Uwaga, niewypał! – Czyli ci, którzy rozczarowali najbardziej

Uwaga, niewypał! – Czyli ci, którzy rozczarowali najbardziej

Każdy zespół ma w swojej historii przypadek, że ściągnął w swoje szeregi gracza, mającego przynieść swojemu pracodawcy wielkie kokosy. Rzeczywistość jednak weryfikowała takiego delikwenta, który szybko musiał zbierać swoje manatki i zmykać w inne miejsce, gdzie się „odbuduje”. W tym tekście postaramy się przybliżyć wam graczy, którzy reprezentowali to wspomniane, niechlubne grono. Nie będzie to ranking, bo jak to się zwykło mówić, nie ma większego i mniejszego zła. Warto jednak zaznaczyć, że takich piłkarzy można wymieniać godzinami, a przedstawione tu postacie, to tylko wierzchołek góry lodowej.

Henrik Larsen (AS Pisa) – Prawdopodobnie słysząc imię i nazwisko tego piłkarza, nie mamy przed oczami żadnego konkretnego obrazu, kto to taki. No i w sumie, nic dziwnego. Na początku lat 90’, Henrik jednak prezentował wielki piłkarski talent i każdy, kto śledził młodych graczy ze sporym potencjałem, musiał o tym Duńczyku przynajmniej raz usłyszeć. Larsen zachwycał kibiców w swojej ojczyźnie świetnymi występami, a z czasem wypracował sobie miano jednego z największych talentów duńskiej piłki. Po kilku udanych sezonach, swoje oczy zwróciło na niego wielu dyrektorów sportowych i menadżerów. Nie mógł narzekać na brak zainteresowania. Największe natomiast okazał pewien włoski klub, już może nie tak znany szerszej publice jak w latach 90’. Jednak w 1990 roku mógł zapaść w pamięć niejednemu kibicowi i kto wtedy śledził włoskie rozgrywki, to najpewniej o nim słyszał. Do AS Pisy dołączyły dwie potencjalne gwiazdy, Diego Simeone i właśnie Henrik Larsen. O tyle, co ten pierwszy okazał się być naprawdę porządnym grajkiem, to ten drugi nawet nie pokazał odrobiny umiejętności jakie miał mieć. Pomocnik nie potrafił poprowadzić swojej drużyny chociażby do utrzymania, jego przegląd pola natomiast pozostawiał wiele do rzeczenia. Co jeszcze bardziej pogrąża ten transfer? Fakt, że beniaminek na duńską gwiazdę wydał aż 7 mln euro. Jest to, na tamte czasy kwota, którą można porównać do tych, co są wydawane aktualnie przez największe zespoły Premier League. Henrik szybko, bo już po roku, postanowił się ewakuować z Italii, gdzie przyczynił się do spadku ambitnej Pisy do Serie B. Żaden starszy kibic z Pizy, na pewno nie zapomni jego nazwiska, ale nie w taki sposób, jakby sam piłkarz chciał.

Znalezione obrazy dla zapytania: henrik larsen pisa

Darko Pancev (Inter) – Kolejny zawodnik, który miał wszystko, a jeden sezon we Włoszech sprawił, że jego poziom sportowy spadł poniżej najmniejszych oczekiwań. Darko w 1992 roku był uważany za jeden z największych talentów piłki w Jugosławii. W barwach Crvenej Zvezdy był nie do zatrzymania. W sezonie 90/91 udało mu się zdobyć aż 34 bramki, a rok później 25. Świetne wyniki! Dodatkowo Pancev dorzucił do gabloty klubowej trzy Mistrzostwa Jugosławii, a co ważniejsze Puchar Europy, czyli współczesną Ligę Mistrzów. Klasa sama w sobie. Czy to mogło się nie udać? Jak widać, tak. Inter zapłacił za niego 12 mln euro, co czyniło go drugim najdroższym graczem okna transferowego (pierwsze miejsce zajął Gianluca Vialli, kupiony przez Juve za 16,5 mln euro). Po przyjściu do Włoch widzieliśmy już zupełnie innego piłkarza. Darko po latach wypowiada się, że przejście do Interu Mediolan, to była jego najgorsza decyzja w jego karierze. Wcale nie można mu się dziwić. Oczekiwania były duże, a on im zdecydowanie nie podołał. Zdarzają się piłkarze, którzy grają na światowym poziomie jedynie w swojej lidze. Współczesnym przykładem takiego gracza jest chociażby Ciro Immobile, który w Borussii zaginął stając się ogromnym niewypałem transferowym, a po powrocie do ojczyzny, zaczął Serie A wciągać nosem, niczym Maradonna swoje proszki. Wracając jednak do tematu Panceva. Macedończyk w Serie A występował zaledwie rok, w trakcie którego na włoskich boiskach zameldował się raptem 16 razy i zdobył sześć bramek. Darko po roku w Interze udał się na wypożyczenie do VfB Leipzig. Bundesliga jednak również nie okazała się dla niego dobrym miejscem. W trakcie pobytu w Lipsku wyszedł na boisko tylko dziesięć razy, a trzeba zaznaczyć, że był to klub z o wiele niższej półki niż Inter. Zanotował tam jedynie dwa trafienia do siatki rywala. Jak na napastnika z taką przeszłością, jest to haniebny wynik. Po sezonie 93/94, nie mógł już liczyć na powrót na piłkarski top. W następnym roku pełnił już tylko funkcję rezerwisty w Interze. Później, w sezonie 95/96 przeniósł się już na zasadzie transferu definitywnego do Fortuny Dusseldorf, gdzie przypieczętował swój spadek jakości trzema bramkami w 17 meczach. Rok później, w sezonie 96/97 przeniósł się do szwajcarskiego FC Sion, gdzie wystąpił pięć razy i zakończył karierę.

Gaizka Mendieta (Lazio) – SS Lazio po obecnym sezonie, na pewno zagości w sercu nie jednego fana calcio. Niejeden niedzielny widz, miał w tym roku okazję porozpływać się nad wspaniałą grą tej drużyny. Dostrzec możemy tu wiele przemyślanych ruchów personalnych, jedyny mankament to głębia składu, jednak rzymianie nie posiadają na tyle dużego budżetu, żeby mogli sobie w tym sezonie na nią pozwolić. Tak jednak nie było zawsze. Jeszcze 20 lat temu, kiedy na boiskach Serie A biegali tacy piłkarze jak Gabriel Batistuta czy Ronaldo, a swoje pierwsze kroki w dużym klubie stawiał Andrea Pirlo, Lazio potrafiło wydać na gracza z topu sporą sumę pieniędzy. Mendieta to właśnie przykład tego, jak nie powinno się sprowadzać do klubu nowego piłkarza. Władze Lazio kupiły Hiszpana z Valencii za zabójczą jak na tamte czasy sumę 48 mln euro. Co nie zadziałało? Po całkiem obiecującym początku i trafieniu w eliminacjach Ligi Mistrzów, gwiazda Gaizki zgasła niemal całkowicie. W Serie A zaliczył łącznie 1104 minuty, w trakcie których nie udało mu się kompletnie nic. Medalion ma jednak dwie strony. W momencie, kiedy skrzydłowy dołączył do zespołu z Rzymu, klub miał kosmiczne oczekiwania, a on sam, jak mówił w wywiadach, nie potrafił odnaleźć się w nowej rzeczywistości innego kraju. Nałożona na niego presja w niczym nie pomogła. Z piłkarzem szybko się pożegnano, bo już po roku wrócił na wypożyczenie do swojej ojczyzny, a konkretniej do FC Barcelony, a później udał się do Middlesbrough. Tam już po kilku latach zakończył karierę, a słuch o nim zaginął.

Felipe Melo (Juventus) – Tego pana kojarzy raczej każdy kibic calcio. Jednak wypowiadając jego nazwisko, widzimy go w koszulce Interu. Brazylijczyk miał jednak też swój niedługi epizod w barwach Starej Damy. Jego przygoda z Zebrami była natomiast jedną wielką porażką, w każdym możliwym stopniu. Felipe do Juve dołączył po świetnym sezonie we Fiorentinie, za zabójcze 25 mln euro. Jak na tamte czasy (sezon 09/10) była to niemała sumka. Viola zapewniła sobie taką kwotę, podpisując chwilę wcześniej z pomocnikiem nowy kontrakt, z klauzulą, która właśnie tyle wynosiła. Juventus ostro walczył o jego podpis z Arsenalem. Po wygranym starciu, wielu kibiców było zachwyconych tym ruchem. Szybko jednak przekonali się, z kim mają do czynienia. Pomocnik, ciężko powiedzieć czemu, nagle jakby stracił chęć gry w piłkę. Zupełnie nic mu nie wychodziło. W pierwszym sezonie, z nim w szeregach Stara Dama rozegrała sześć spotkań w Lidze Mistrzów, po czym z niej odpadła, zajmując trzecią lokatę w swojej grupie. Następny sezon, przyniósł jedynie Ligę Europy, na którą i tak Juventus musiał zapracować w eliminacjach. Powiedzieć, że Melo człapał po boisku, to jakby nie powiedzieć nic. W tym wypadku, jak spojrzymy na kwotę, którą Zebry zapłacili za takiego zawodnika, to możemy się tylko złapać za głowę. Po dwóch latach przeszedł do Galatasaray, dwa sezony z rzędu był tam wypożyczany, a w trzecim Turcy pozyskali go już na stałe, za niecałe 4 mln euro.

Diego Ribas (Juventus) – Klasyczny przypadek gracza zaliczającego bramkę za bramką, który myśli, że podbił już świat i otworzyły się przed nim wszystkie drzwi. Znany scenariusz? Podobno tak, a jednak dalej kluby się na takich piłkarzy nacinają. Juventus miał tę nieprzyjemność w 2009 roku, kiedy w swoje szeregi sprowadzili 24-letniego, utalentowanego snajpera, podbijającego Bundesligę swoimi bajecznymi trafieniami do siatek rywali. Zaliczył on w barwach Werderu aż 21 goli, grając jako ofensywny środkowy pomocnik. Przecież taki transfer po prostu nie może się nie udać. Jakby nie patrzeć to tak było, sportowo Diego nie był aż tak tragiczny. Może nie walczył o koronę króla strzelców, zaliczając zaledwie pięć trafień na poziomie Serie A, ale jego atutem stały się asysty, których miał aż 16. Problem był innej natury. Otóż Diego Ribas prezentował typowy charakter gwiazdeczki, który między innymi nie spodobał się kibicom Zebr. Z czasem pomocnik wszedł w konflikt z fanami, co nigdy nie wróży nic dobrego. Łatwiej sprzedać zawodnika niż zmienić myślenie całej rzeszy ludzi. Mimo to, Diego nie starał się sobie pomóc, popadł również w konflikt z ówczesnym trenerem Starej Damy – Ciro Ferrarą, co przekreśliło go już całkiem. Po roku ta wielka gwiazda opuściła Turyn, żeby reprezentować barwy niemieckiego Wolfsburga. Wydanie na niego prawie 30 mln euro okazało się błędem, a z tej kwoty udało się odzyskać na jego powrocie do Niemiec tylko 15,5 mln.

Bojan Krkić (AS Roma) – Piłkarz, który miał być lepszy niż Messi, a skończył niczym przybłęda. W trakcie swojej kariery zwiedził wiele lig, po których regularnie się tułał nie mogąc się przełamać. Chwilowe dobre występy w barwach Dumy Katalonii zaowocowały transferem do Romy, która wierzyła w nagły powrót umiejętności piłkarza. Ten jednak co pojawił się na boisku, to odbijał się od rywali jak od ścian i wyglądał, jakby właściwie to nie wiedział jak tu się znalazł. Co prawda, udało mu się zdobyć aż siedem bramek, ale jak na napastnika Romy, to nie był tak dobry wynik. Po tym, nieudanym dla Giallorossich sezonie, Bojan udał się na wypożyczenie do Milanu. Tam zaczął się już jego horror na całego. Nikt nie wiedział czemu zaliczył aż tak duży zjazd jakości, a niejeden Milanista zapytany o najgorszych graczy w historii jego klubu, wymieni właśnie tego Hiszpana. Można powiedzieć, że tu zakończyła się przygoda Krkicia z poważną piłką. Po powrocie do Romy, nie zagościł już na długo w Italii. Szybko wykupił go jego macierzysty klub, FC Barcelona. Stamtąd jednak wypadł z jeszcze większym hukiem, a z jego talentu pozostały jedynie niespełnione marzenia.

Znalezione obrazy dla zapytania: bojan roma

Alban Lafont (ACF Fiorentina) – Pierwszy z dwóch bramkarzy w tym zestawieniu, to typowy w ostatnim czasie scenariusz. Wielki talent francuskiej piłki podbija Ligue 1, niedługo po tym biją się już o niego większe zespoły, żeby w przyszłości stanowił on o sile zespołu, albo przynajmniej był sprzedany ze sporym zyskiem. Jednak historia zna wiele przypadków, w których taki gracz szybko okazuje się ostro przereklamowanym. Można powiedzieć, że nawet w większości przypadków, mamy z tym właśnie do czynienia.  Tak też się zadziało i w przypadku Lafonta. Wielki letni transfer Violi, który miał przekreślić już całkiem karierę Drągowskiego, szybko zajął miejsce między słupkami Fiołków. Nie musieliśmy czekać długo na pierwsze błędy Francuza. Można nawet odważnie powiedzieć, że co posłano w światło jego bramki, to rychło do niej wpadało. We Florencji szybko zaczęto żałować wydanych na niego 8 mln. Może i nie są to kokosy znane z transferów Kepy czy Edersona, ale jak na warunku klubu z Toskanii w tamtym czasie (jeszcze właścicielem nie był Commisso), nie była to mała suma. Jednak już po zakończeniu sezonu podjęto decyzje, że to Polak jest większym talentem w klubie, a Alban może udać się z powrotem do swojej ojczyzny, gdzie uchodził przecież za przyszłą gwiazdę.

Robin Olsen (AS Roma) – Drugi bramkarz, który się tu znalazł, to nieznacznie lepszy przypadek. Swoje winy Szwed zaczął odkupować dopiero na starcie tego sezonu w Cagliari. Tam, pod ręką trenera Marana, Olsen zaczął nagle odżywać. Można się pokusić o stwierdzenie, że w sumie to może i nie szło mu dobrze przez perypetie, jakie zachodziły w Romie podczas zeszłego sezonu. Jednak tak tragiczna postawa, przy tak wysokich oczekiwaniach nie może ujść na sucho i raczej każdy kibic Serie A zapamięta, jakim parodystom potrafił być nieraz Robin Olsen między słupkami. W ciągu 35 spotkań, musiał wyciągać piłkę z siatki aż 58 razy. Osiągnąć taki wynik w barwach Romy się po prostu nie godzi.

Eduardo Vargas (SSC Napoli) – Tego zawodnika nie trzeba raczej jakoś szczególnie przedstawiać kibicom, którzy śledzą calcio od przynajmniej dziesięciu lat. Eduardo, piłkarz, który był jeszcze parę lat temu wielkim talentem południowo-amerykańskiej piłki, miał ruszyć na podbój Europy i stać się tu gwiazdą pokroju Edinsona Cavaniego, z którym występował przecież w jednej drużynie. Życie szybko jednak zaczęło weryfikować talent Chilijczyka, który od początku błąkał się po boisku nie mogąc się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Pikanterii całej sytuacji dodaje fakt, że zespół z Neapolu musiał stoczyć o niego walkę z co najmniej równie dużymi rywalami takimi jak Inter czy Chelsea. Zawdzięczał to bardzo dobremu poprzedniemu sezonowi. W barwach U. de Chile, udało mu się podnieść trofeum Copa Sudamericana oraz zdobyć w nim tytuł króla strzelców. Pewnym było, że ten wyczyn nie umknie uwadze wielkich z Europy. Jak już jego podpis udało się zdobyć władzom klubu spod Wezuwiusza, zapanowała w Neapolu swoista euforia. Piłkarz pokazał przecież jeszcze chwilę temu, że murawa, to jego drugi dom i czuje się na niej pewnie jak nikt. Tu jednak pozytywne emocje przyćmiły rozsądek, bo od razu po transferze, Walter Mazzarri postanowił rzucić piłkarza na głęboką wodę. Trener Napoli wystawił swój nowy nabytek w starciu z pucharowym z Ceseną. Tam jednak Vargas całkowicie się zagubił. Po pierwszej połowie Neapolitańczycy przegrywali u siebie już 1:0. Trener postanowił reagować i na start drugiej połowy zmienił Eduardo na sprawdzonego Gorana Pandeva, który ostatecznie zaważył na zwycięstwie swojej drużyny. Jedyny jasny punkt jego kariery w Italii, to mecz fazy grupowej Ligi Europy w sezonie 12/13 przeciwko szwedzkiemu AIK-owi, gdzie zdobył hat-trika. Dalsze etapy jego kariery, to jednak szybko jadąca winda w dół. Gracz był wypożyczany kolejno do Gremio (styczeń 2013), Valencii (styczeń 2014) i QPR (sierpień 2014), ale nawet w żadnym z tych zespołów nie udało mu się osiągnąć poziomu, którego od niego oczekiwano. Ostatecznie przeniósł się za 6 mln euro do Hoffenheim, gdzie przypieczętował to, że przeceniono jego umiejętności i piłkarzem był jedynie średnim.

Znalezione obrazy dla zapytania: vargas napoli

Napastnicy Milanu – Spośród graczy, którzy w ostatnich latach trafiali do Milanu, za dobrych jakościowo możemy uznać zdecydowaną mniejszość. Jeśli natomiast chodzi o graczy ofensywnych, to można spokojnie powiedzieć, że sprawdziły się tylko wybitne jednostki. Chwilę za taką można było uznawać Krzysztofa Piątka, a miano legendy zdobył chociażby Ibrahimović. Jednak historia graczy z ataku AC Milanu jest pełna tzw. „szrotu”. Jego przedstawicielami mogą być chociażby Andre Silva, Higuain, Torres, Robinho czy Klaas- Jan Huntelaar. Ciężko wybrać tutaj jedną postać, która okazała się być istnym dramatem, bo jest tego po prostu za dużo. Andre Silva jest jednym z ostatnich z rozczarowań. Kupoiono go jako przyszłą gwiazdę, której zadatki widzieliśmy w Porto. Włodarze klubu z Mediolanu zapłacili za niego aż 38 mln euro, co kompletnie nie zwróciło się w dobrej grze, a szacowana wartość piłkarza ciągle spada. Najstarszym z rozczarowań, które tu wymieniliśmy jest natomiast Huntelaar. Młodsi kibice mogą nie kojarzyć go z występów w barwach Rossonerich, więc postaram się przybliżyć jego sytuację. Kiedy trafił do Milanu, można powiedzieć, że przeżywał najtrudniejszy moment w karierze. Nie popisał się szczególnie w barwach Realu Madryt, a pomocną rękę wyciągnął do niego inny duży klub. Tam jednak znowu nie udało mu się udźwignąć presji, jaka została narzucona. Czemu można sądzić, że to wynik presji? Odpowiedź jest w sumie banalna, bo zaraz po przygodzie na San Siro, Klaas-Jan trafił do Shalke, gdzie był kluczową postacią i potrafił na nowo strzelać bramki i cieszyć się grą. Wiadomo, niemiecki klub nie jest wcale słaby, ale różnice w ambicjach były diametralne.

Jeżeli doceniasz naszą pracę i chcesz dołożyć się do rozwoju strony, to zapraszamy do wsparcia na Patronite. Za każde wsparcie z góry bardzo dziękujemy!

Komentarze

mateusz-skotny

Fan piłki włoskiej ogólnie pojętej od poczęcia. Interesuje się również ligą hiszpańską, muzyką i dobrym filmem.

Leave a Comment

(required)

(required)