W walce o byt. Co słychać u możliwych spadkowiczów?  cz.1

W walce o byt. Co słychać u możliwych spadkowiczów? cz.1

Półmetek sezonu już za pasem, zaczyna więc się klarować różnica między klubami, które zamierzają już tylko rozgościć się wygodnie w fotelach a tymi, którzy o te fotele do ostatniej chwili będą walczyć. Na ten moment, w rolę desperatów wcielają się cztery kluby: SPAL, Genoa, Brescia i Lecce. Dzieli ich punkt, łączy chęć pozostania w elicie. Czas więc przyjrzeć się im bliżej. Na pierwszy ogień pójdą grube ryby, czyli Brescia i Genoa.

Brescia:

Ciężko zrozumieć, co się dzieje z aktualnie z ostatnią drużyną Serie A. Wchodzili na ten poziom jako mistrzowie drugiej ligi, z m.in. Alfredo Donnarummą, który został królem strzelców, chyba największym obecnie nastoletnim talentem, Sandro „Nowy Pirlo” Tonalim, czy będącym już raczej u schyłku kariery, ale wciąż grzejącym nazwiskiem SuperMario. Oczekiwania były więc, co by nie mówić, duże. Wielu spodziewało się namieszania w górnej połowie tabeli, nawet postawienia się w pojedynczych meczach większym markom. Balonik został napompowany, podstawy do pozytywnego myślenia były. Niestety, liga dość szybko i brutalnie wywaliła wszystkie nadzieje kibiców do kosza.

Zaczęło się, wbrew pozorom… nieźle. Wygrana z typowanym na wielką niespodziankę Cagliari, mała przegrana z kiepskim Milanem, strzelanina z Bologną bez happyendu, wyrwanie punktów Udinese. Po tym jednak terminarz był dość okrutny, co zaowocowało zaledwie jednym punktem w sześciu spotkaniach i, jak się okazało, niemałym burdelem. Mimo tego, beniaminek sprawiał dobre wrażenie i nikt na poważnie nie brał plotek o zwolnieniu trenera. Massimo Cellino okazał się jednak człowiekiem krewkim i Eugenio Corini poleciał ze stołka. W jego miejsce przyszedł zdobywca słynnego gola dającego finał Mistrzostw Świata w 2006 roku, Fabio Grosso. Decyzja ta spotkała się z entuzjazmem, w końcu kolejny przedstawiciel grupy piłkarzy z naszego dzieciństwa miał wejść w poważną trenerkę. Miejmy nadzieję, że tym króciuteńkim epizodem Fabio nie przekreślił sobie szansy na zrobienie kariery. Włoch wpadł, w trzech spotkaniach dostał bęcki (jego bilans to 0-10) i dostał kopa w tyłek, lądując na bruku. Prezes próbował gasić pożar, przywracając Coriniego na stanowisko. Pomogło na dwie kolejki, a aktualnie Brescia szoruje po dnie tabeli, od sześciu kolejek nie potrafiąc wygrać meczu. Co poszło nie tak?

https://twitter.com/mbork88/status/1201232664524705797

Ogromną bolączką jest strzelanie goli. Donnarumma i Balotelli, mimo, że razem odpowiedzialni za prawie połowę bramek drużyny w lidze, zawodzą. Alfredo ma zaledwie cztery zdobycze na koncie, a ostatni raz pełne 90 minut udało mu się zagrać w listopadzie, a piłki do bramki nie skierował od września. Nie tyle marnuje dogodne sytuacje (co pokazuje bardzo mała różnica pomiędzy xG a strzelonymi golami) co po nie udaje mu się ich stworzyć. Według whoscored, jest drugim najgorszym zawodnikiem z co najmniej 10 występami na koncie. Drugiej młodości nie przeżywa również Mario. Najpierw nie mógł grać przez cztery kolejki, odczekując karę nałożoną na niego, gdy odchodził z włoskiej ligi, a później był po prostu bez formy, ociężały i niezgrabny. Mimo bycia najlepszym strzelcem Brescii (choć strzelenie 5 bramek wyczynem nie jest), to głośno o nim robiło się jedynie, gdy miejsca miały rasistowskie incydenty. Najwięcej szumu zrobiła afera z Hellasem, gdzie głosu udzielili prezydent i ultrasi Brescii, tifosi z Werony, a nawet ich lider. Nie można powiedzieć, że Balotelli zawodzi na całej linii, ale nie daje po prostu tego efektu wow, na jaki mocno liczono.

Ciężko również znajdować się wśród ekip z szarego dna tabeli, nie mając dziurawej obrony, a podopieczni Coriniego wręcz zapraszają rywali w swoje pole karne, co odzwierciedla się 39 straconymi bramkami i daje przerażającą średnią 1.86 traconego gola na spotkanie i tytuł trzeciej najgorszej defensywy w Serie A.

Oczywiście, nie jest tak, że Brescia może się już żegnać z ligą. Do bezpiecznego miejsca traci zaledwie oczko, ale trzeba pamiętać, że tyle również brakuje ich dwóm rywalom w walce u utrzymanie się w elicie, Genoi i SPAL.

Nic nie jest jednak czarno-białe, a Brescia nie jest jakąś bandą amatorów bez umiejętności, którzy sami w sumie nie wiedzą, jakim cudem się tam znaleźli. Chyba każdy Włoch, oglądając tę ekipę, obserwuje z większą uwagą 19-letniego niepozornego chłopaka, który jest w stanie zagrać taką piłkę w polu karnym, że nam szczęki poopadają. Mowa oczywiście o Sandro Tonalim, największym chyba włoskim talencie urodzonym już w drugim tysiącleciu, piłkarzu, który jest wart prawie tyle co 1/3 całej drużyny. Sandro już w Serie B został ochrzczony nowym Pirlo, a tego lata saga z nim w roli głównej trwała przez sporą część letniego okienka transferowego. Włoch jednak został w swoim macierzystym zespole, gdzie jest niekwestionowaną gwiazdą i liderem. Wątpliwe jest to, by po sezonie nie zmienił klubu, spadek jednak może sprawić, że Biancoacelesti zarobią mniej na swoim wychowanku, niż mogliby.

https://twitter.com/fbwonderkids/status/1220832350143176704

Genoa:

Dla najstarszego klubu we Włoszech walka o byt nie jest czymś nieznanym. De facto, od dawna klub pałętał się w okolicach strefy spadkowej, ale to ostatni sezon był najgorszym dla Genui od bardzo długiego czasu. Żadnego punkty przewagi nad Empoli, które było ostatnią drużyną wracającą do Serie B. Na ten moment jest wysoce prawdopodobne że derby Genui się nie odbędą (albo odbędą szczebel niżej).

Bardzo poważnym problemem Genui jest brak stabilności. Zarówno, jeśli chodzi o zawodników, jak i trenerów. Enrico Prieziosi znany jest z tego, że nie ma cierpliwości do trenerów i lubi zmieniać ich jak rękawiczki. Ta reguła dotyczy również tego sezonu, który Grifoni zaczęli z wyciągniętym z niezłego Empoli Aurelio Andreazzolim na ławce. Aurelio zaczął nieźle, w pierwszych trzech kolejkach zgarniając cztery punkty, później przyszła porażka z trudnym Cagliari, remis z Bologną czy raczej przypuszczane przegrane z Lazio i Milanem. Perfekcyjnie nie jest, Genoa znajduje się na przedostatnim miejscu w (bardzo spłaszczonej w tych okolicach) tabeli. Potem przyszedł blamaż (1:5) z Parmą i Preziosi stracił cierpliwość. Także pierwszy menedżer odszedł z klubu po zaledwie ośmiu kolejkach. Szybko. Wiele dłużej nie popracował jego następca, Thiago Motta. Kolejny były piłkarz, próbujący swoich sił w trenerce, o którym najgłośniej było w momencie, gdy wyznał, że według niego ustawienie 2-7-2 jest przyszłością piłki nożnej. Cóż, gdy dostał możliwość trenowania drużyną seniorów, postawił na mniej futurystyczne formacje. Jednak to też nie starczyło, bo po dziewięciu rozegranych przez niego kolejkach… stracił pracę. Tak, Genoa przed połową sezonu zdążyła pożegnać dwóch menadżerów, choć trzeba przyznać, że Motta pociągnął Grifonich jeszcze bardziej w dół, na samo dno tabeli. Dochodzimy teraz do trzeciego, ale nie wiadomo czy ostatniego w tym sezonie szkoleniowca – Davide Nicoli. Ciężko powiedzieć coś więcej o 46-latku, gdy w lidze poprowadził zaledwie cztery mecze. Bilans nie jest tak fatalny – wygrana z Sassuolo, porażki z Hellasem i Romą oraz remis z Fiorentiną, po którym, gdyby nie Drągowski, Genoa zapewne przypisałaby sobie trzy punkty.

Rotacja nie jest jednak tylko kwestią sztabu szkoleniowego. Dotyczy również najważniejszych w klubie – piłkarzy. W Genoi na ten moment jest aż DZIEWIĘCIU faktycznie (nie sprzedanych przez klub a potem wypożyczonych do końca sezonu) wypożyczonych piłkarzy, do tego siedmiu dopiero co sprowadzonych. Ciężko, by taki ogrom piłkarzy zdołał się szybko ze sobą zgrać i robić wyniki. Szczególnie niepokojące jest to, że nawet jeśli klubowi z Genui uda się utrzymać, to co potem? Stracą znaczną część kadry, którą znowu trzeba będzie łatać wypożyczeniami, a tak długo się nie pociągnie.

Do tego, Grifoni mają problem z strzelaniem i traceniem goli (tak jak każdy klub w tamtych rejonach). Tutaj jednak sprawa ma się nieco inaczej, ponieważ Genoa, po prostu… nie umie bronić ani strzelać. Kropka. Posłużę się tutaj po raz kolejny w tym tekście statystyką xG, z której wynika, że:

a. Strzelili znacznie mniej niż powinni (21 goli vs 29,68 xG)
b. Stracili znacznie więcej, niż powinni (41 straconych bramek vs 36,47 xGA)

A zdobywać bramek trochę nie ma komu. Rozczarowuje Pinamonti, który przyszedł jako młoda gwiazda mająca dać te 5-8 bramek, Pandev ma już 36 lat, a najlepszy jeśli chodzi o klasyfikację kanadyjską Christian Kouame złapał kontuzję i do końca sezonu nie będzie w stanie grać. Nie zapowiada się to dobrze.

Komentarze