Storia di grande Acerbi – jak pokonać raka i stać się najlepszym defensorem Lazio

Storia di grande Acerbi – jak pokonać raka i stać się najlepszym defensorem Lazio

Nie ma zbyt wielu aspektów, których pozostałe ligi mogą zazdrościć Serie A. Niektóre rozgrywki są szybsze, inne bardziej techniczne, jednak jest jedna rzecz, obok której nie można przejść obojętnie kiedy myśli się o calcio. Jest nią mnogość bardzo wyrazistych postaci i historii, które powodują, że nawet w gorszych momentach dla włoskiej piłki trudno przestać ją lubić. Oto storia di un grande… ale nie amore. Storia di un grande Acerbi.

Wybór bohatera tego artykułu nie jest przypadkowy. Francesco Acerbi rozgrywa właśnie jeden z najlepszych sezonów w karierze. Dzieje się to w klubie, który co prawda pretenduje do bycia w czołówce ligi, jednak dyspozycja obrońców Lazio w tym sezonie daleko odbiega od poziomu, który powinien prezentować zespół grający o Ligę Mistrzów. W tym ciężkim środowisku, Francesco Acerbi radzi sobie jednak nad wyraz dobrze, jest prawdziwą podporą klubu północy Rzymu i największym wygranym ostatniego mercato.

Ti te dòminet Milan. Francesco Acerbi do świata wielkiej piłki próbował dostać się poprzez grę w AC Milanie. Klub ze stolicy Lombardii kupił obrońcę od Chievo i przygoda Acerbiego z Mediolanem rozpoczęła się w 2012 roku. Milano włoskiemu obrońcy zapewne kojarzy się niejednoznacznie. 11 lipca Acerbi udzielił swojej pierwszej konferencji prasowej po transferze do Milanu. Image boiskowego lwa, jaki kreuje wokół siebie defensor nie miałby wtedy większej racji bytu. Acerbi przypominał wówczas ideał piłkarza, który często w wywiadach przywołuje Silvio Berlusconi. Brak tatuaży czy fryzura na młodego Leo Messiego zestawione z obecnym wizerunkiem piłkarza świadczą o dość wyboistej drodze, jaką była jego kariera. Na wcześniej wspomnianej konferencji Acerbi stwierdził, że „nie chce tutaj zostać na chwilę, a na całą karierę”. Ta jednak potoczyła się inaczej. Acerbi zadebiutował 1 września w wygranym meczu z Bologną. Ostatecznie w barwach Rossonerich Włoch rozegrał tylko 10 spotkań. Obrońca pytany przed jednym z spotkań przeciwko Milanowi, powiedział że gdyby miał taką samą samoświadomość jak ma teraz to wszystko potoczyłoby inaczej. Motyw ten często pojawia się w wywiadach z Acerbim. Twierdzi on, że wtedy czuł się nieśmiertelny, a hymn Ligi Mistrzów (mecz AC Milan – Malaga) nie zrobił na nim żadnego wrażenia. Jednym z oznak zmiany jest to, że teraz by „drżał słysząc go”. Acerbi nie podbił Mediolanu i ostatecznie przeniósł się do Saussuolo, gdzie podczas rutynowych badań wykryto u niego raka jąder. Szybko zdecydowano się na zabieg. Odbył się on w Mediolanie, a miasto dało mu kolejną szansę.

Neroverdi I colori di chi non si arrende mai, mówią pierwsze słowa hymnu Sassuolo. Tifosi zachęcają w nim swoich piłkarzy, aby nigdy się nie poddawali. Francesco Acerbi na włoskie boiska powrócił 15 września 2013 roku. Sassuolo uległo wtedy w spotkaniu z Hellasem Werona 2:0. Włoch nie nacieszył się grą zbyt długo i po 12 spotkaniach (starcie ze swoim byłym klubem Chievo Werona) Acerbiego czekała kolejna przerwa. Po zakończeniu meczu zostały przeprowadzone rutynowe badania antydopingowe. Wynik Acerbiego był pozytywny. Piłkarz został od razu zawieszony i z tego powodu nie zagrał kolejnych trzech meczach. Oficjalnym powodem było używanie środków niedozwolonych, jednak ze środowiska klubu dochodziły o wiele gorsze informacje. Wynik badania mógł być mylący i tak de facto nie wskazywał on na użycie dopingu. Zaczął spełniać się o wiele gorszy scenariusz i klubowi lekarze stwierdzili nawrót nowotworu. Sytuacja Acerbiego była nieciekawa – z jednej strony groziło mu dłuższe zawieszenie przez Włoski Narodowy Komitet Olimpijski, a z drugiej jeżeli doniesienia o chorobie by się potwierdziły – piłkarza czekałaby kolejna operacja. Zawiłość tej sytuacji polegała także na tym, że formalnie Acerbi został zapobiegawczo zawieszony za doping, choć to nie on był powodem niepokojących wyników. Włoch został poddany kolejnemu leczeniu i po czterech chemioterapiach udało mu się, jak opisały to praktycznie wszystkie włoskie gazety „ osiągnąć cud”. Francesco Acerbi po raz kolejny wygrał walkę z nowotworem i potem kolejną z zawiłą włoską biurokracją (kwestie związane z zawieszeniem). Defensor ponownie pojawił się na boisku 21 września 2014 roku w starciu z Sampdorią. Kilka tygodni później Francesco Acerbi zdobył gola z Parmą. I colori di chi non si arrende mai.

Najważniejszy gol. Acerbi swoją pierwszą bramkę w Serie A zdobył w 2012 roku grając jeszcze w Chievo Weronie. Od tego czasu minęło 944 dni, 47 występów i trzy nowe koszulki. Bramka z Parmą była zamknięciem klamry z najcięższym rozdziałem w życiu Acerbiego. W tym czasie udało mu się wygrać mecz o wszystko i rozpocząć nowy etap w swojej karierze jak i poza boiskiem. W niedawnym wywiadzie, który Acerbi udzielił dziennikowi Corriere della Sera stwierdził, że: „Może to zabrzmieć dziwnie, ale dopiero po chorobie zrozumiałem, że w życiu naprawdę chciałem być piłkarzem. Przez wiele lat korzystałem z tego co dała mi natura. Grałem, ale straciłem pasję. Ona do mnie wróciła”. Włoch stwierdził, że zmienił swoje życie. Rzucił wszystkie przyzwyczajenia, które oferuje nocne życie Mediolanu i pod koniec wywiadu dodał: „Jeśli nie będziesz żył jak sportowiec, to zapłacisz rachunek”. Kariera Acerbiego zaczęła nabierać rozpędu. W 2014 roku zadebiutował w barwach narodowych w starciu z Albanią. Rok później, w meczu ze swoim obecnym klubem rozpoczął niesamowitą serię. Przez kolejne 148 spotkań, Włoch nie opuścił ani jednego meczu. Do pobicia rekordu Javiera Zaniettiego brakowało mu zaledwie 13 występów. Seria została przerwana przez bardzo wątpliwą drugą żółtą kartkę, którą Acerbi został ukarany w meczu z Napoli. Włoch w międzyczasie zaangażował się w działalność charytatywną i w pomoc fundacji, która ma na celu zwiększanie świadomość Włochów jak groźną chorobą jest rak i jak ważne są regularne badania. Acerbi reklamując działalność fundacji powiedział, że: „Rak jest chorobą, która może dotknąć każdego w dowolnym momencie życia. I to właśnie jest rzecz, która bardzo wścieka. Jedynym sposobem na pokonanie raka, jest przekształcenie naszej złości w pomoc w zwalczaniu go”.

Bakayoko gate. Obecny sezon jest wyjątkowo udany dla Francesco Acerbiego. Transfer do większego klubu okazał się strzałem w dziesiątkę, pomimo obecnych problemów z defensywą, które prześladują Biancocelestich. Włoch polskiej publiczności mógł szerzej przedstawić się podczas ostatnich spotkań Lazio z Milanem, gdzie całkowicie odciął od gry Krzysztofa Piątka. AC Milan miał być ostateczną destynacją Acerbiego, jednak piłkarze mediolańskiego klubu mieli okazję zniechęcić go do Rossonerich (przynajmniej na jakiś czas). Zacznijmy jednak od początku. Przed ostatnim ligowym spotkaniem Milanu z Lazio Acerbi stwierdził w wywiadzie, że ekipa z Rzymu obecnie jest lepsza od Milanu. Na tę wypowiedź bardzo szybko zareagował Tiemoue Bakayoko, który za pomocą mediów społecznościowych odpowiedział Włochowi, że wszystko zweryfikuje boisko. Spotkanie wygrali podopieczni Gennaro Gattuso i po meczu doszło do sporej szamotaniny pomiędzy piłkarzami. Na znak pojednania Acerbi wymienił się koszulką z Bakayoko. Francuz jednak nie potrafił docenić tego gestu i po chwili wraz z Franckiem Kessim paradowali z koszulką Acerbiego, pokazując ją kibicom Milanu, niczym łup zabrany wrogim kibicom Lazio. Po tym wydarzeniu Acerbi zamieścił post na Instagramie: „Jest mi bardzo przykro. Wymieniłem się koszulką, aby zakończyć te sprawę. Podżeganie do nienawiści nie jest sportem, a oznaką słabości”. Post ze zdjęciem Kessiego i Bakayoko w znaczący sposób skomentował również Ciro Immobile: „Dwóch małych „ludzi” pokazują koszulkę mistrza zarówno na boisku jak i w życiu”. Bakayoko miał rzekomo przeprosić Acerbiego w rozmowie telefonicznej, jednak jak mówił Włoch: „Jeśli nie będziesz żył jak sportowiec, to zapłacisz rachunek”. Rachunkiem dla Bakayoko był półfinałowy mecz z Lazio, gdzie Biancocelesti zdecydowanie zdominowali Milan i ostatecznie to oni pojawią się w finale Coppa Italia. Niesamowitym zwieńczeniem historii Acerbiego jest także fakt, że obecne doniesienia prasowe łączą defensora z Juventusem.

Acerbi przeszedł bardzo wyboistą drogę i jest świetnym przykładem, że nigdy nie można się podawać, a każda nawet najgorsza sytuacja, ostatecznie może mieć oczyszczający koniec. Acerbi zmienił się jako człowiek i piłkarz. Był chybionym transferem, jego kariera dwukrotnie wisiała na włosku, by teraz stać się najlepszym obrońcom Lazio i zyskać zainteresowanie La Vecchia Signora. Jak również stwierdził kiedyś Ciro Immobile: „Sei un grande Leone Francesco Acerbi”.

Komentarze