 1-1 i całą drugą połowę emocji.

W drugiej połowie obserwowaliśmy obraz gry przypominający ten z końcowych minut pierwszej części. Juve zaczęło się cofać i oddało inicjatywę Rossonerim. Genialne akcje Suso, których często nie potrafił zatrzymać Patrick Evra czy fenomenalny Gonzalo Higuain, który swoimi zagraniami przypominał raz na jakiś czas ile pieniędzy na niego wydano…to mogło się podobać. Milan dwukrotnie trafił w poprzeczkę i był bliżej zwycięstwa. Piłka do siatki jednak nie wpadła i czekała nas dogrywka.

Ta zaczęła się tak samo jak druga część spotkania, Juve okopane we własnym polu karnym, a Milan odważny, atakujący. Juventus nastawiał się raczej na kontry. Kilka groźnych sytuacji, ale nie zaowocowało to bramką, więc mecz musiała rozstrzygnąć seria jedenastek. Pierwszy karny: Claudio Marchisio podchodzi do piłki i nie daje najmniejszych szans Gigiemu Donnarumie. W odpowiedzi Lapadula trafił prosto w Buffona, w Milanie zaczyna robić się gorąco. Na szczęście dla Il Diavolo Mario Mandzukic w swój strzał włożył zbyt wiele siły i trafił w poprzeczkę. Dalej trafiali Bonaventura, Higuain, który wyglądał na spiętego i strzelił w środek bramki, Donnaruma jednak nie wyczuł jego zamiarów. Kucka, Khedira i Suso również trafili. Wtedy do piłki podszedł Paulo Dybala, ten który w dogrywce miał najlepszą sytuację do strzelenia bramki na 2-1 dla Juve. Strzelił mocno w prawy róg, ale Gigi go wyczuł i obronił. Sprawę dokończył Pasalić i tak o to Milan, który może nie był skazany na pożarcie, ale na pewno nie był faworytem tego spotkania wygrał pierwsze trofeum od pięciu lat. Prawdopodobnie ostatni puchar, za ery Berlusconiego i Gallianiego.

https://twitter.com/acmilan/status/812410014476496896

Mecz był na odpowiednim poziomie, z odpowiednią dawką emocji, mam jednak wrażenie, że cała otoczka nie przystawała do rangi tego typu wydarzenia. Stadion wyglądał ubogo, nie było czuć magicznego klimatu Serie A. Jak będzie za rok? Niestety obawiam się, że podobnie…

Komentarze