Jak trwoga to do… Boga? Niepewna przyszłość gwiazdy Sassuolo

Jak trwoga to do… Boga? Niepewna przyszłość gwiazdy Sassuolo

Gdy Jeremi Boga zaczynał grać w piłkę wierzył, że będzie najlepszy. Urodził się przecież w tym samym mieście, co wielki mistrz oraz legenda francuskiej piłki Zinedine Zidane i podobnie jak Zizou był owocem imigracji z Afryki do Marsylii. Jego rodzice pochodzili z Wybrzeża Kości Słoniowej, a on nie wiedział, kim się tak naprawdę czuje. Iworyjczykiem czy Francuzem? Z pomocą przyszła piłka, z którą jego nogi od najmłodszych lat czyniły cuda. Jednak w futbolu liczy się coś więcej… prawda?

Jeżeli doceniasz naszą pracę i chcesz dołożyć się do rozwoju strony, to zapraszamy do wsparcia na Patronite. Za każde wsparcie z góry bardzo dziękujemy!

Nim Jeremi Boga wybrał londyńską mgłę

– Jeremie, oj, Jeremie, ile ty masz lat?

– Pięć, proszę pana.

Nikt nie mógł w to uwierzyć – opowiada prezydent klubu.

W tym wieku Boga rozpoczął treningi w niewielkim marsylskim zespole o nazwie L’ASPITT, gdzie oczarował wszystkich po raz pierwszy. Prezydentem klubu był wówczas Jean-Francois Verlaque, który nie ukrywa dumy, opowiadając o „małym samorodku”, jaki pewnego dnia – jak gdyby nigdy nic – przekroczył próg ich drzwi. Na pierwszym spotkaniu, gdzie młodzi chłopcy z drużyny do lat 7, grali mecz, Jeremie wyróżniał się wzrostem, ale nie tylko. Przede wszystkim czarował swoją grą.

– Miał pięć lat i był wysoki na trzy jabłka przy innych dzieciakach, które miały po sześć i pół, siedem lat. – opisywał Verlaque. – Nagle bierze jedną ze swoich pierwszych piłek, kozłuje ją, mija wszystkich i zdobywa gola. Wszyscy patrzyliśmy na siebie, nie dowierzając. Byliśmy totalnie oszołomieni.

Działacze L’ASPITT zakochali się w młodym chłopcu, można zakładać, że ze wzajemnością. Syn Jeana-Francoisa Romain, trener młodzieżowych kadr klubu, opisywał Bogę jako miłe, pomocne i hojne dziecko, które było uwielbiane przez całe swoje otoczenie. W takich warunkach dojrzewał piekielnie utalentowany zawodnik, trwało to łącznie siedem lat.

Punktem zwrotnym dla kariery atakującego był młodzieżowy turniej w Prowansji. Marsylczycy wystawili swoją drużynę, a pierwsze skrzypce grał tam 11-letni Boga, ogłoszony bezapelacyjnie najlepszym zawodnikiem rozgrywek. Poczynania nastolatka śledzili skauci Chelsea i po tym, co ujrzeli, nie mieli wątpliwości. Zaprosili Jeremiego na testy i po tygodniu obie strony podpisały kontrakt. Drużna z Francji nie otrzymała żadnej rekompensaty za szkolenie, ale nikt tego tam specjalnie nie żałuje. Wspomniany wcześniej Romain Verlaque, tak opowiadał o swoim najzdolniejszym wychowanku: „Nie wiem, czy pewnego dnia znów zobaczymy taką osobę. Na szczęście szybko opuścił Marsylię, my nie nauczylibyśmy go już niczego więcej”.

Niebieskie serce Jeremiego Bogi

Czas spędzony w Londynie sam zainteresowany wspomina różnie. O ile na początku było mu trudno się przystosować, to z biegiem czasu wyróżniał się jeszcze bardziej. Do tego stopnia, że mając wciąż 17 lat, zaczął grać w drużynie U-21 The Blues. Poznał tam i zaprzyjaźnił się z dzisiejszymi gwiazdami pierwszego składu CFC – Masonem Mountem, Tammym Abrahamem czy Rubenem Louftusem- Cheekiem, ale też mniej znanym Charlym Musondą.

– W wieku 12-stu lat zamieniłem Morze Śródziemne na londyńską mgłę, a mleko z płatkami zbożowymi na talerz z jajkiem i boczkiem. Nigdy tego nie trawiłem. Przez pierwsze dwa lata było naprawdę ciężko – tak skomentował swoje początki na obczyźnie Jeremie, dla jednej z angielskich stacji telewizyjnych.

Jednak zanim zaczął zarabiać i siać popłoch wśród szeregów rywali, urodzony we Francji Iworyjczyk po przeniesieniu na wyspy brytyjskie mieszkał w południowo-zachodnim Londynie. Uczęszczał do renomowanej Richard Challoner School, gdzie uczył się między innymi Steven John Reid, były reprezentant Irlandii. To tam uczył się angielskiego oraz poszerzał horyzonty.

Można powiedzieć, że Boga solidnie zaznaczył swoją obecność w Anglii, czego najlepszymi przykładami są wygrane wraz z wymienionymi wcześniej przyjaciółmi rozgrywki młodzieżowej Premier League, czy UEFA Youth League (odpowiednik Ligi Mistrzów). Wobec takich sukcesów ówczesny szkoleniowiec The Blues Jose Mourinho, podpisał z zaledwie 17-latkiem profesjonalny kontrakt i oddelegował do treningów z pierwszym zespołem. Co prawda wówczas etatowy reprezentant francuskich młodzieżówek, u Portugalczyka nawet nie zadebiutował, ale miał okazję podpatrywać na żywo swojego idola Edena Hazarda.

Aby nie hamować rozwoju skrzydłowego, postanowiono posłać go na wypożyczenie. Najpierw na rok do Stade Rennes, gdzie miał przyjemność wystąpić aż 31 razy, strzelając 3 gole i zaliczając jedno ostatnie podanie. Rok później odesłano francuza do Hiszpanii, gdzie poszło mu troszeczkę słabiej. Chociaż 27 spotkań może robić wrażenie, niestety dwie zdobyte bramki i znów jeden rodzynek, czyli asysta, dla piłkarza ofensywnego nie są powodami do dumy. Potem przyszła pora na sprawdzenie go na angielskich boiskach. Gdy do ekipy ze stolicy trafił nowy szkoleniowiec, Włoch Antonio Conte, Boga dostał swoją szansę. Debiut zaliczył w pierwszej kolejce sezonu 2017/18, lecz nie będzie wspominał go dobrze. Dostał „popularną wędkę” już w 18 minucie starcia z Burnley. Nic więc dziwnego, że po takim popisie prędko wysłano gracza dalej w świat. Jeremie zakotwiczył na sezon w drugoligowym Birmingham City. Na zapleczu Premier League zagrał aż 34 razy i popisał się rekordowymi jak na niego statystykami, które de facto nie powalają na kolana: dwa jego strzały znalazły drogę do bramki, a jego trzy podania zakończyły się pokonaniem bramkarza rywali.

Po tak – trzeba jasno to ująć – rozczarowujących dokonaniach, postanowiono zatrzymać świeżo upieczonego reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej w Chelsea. Antonio Conte, pomimo że pozwalał mu trenować z pierwszą drużyną, notorycznie pomijał w wybieraniu składu. Najprawdopodobniej mając w pamięci jedyny występ skrzydłowego w swoim zespole. Rok więc 21-latek spędził, grając na poziomie Chelsea U-23, gdzie w 42 meczach zdobył 7 bramek i dołożył 6 asyst.

Dom na skraju niczego

W 2018 roku doszło do tego, co zapowiadało się od dłuższego czasu. Jeremy Boga odszedł z Chelsea. Za 3 mln euro sprowadziło go włoskie Sassuolo. Jako że Italia jest krajem służącym piłkarskim odrodzeniom (najlepszym przykładem Luis Alberto), można było się spodziewać, że z tej mąki będzie chleb. Pierwszy sezon w Serie A, należał do udanych. Boga prezentował często to, z czego zawsze słynął – szybkość i niesamowitą technikę. Natomiast, gdy chodziło o wykończenie akcji, mózg Iworyjczyka jakby się zagrzewał i próbując podjąć najlepszą z możliwych decyzji, zazwyczaj tracił cenne sekundy, a z tym okazję. Marnował na potęgę kolejne wypracowane szansę, bywał w tym niemal tak samo irytująco jak Lorenzo Insigne z Neapolu. Pomimo swoich ograniczeń wystąpił 26 razy i dołożył swoje „firmowe” 3 gole i asystę. Niemniej to, że piłkarz grać potrafi, widać było gołym okiem. Lecz czegoś brakowało…

Problem skrzydłowego tkwił w głowie, co może wydawać się zabawne, prognozy Jerzego Brzęczka odnoszące się do Piotra Zielińskiego, sprawdziły się u Iworyjczyka. Piłkarz potrzebował czasu, by dorosnąć, uwierzyć w siebie. Trener Sassuolo Roberto de Zerbi otworzył jego umysł i tym ożywił nogi, sprawiając, że w nowy sezon Jeremi wszedł jak nigdy. Licząc do ostatniej rozegranej serii gier, skrzydłowy wyszedł na murawę 23 razy, strzelając 7 goli i zaliczając 4 asysty. Prezentując przy tym niezwykłą klasę jak w meczu z Juventusem, kiedy to przecudownym lobem ośmieszył legendę futbolu Gianluigiego Buffona. Wobec tak wysokiej formy zawodnika zaczęły pojawiać się pytania, co teraz?

Transfer do lepszego klubu wydaje się oczywistością, ale życie nie jest tak proste, więc niewykluczone, iż Boga nigdzie się jeszcze nie wybierze. Jednak jeśli miałby gdzieś odchodzić, to najmocniej kuszą z pewnością w Neapolu i Mediolanie. Samemu piłkarzowi prawdopodobniej najbliżej do powrotu na „stare śmieci”. Tam mógłby spróbować udowodnić wszystkim, że stać go na wielkie rzeczy. W Chelsea nie ma już Hazarda, Willian i Pedro też schodzą ze sceny, a Callum Hudson- Odoi i Cristian Pulisic bywają nieregularni, więc ktoś taki jak Jeremie mógłby liczyć na swoje minuty. Zwłaszcza, że Frank Lampard jest wielkim zwolennikiem stawiania na wychowanków ze słynnej akademii The Blues.

Jeremie Boga to piłkarz nietuzinkowy, ostatnimi czasy coraz bardziej dosięgający szczytu, jaki mu wróżono za młodu. Nie wiadomo jaki wpływ na jego formę oraz przede wszystkim psychikę będzie mieć epidemia koronowirusa. Jeśli zostanie w Sassuolo, będzie miał szansę, pokazać, że niezakończone rozgrywki nie były pozytywnym wypadkiem przy pracy. Z drugiej strony, tylko odchodząc, może wskoczyć na wyższy poziom, bo inaczej może zostać jedynie królem prowincji, jak jego kolega z drużyny Domenico Berrardi. Wybór nie należy do najłatwiejszych, ale czy kiedykolwiek był? Ważne, aby był słuszny.

O Jeremim Bodze porozmawialiśmy sobie również w ostatnim odcinku naszego podcastu:

Komentarze
Jeremi Boga

arkadiusz-bogucki

Redaktor Serie A Polonia od lipca 2016 roku, fan calcio od najmłodszych lat.