W świetle derbów słońca

W świetle derbów słońca

Każdy z kibiców włoskiej piłki wczoraj na pewno chociaż spojrzał na wynik tego legendarnego starcia. Piłkarze Napoli zmierzyli się z AS Romą. Co w tym nadzwyczajnego? Starcie to, nosi we Włoszech rangę nadzwyczajnego, mierzą się ze sobą dawni przyjaciele, którzy rozstali się w bólach. Ponadto, są to dwa największe miasta na południu Włoch. Wracając jednak do wczorajszego starcia. Zwycięsko z niego wyszli piłkarze z Rzymu, ale wynik to nie wszystko i warto się przyjrzeć też wszystkiemu co wydarzyło się przez te 90 minut.

Pierwsza realnie groźna sytuacja należała do Rzymian. Na bramkę zamienił ją Nicolo Zaniolo, który pięknie uderzył w samo „okienko” bramki Mereta. Już chwilę później Roma mogła prowadzić 2:0, po tym jak Callejon zagrał piłkę ręką w swoim polu karnym, jednak świetnie rzut karny obronił Alex Meret, ratując swój zespół przed fatalną sytuacją.

Napoli w następnych minutach starało się odpowiedzieć na straconą bramkę, a interwencja Mereta dodała ekipie spod Wezuwiusza skrzydeł. Świetnie jednak pokazywał się Chris Smalling, który w obecnym sezonie jest prawie nie do przejścia. Tak było i w tym meczu, kiedy Anglik uratował swój zespół, wybijając piłkę niemalże z linii bramkowej. Wynik natomiast pozostawał niezmienny do samego końca pierwszej połowy, mimo świetnej okazji Arka Milika, który obił poprzeczkę bramki.

Natarcie na bramkę rywali przez zawodników z Napoli trwało w najlepsze, jednak to zawodnicy Romy mieli więcej argumentów w ataka i potrafili wykorzystywać błędy rywali. Tak też udało im się wypracować kolejny rzut karny po dośrodkowaniu Javiera Pastore i bezsensownym zachowaniu Mario Ruiego, który zagrał piłkę ręką. Tym razem Meretowi jednak nie udało się uratować Napoli przed utratą drugiej bramki.

Wynik 2:0 był z pewnością ciężki do uniesienia dla graczy z Neapolu, jednak pobudziło ich to jeszcze bardziej do działania i coraz mocniej naciskali na defensywę Romy. Tak oto po świetnym rajdzie na skrzydle Hirvinga Lozano i dobrym wyłożeniu piłki do Milika padła bramka kontaktowa dla Napoli. Była to jednak bramka na wiele sposobów historyczna. Albowiem bramka zdobyta przez Arkadiusza Milika, była jego 32 trafieniem, dzięki czemu wyprzedził on występującego przed laty Zbigniewa Bońka, który ma na koncie 31 bramek. Ponadto zdobył on gola w czwartym spotkaniu z rzędu, co jest jego najdłuższą serią trafień na Półwyspie Apenińskim.

Bramka ta jednak nie uskrzydliła zespołu Carlo Ancelottiego na tyle, żeby dali radę pokonać Rzymian. Mogli jednak ten mecz zremisować, ponieważ w 95 minucie sfaulowany zaraz przed polem karnym został Fernando Llorente. Sytuacja strzelecka była wręcz perfekcyjna dla polskiego napastnika, który wiele razy pokazywał, że rzuty wolne z tej pozycji wykonywać potrafi. Jednak piłka trafiła w mur, a spotkanie zakończyło się wynikiem 2:1.

W ten sposób mamy do czynienia z kolejną historyczną sytuacją, ponieważ jest to pierwsze zwycięstwo Romy nad Napoli na Stadio Olimpico od kwietnia 2016 roku. Nasuwa się jednak pewne pytanie. Czy jest to sezon, w którym Napoli może się nie zakwalifikować nawet do Ligi Europy? Na szczęście jest zbyt wcześnie na osądzanie tej sytuacji, jednak Carlo Ancelotti powinien brać pod uwagę taką opcje i mocno przemyśleć co należy zmienić w jego drużynie, aby ta funkcjonowała lepiej niż dotychczas. Pochwały natomiast należą się Paulo Fonsece, który wyniósł Romę już na trzecie miejsce w tabeli Serie A, a jego zespół w obecnych rozgrywkach prezentuje się naprawę solidnie.

Komentarze