W walce o byt. Co słychać u możliwych spadkowiczów?  cz.2

W walce o byt. Co słychać u możliwych spadkowiczów? cz.2

Półmetek sezonu już za pasem, zaczyna więc się klarować różnica między klubami, które zamierzają już tylko rozgościć się wygodnie w fotelach a tymi, którzy o te fotele do ostatniej chwili będą walczyć. Na ten moment, w rolę desperatów wcielają się cztery kluby: SPAL, Genoa, Brescia i Lecce. Dzieli ich punkt, łączy chęć pozostania w elicie. Czas więc przyjrzeć się im bliżej. W drugiej części przyjrzymy się SPAL i Lecce.

SPAL:

Klub z Ferrary w XXI wieku nie znajdował się zbyt często tej lidze. De facto, obecny sezon jest dla nich w Serie A 19. od czasu założenia zespołu, z czego 16 z tych sezonów to czasy XX wieku. SPAL przeżyło wiele zakrętów na swojej drodze, lecz po 41 latach, w sezonie 2017/2018, ponownie zawitali w progi jednej z najlepszych lig w Europie. SPAL od początku było skazywane na pożarcie i choć było blisko, to w ostatnich chwilach udawało im się wykaraskać. Dwa lata temu – trzy punkty przewagi, natomiast w 2019 było ich już pięć. To, że się tak stało jak i zarówno to, że SPAL nie jest jeszcze do odstrzału, jest zasługą pewnego sympatycznego Włocha, Andrei Petagni. W zasadzie grę podopiecznych Leonardo Sempliciego można scharakteryzować w następujący sposób: No jest piłeczka, jest Petagna i grają sobie chłopaki. W poprzednich rozgrywkach, jeszcze będąc wypożyczonym z Atalanty, przez cały sezon huknął 16 bramek, co jak na poziom zespołu w którym grał, jest wynikiem nieprawdopodobnym. Drugi w tym zestawieniu Jasmin Kurtic – 6 goli. Wielka różnica jest również dzisiaj. Andrea ma na koncie 8 trafień, drugi Federico Di Francesco zaledwie 2. Całe SPAL w lidze uzbierało ich 15, co pokazuje, że bez wychowanka Milanu mieliby o ponad połowę mniejszy dorobek bramkowy. Mówi się o tym, że Napoli mocno zabiega o sprowadzenie Włocha do siebie, ale jeśli zarząd klubu zgodziłby się na ten transfer, byłby to już nie tyle strzał w stopę, co prosto w głowę.

SPAL, o dziwo, wielkich problemów z defensywą nie ma. Jasne, 33 stracone bramki przy 21 spotkaniach to nie jest coś, co piłkarze czy trener mogą sobie oprawić w ramkę i powiesić nad łóżkiem, ale jak porówna się kluby zajmujące sąsiednie miejsca tabeli to zobaczy się, że w obecnej sytuacji defensywę Biancoazzurich można nazwać wręcz monolitem. Jako Polacy możemy czuć dumę z takiego stanu rzeczy, ponieważ poza Etritem Berishą, który również jest niekwestionowaną gwiazdą i ostoją linii defensywy, tak tworzyć mu ją pomagają (z niezłym skutkiem) dwaj rodacy – Thiago Cionek i Arkadiusz Reca.

https://twitter.com/sport_tvppl/status/1202288174040522752

Kłopoty są za to z (kto by pomyślał!) ofensywą. Opieranie całej mocy rażenia na jednym jedynym Petagni nie jest mądre. I to widać, jeśli spojrzymy na tabelę, bo SPAL ma PIĘTNAŚCIE strzelonych bramek. Drugie najgorsze pod tym względem Brescia i Udinese mają ich o 4 więcej. Co więc nie działa? Skuteczność. I to jak cholera. Jeśli nie wierzycie, to spójrzcie (ponownie, a i owszem) na statystykę xG. Według understat.com SPAL powinno mieć na koncie około 24 bramek. 9 bramek więcej! Aż ciężkie do uwierzenia. W tej sytuacji, zamiast pozbywać się kogoś, kto daje im jeszcze jakąkolwiek nadzieję na utrzymanie, powinni zakontraktować kogoś, kto Petagnę odciąży. Bo na ten moment, w kadrze drużyny z Ferrary znajdują się tylko dwaj napastnicy – 30-letni Alberto Paloschi i 38-letni kapitan, Sergio Floccari, którzy razem mają niesamowitą statystykę aż 0 goli i 0 asyst. Widać, jak boli zespół odejście Manuela Lazzariego, który kończył poprzedni sezon z 11 asystami na koncie. Teraz, najlepsi pod tym względem są Gabriel Stefezza i Thiago Cionek, z zawrotną liczbą dwóch ostatnich podań na koncie. Bez porządnego wzmocnienia, z wizją utraty Petagni na horyzoncie, nad Ferrarę nadciągają czarne chmury.

Lecce:

Klub z południa Włoch ma dość pasjonującą historię. Zapewne nie wiecie, że ta drużyna, której udało się zatrzymać w tym sezonie między innymi Milan, Juventus czy Inter, jeszcze dwa lata temu nie była pewna awansu z Serie C. Duża zasługa w tym Fabio Liveraniego, byłego piłkarza m.in. Lazio, Palermo czy Perugii. Trzeba przyznać, że Fabio wszedł do szatni z kopyta. Pierwsza porażka w lidze zdarzyła się dopiero 25 lutego 2018 roku, po 22 spotkaniach i 5 miesiącach pracy trenera. Dokonał również wtedy historycznego dla siebie awansu, ponieważ nigdzie dotąd nie pracował tak długo, z takimi sukcesami. Sezon 2018/2019 był bowiem jego pierwszym na drugim szczeblu rozgrywek i trzeba przyznać, że poradził sobie doskonale, bez kompleksów. Lecce, któremu wielu przewidywało rozpaczliwą walkę o utrzymanie, od początku wbiło się na szczyt, nie opuszczając go na dłuższy moment i finiszując wbrew wszystkiemu na drugim miejscu.

Lecce przed sezonem kolejny raz skazywane było na pożarcie w nowym środowisku. Tym razem jednak jest prawdopodobne, że drużyna ulegnie pod naporem pierwszej ligi i wróci na zaplecze. Ścisk w dole jest ogromny, a ostatnie 4 miejsca dzieli tylko jeden marny punkcik. Tu nie ma miejsca na potknięcia, tu trzeba zgarniać punkty, co nie przychodzi beniaminkowi tak łatwo. Są oni jedyną w tym sezonie drużyną, której nie udało się wygrać u siebie żadnego meczu (a remisowali chociażby z Cagliari, Interem czy Juve). Gdzie leży ich problem?

Po pierwsze, nienajlepsza skuteczność jeśli chodzi o transfery. Lecce łącznie za kupno Romario Benzara oraz wypożyczenie Diego Fariasa i Khoumy Babacara zapłaciło 6,5 mln euro. Efekt? Rumun, sprowadzony z FCSB za 2 miliony euro, został już w tym okienku wysłany na wypożyczenie do Perugii, po tym jak rozegrał w Serie A oszałamiające 97 minut. Diego Farias przywitał się z nowym zespołem czerwoną kartką, a parę spotkań później złapał kontuzje, które stały się jego wizytówką w wicemistrzu Serie B. Dotąd Brazylijczyka dopadły trzy urazy, które wyłączyły go łącznie na 8 spotkań. Podobne statystyki ma Khouma Babacar. Senegalczyk nie może się jednak wytłumaczyć się problemami zdrowotnymi, ponieważ z tego powodu w kadrze nie znalazł się tylko raz. Ma natomiast ogromne problemy ze skutecznością, co widać, gdy porówna się xG jego strzałów (5.46) do faktycznej liczby bramek (2).

Oczywiście, nie tylko nowi powinni ciągnąć grę. Problem leży w tym, że ciężko znaleźć taką gwiazdkę wśród podopiecznych Liveraniego, kogoś, kto wybijałby się ponad przeciętność. W Brescii mają Tonaliego, w SPAL jest Petagna, w Genoi chociażby Christian Kouame. U Giallorosich kimś takim wydaje się kapitan, Marco Mancosu, strzelec sześciu bramek, jednak brakuje u niego tego błysku, nieco młodzieńczego szaleństwa, nieszablonowego zagrania, którym mógłby sprawić, że widzowie zebrani na stadionie i przed telewizorami zaczną klaskać.

Do tego dochodzą ogromne trudność z nietraceniem goli. Na 21 spotkań, tylko JEDNO czyste konto, siedmiokrotnie tracili w meczu co najmniej trzy bramki. Nie ma w lidze drużyny która miałaby większe problemy z tym aspektem. Problem nie leży w bramkarzu (dwukrotnie zasłużył sobie na tytuł zawodnika meczu), lecz troszkę wyżej, w linii obrony. Głównymi winowajcami takiego stanu rzeczy można nazwać środkowego obrońcę Fabio Lucioniego i odpowiedzialnego za prawą flankę Andreę Rispoliego. Wielokrotnie whoscored oceniał go jako najgorszego zawodnika drużyny z południa (w pięciu ostatnich spotkaniach, trzykrotnie otrzymywał najniższą notę). Ma braki w dość podstawowych aspektach gry defensywnej, takich jak gra w powietrzu, podania czy odbiory piłki. Co do drugiego z gagatków, Andrei Rispoliego, nie jest on tak fatalny jak Lucioni. Miewa wahania formy, może zagrać mecz na bardzo przyzwoitym poziomie, by potem grać tak, że kibice najchętniej wydłubaliby sobie oczy. Jako boczny obrońca nie zdobył chociażby jednej asysty, często był on jednym z większych winowajców blamaży, jak mecze z Hellasem czy Brescią. Odstawienie tych dwóch parodystów i ściągnięcie kogoś, kto potrafi bronić powinno być absolutnym must-have dla włodarzy Giallorosich.

Jeśli chodzi o strzelanie bramek, Lecce nie radzi sobie tak źle. Większym problemem od skuteczności jest brak kreatywności i możności wykreowania dogodnych sytuacji. Nie jest źle, jak wiemy, bez strzałów nie ma bramek a bez bramek – punktów. Miejmy nadzieję, że po drugim boleśnie przegranym meczu z beniaminkiem, ekipa wiecznie uśmiechniętego Liveraniego podniesie się i ucieknie przed spadkiem.

Komentarze