Nie wiedział, że jest napastnikiem

Nie wiedział, że jest napastnikiem

Napoli w obecnym sezonie nie zachwyca formą. Po dwóch miesiącach ligowych rozgrywek można śmiało stwierdzić, że marzenia o Scudetto kolejny raz pozostaną w sferze abstrakcji dla kibiców Azzurrich. Ciężko traktować to wyłącznie jako opinię, bowiem strata punktowa do Juventusu i Interu, kolejno jedenasto i dziesięcio-punktowa, przywraca fanów klubu spod Wezuwiusza na ziemię. Wśród rozczarowania, dotykającego wielu aspektów drużyny, jeden człowiek w Neapolu świeci fenomenem, przypominając o swoim wieloletnim wkładzie w zespół i będąc na skraju historycznego rekordu Azzurrich.

Dries Mertens na dobre rozstrzelał się po swoich 30-stych urodzinach. Wcześniej, 32-letni dziś Belg, przez większość swojej kariery grał na pozycji skrzydłowego – zarówno w Holandii, jak i we Włoszech. W Neapolu, w 148 występach dla 2-krotnego mistrza Italii, strzelił 38 bramek grając przy bocznej linii boiska. Dziś, mając na koncie prawie 300 występów w niebieskiej koszulce Napoli, liczba trafień do siatki rywala wzrosła – popularny „Ciro” ma już ich 116. W dużej mierze jest to dzieło przypadku. On po prostu nie wiedział, że jest napastnikiem.

Jest mi przykro, że dopiero po trzydziestce odkrył, że ma takie zdolności i dar na tej pozycji – Maurizio Sarri

9 października 2016. Arkadiusz Milik doznaje kontuzji kolana w meczu z Danią, na Stadionie Narodowym w Warszawie. Okazuje się, że Polak zerwał więzadło krzyżowe, a czas rekonwalescencji to przynajmniej 3,5 miesiąca – w praktyce pół roku przerwy. „Sarri nie ma w zespole drugiego takiego zawodnika” – brzmiał tytuł jednego z artykułów w Przeglądzie Sportowym. I faktycznie, nie miał. Manolo Gabbiadini, obecnie piłkarz Sampdorii, był zawodnikiem o zupełnie innej charakterystyce – dobrze utrzymujący się przy piłce, świetnie strzelający z dystansu, wolał grać za plecami napastnika. Do tej pory ma fenomenalnie ułożoną, podobnie jak Arek, lewą nogę. Nigdy nie był jednak maszyną do zdobywania bramek. Aby pozostać przy ustawieniu 4-3-3, Maurizio Sarri musiał wykorzystać jednego ze skrzydłowych – Jose Callejona lub Driesa Mertensa – jako fałszywą „9-tkę”. Padło na Belga.

Arkadiusz Milik musiał opuścić łącznie 23 spotkania Napoli po swojej pierwszej, tak poważnej kontuzji.

Nikt nie oczekiwał, że Mertens na nowej pozycji zacznie wyczarowywać gole jak z kapelusza. Po dokładnie roku gry od czasu feralnego wieczoru w Warszawie, która zmusiła ówczesnego trenera Napoli do zmian taktyczno-strategicznych, 30-letni wtedy piłkarz, w 51 występach w drużynie Partenopei strzelił aż 41 bramek. To nie jedyna statystyka robiąca wrażenie. Belg był także najlepiej asystującym graczem z tzw. otwartej gry w pięciu czołowych ligach Europy w 2017 roku (stan na 10 października, czyli również dokładnie rok po kontuzji Milika). Mertens wzbudzał podziw. Jego techniczne umiejętności połączone z instynktem odnalezienia się w polu karnym, dochodzenia do prostopadłych piłek i porozumieniem w tercecie z Insigne i Callejonem, pozwoliły mu stać się rasowym napastnikiem – z zaledwie 169 centymetrami wzrostu. „W roli napastnika czuję się dobrze, uczę się i gram więcej. Jestem szczęśliwy” – mówił Dries. W grudniu 2016 roku, w ramach 16. kolejki Serie A sezonu 2016/17 , Napoli pokonało na wyjeździe Cagliari 5:0. W tym spotkaniu Mertens popisał się hat-trickiem, w następnym – z Torino – strzelił cztery gole. Wyczyny te były jednak w cieniu innego osiągnięcia. Marek Hamsik, legenda klub spod Wezuwiusza, zdobył na Sant’Elia (byłym stadionie Cagliari) swoją 105. bramkę w barwach Napoli, potrzebując dodatkowych jedenastu, aby pobić rekord boskiego Diego. Dziś, to Dries Mertens stoi na pograniczu historycznego dokonania. Belg potrzebuje sześciu trafień, aby pobić rekord liczby strzelonych goli, ustalony przez słowackiego pomocnika, który na Stadio San Paolo spędził 12 lat. Diego Armando Maradona musi się zadowolić już tylko najniższym stopniem podium.

Obu łączą nie tylko inicjały, ale także podobny wzrost. Popularny Peluza (tłum. Puszek – jeden z pseudonimów Maradony) kibicuje Driesowi. Moment, w którym 32-latek świętował bramkę nr 116 w niebieskiej koszulce nie był dla niego osobistym rozczarowaniem. „Kiedy strzelił, myślałem o Napoli, a już na pewno nie o sobie”. Stefano Cecci, reprezentant legendy calcio mówił w jednym z ostatnich wywiadów: „Diego zawsze był kibicem Mertensa i wierzył w niego, nawet wtedy, kiedy Belg nie grał zbyt dobrze. Po kontuzji Milika – pamiętam to bardzo dobrze –  powiedział, że Napoli ma w swoim domu godne zastępstwo w postaci fenomenalnego Driesa”. Argentyńczyk, który kilka dni temu obchodził swoje 59. urodziny dodaje: „W żadnym innym zakątku na Ziemi nie będzie czuł się tak kochany, szanowany, rozpieszczany i ważny, jak ma to miejsce w Neapolu. Mertens urodził się, żeby być napastnikiem, ale tego nie wiedział. Wszystkie jego gole nie mogłyby być zdobyte przez kogoś, kto nie jest w sercu napastnikiem”.

„Drogi Prezydencie, nie pozwól mu odejść. Ma więcej niż 30 lat, wiem, ale biega, gra i strzela bramki ze świeżością i entuzjazmem młodego chłopaka”.

Mertensa, szczególnie w trakcie niesamowitego sezonu 2016/17, w którym został wiceliderem klasyfikacji strzelców Serie A, chcieli wielcy. Tak się jednak nie stało, bowiem Belg przedłużył swój kontrakt z Napoli do czerwca 2020 roku, choć pozostaniu w stolicy Kampanii sprzeciwiała się jego żona. W świetle wydarzeń ostatnich kilkunastu godzin, kiedy to piłkarze Napoli nie wrócili po meczu z Red Bull Salzburg na tzw. ritiro (specjalny obóz przygotowawczy, stosowany przez właścicieli włoskich klubów, najczęściej w obliczu słabych wyników zespołu), a wśród piłkarzy buntujących się samemu synowi Aurelio de Laurentiisa był Dries, nie wiadomo, czy Belg pozostanie w Neapolu dłużej niż do zakończenia obecnego sezonu. Nie chodzi o sam wiek napastnika, bowiem w klubie (a przynajmniej w medialnym przekazie) wytworzyła się bardzo napięta atmosfera, a Napoli w oficjalnym oświadczeniu zapowiada podjęcie ewentualnych kroków prawnych wobec swoich zawodników. Prawa wizerunkowe w SSC Napoli to dość delikatny temat – „dzięki nim” umowy graczy liczą sobie niewyobrażalną, jak na dzisiejsze standardy, liczbę stron. W czwartek, 7 listopada, odbył się otwarty trening Azzurrich, na którym piłkarze zostali wygwizdani i wezwani do poszanowania barw i szacunku dla klubu. Tam, Mertens był pierwszym, który przepraszał. „Największy kryzys w erze Aurelio de Laurentiisa, jednego z ostatnich dyktatorów wśród właścicieli w Serie A” – pisał Mateusz Święcicki. Bez dwóch zdań. Na ten moment nie wiadomo jednak jak zajście wpłynie realnie na całe Napoli.

Zawodnicy mieli przebywać w ośrodku treningowym Castel Volturno do niedzieli, do domowego starcia z Genoą. Po nim czeka ich przerwa reprezentacyjna.

Z pewnością Dries Mertens stanie się wkrótce piłkarzem z największą, w historii SSC Napoli, liczbą strzelonych bramek dla tego klubu. Pierwsza kontuzja więzadła krzyżowego Arkadiusza Milika w 2016 roku była, w całym nieszczęściu Polaka, początkiem czegoś wielkiego. On nie wiedział, że jest napastnikiem. Nieszczęście kolegi z zespołu sprawiło, że wraz z Maurizio Sarrim, odkrył drzemiący w sobie potencjał strzelecki. Nie musiało tak być. W swojej wydanej niedawno autobiografii Francesco Totti wspomina epizod, który mógł sprawić, że AS Roma byłaby tylko jednym z momentów w karierze kultowego reprezentanta Squadra Azzurra. Mistrz Europy do lat 21, młody Totti, nie został powołany zimą 1997 na jedno ze zgrupowań reprezentacji Rossano Giampagli, z niewiadomych przyczyn. Nowym trenerem Giallorosich był wtedy Carlos Bianchi. Francesco wspomina: „[Bianchi] daje do zrozumienia, że dla niego jestem „zwyczajnym” piłkarzem, a oczekiwania wobec mnie są przesadzone. Na moje miejsce marzy mu się Jari Litmanen, fiński trequartista grający dla Ajaxu, który niewątpliwie jest świetnym zawodnikiem, ale – pod względem piłkarskim – trochę moim sobowtórem”. W tle rozgrywały się ponoć negocjacje. Totti nie mógł tego znieść. Postanowił w duchu: jeśli Roma się mnie pozbędzie, nigdy więcej tu nie wrócę. „To kwestia zasad”. Owy brak powołania do kadry stał się kluczowy dla jego kariery. W Rzymie zorganizowano w tym czasie mini-turniej, w którym uczestniczyły trzy drużyny – w tym Ajax, na życzenie Bianchiego. Ostatecznie młody Francesco, podbudowany chęcią zemsty, w finale stanął na przeciwko Litmanena i pokazał, kto jest lepszy. Dwa miesiące później Carlos Bianchi został zwolniony. Gdyby nie pokaz umiejętności Tottiego, ówczesny trener przekonałby najprawdopodobniej prezesa Sensiego, aby ten sprzedał go Sampdorii. „Moje życie potoczyłoby się zupełnie inaczej. Na samą myśl przechodzą mnie dreszcze”. Francesco Totti stał się później symbolem Giallorossich, wzorem prawdziwego Romanisty, a przypadek miał ogromne znaczenie dla biegu jego kariery. W ten sam sposób miał dla Driesa Mertensa, który może stać się ikoną w Neapolu. W mieście, gdzie ludzie żyją sukcesami i objawieniami sprzed lat, może mieć to kluczowe znaczenie dla narodzin nowej legendy tego klubu.

 

Maksymilian Niemczyk

Komentarze

Leave a Comment

(required)

(required)