Reprezentacja Włoch Roberto Manciniego. Budowa drużyny i zbliżający się turniej

Reprezentacja Włoch Roberto Manciniego. Budowa drużyny i zbliżający się turniej

Tegoroczne Mistrzostwa Europy zbliżają się wielkimi krokami. Pierwszy gwizdek rozbrzmi za niecałe cztery miesiące na Stadio Olimpico w starciu Włochów z Turcją. Z tej okazji warto przyjrzeć się stanowi Squadra Azzura i porozmawiać o jej szansach na tym turnieju. Należałoby też cofnąć się wstecz i spojrzeć na proces tworzenia się drużyny na nowo. Inaczej mówiąc, przeanalizować kadencję Roberto Manciniego na stanowisku selekcjonera.

Roberto Mancini i jego projekt

Zacznijmy od opisania kształtowania się drużyny narodowej selekcjonera Manciniego.

Wszyscy pamiętamy listopad 2017. Włochy tracące szansę na grę na Mistrzostwach Świata, łzy Gianluigiego Buffona, zwolnienie Giampiero Ventury. Ten ciąg zdarzeń, okupiony ogromną hańbą, bo upokorzeniem włoskich piłkarzy ich nieobecnością w Rosji, dał nam dobre zakończenie (choć może „zakończenie” to nie jest właściwe słowo, bo te wydarzenia wciąż się dzieją). Mianowicie, chodzi o wybranie na stanowisko selekcjonera reprezentacji Roberto Manciniego, byłego trenera m.in. Manchesteru City i Interu. Przyznam szczerze, że osobiście jestem wielkim entuzjastą tego szkoleniowca. Włoch całkowicie zmienił obliczę drużyny reprezentującej Italię. W porównaniu do czasów Ventury, teraz możemy widzieć młodych i głodnych sukcesów piłkarzy. Tifosi zdecydowanie mogli też poczuć stabilizację i zauważyć, że Azzuri stworzyli zgraną i zjednoczoną w cierpieniu i chwale grupę.

Oczywistym jest jednak, że te efekty wymagały czasu. Pierwszy rok Manciniego to rok pierwszej edycji Ligi Narodów. Pamiętamy, że Włosi nie wyszli wtedy z grupy (jeżeli jednak szukać jakichś pocieszeń, to odpadli na rzecz Portugalii, która potem wygrała turniej), a ich postawa meczach mogła rozczarować, lecz uważam, że i tak udało się wykręcić dosyć dobre wyniki, zważywszy na warunki. Nowy trener, rewolucja pokoleniowa. Podejrzewam, że właśnie te dwa czynniki wpłynęły na zdobycie jedynie pięciu punktów (1Z 2R 1P). Jestem jednak zdania, że niepowodzenie w Lidze Narodów było potrzebne, aby zrozumieć pewne kwestie. Te cztery mecze mogły posłużyć jako okres przejściowy i czas na eksperymenty. Przecież właśnie wtedy w pełni w błękitnej koszulce rozbłysnął m.in. Federico Chiesa. Sumując – początki Manciniego były słabe pod względem wyników, ale pozwoliły zapoczątkować pewne procesy, których efekty zobaczymy dopiero w lato. Co więcej, niektóre już zobaczyliśmy, ale o tym potem.

Chciałbym powiedzieć, że eliminacje do mistrzostw Europy były prawdziwym pokazem siły w wykonaniu drużyny budowanej na projekcie Włocha, ale skłamałbym. Z całym szacunkiem do wymienionych reprezentacji, ale takie „tuzy”, jak Finlandia, Grecja, Bośnia i Hercegowina, Armenia i Lichtenstein, nie będą miarodajnym sprawdzianem. Zdaję sobie sprawę z bilansu bramkowego. Jest on kosmiczny, bo 37:4 to nie jest coś, co spotyka się często. Na niemniejsze uznanie zasługuje też wygranie wszystkich meczów w grupie. Naprawdę widzę to i cieszę się, że gra jest tak mocno nastawiona na ofensywę. Jednak nie przekonuje mnie to, aby uwierzyć, że takie wyniki mogą wystraszyć najmocniejsze drużyny świata. Oczywiście, na pewno jest to bardzo dobry prognostyk, ale wystarczy spojrzeć na wartości pieniężne składów według Transfermarkt, Obecnie, skład reprezentacji Włoch z ostatniego zgrupowania jest wyceniany na około 620 mln euro. W przypadku wszystkich przeciwników Italii w grupie razem wziętych jest to około 250 mln euro. Spora różnica, prawda?

Żeby jednak nie lekceważyć tego sukcesu Squadra Azzura, zatrzymajmy się na chwilę w tym temacie. Mimo wszystkiego, co powiedziałem wcześniej, nie da się odmówić jednej rzeczy. To właśnie podczas eliminacji został rozlany beton dla umocnienia kręgosłupa drużyny. Zarówno pod względem taktycznym, jak i mentalnym. Skoro już przy mentalności jesteśmy, to chyba wiadomym jest, że wygranie meczu prawie dwucyfrową różnicą jest zawsze wielką przyjemnością dla zawodnika. Tak było pewnie po meczu zamykającym eliminacje. Listopad 2019 i mecz domowy z Armenią zakończony triumfem 9:1 będzie jeszcze długo pamiętany. Może nie ze względu na wagę tego zwycięstwa, lecz moim zdaniem, to spotkanie było kamieniem milowym.

Ostatnim i weryfikującym przed Euro sprawdzianem była druga edycja Ligi Narodów. Tutaj rywale już na znacznie wyższym poziomie, grupa z Polską, Holandią i Bośnią. I przyznam szczerze, że miałem mieszane uczucia odnośnie postawy zespołu zaprezentowanej w tych konfrontacjach. Gdy trochę wcześniej pisałem o nieporównywalnie słabszym poziomie rywali w eliminacjach, nie miałem na myśli pokonywania spacerkiem Francji czy Brazylii. Można było jednak oczekiwać pokazania dominacji nad Bośnią lub Polską. Tego zabrakło. Spotkanie przeciwko Bośniakom zakończyło się remisem w słabym stylu, podobnie jak w meczu w Gdańsku. Do tego, inny, zremisowany mecz, z Holandią, został okupiony kolejną poważną kontuzją Nicolo Zaniolo, o którym jeszcze później powiem. Jestem oczywiście bardzo zadowolony, że udało się wyjść z grupy i zagwarantować sobie tym samym udział w turnieju finałowym LN, lecz chodzi mi o poszczególne mecze i styl w nich prezentowany. Jako delikatne usprawiedliwienie można uznać fakt, że przez kilka meczów zespół był prowadzony przez asystenta Manciniego, Alberico Evaniego, ponieważ selekcjoner był wtedy nosicielem koronawirusa. Te mecze ujawniły wielką słabość tej reprezentacji: brak Lorenzo Insigne. Wystarczyło, że kapitan Napoli nie zagrał w wyjazdowym meczu z drużyną Polski i lewa strona z Lorenzo Pellegrinim zwyczajnie nie dawała rady. Podobnie zresztą w zremisowanym meczu z Holendrami. Insigne to jeden z tych piłkarzy w układance Manciniego, bez którego gra słabo się klei. Całkowicie inaczej to wyglądało, gdy z tym samym rywalem, tym razem w meczu domowym, piłkarz ten zagrał i był chyba najlepszy na boisku. Podsumowaniem jego świetnego występu była przedniej urody asysta przy golu Domenico Berardiego w końcowych fazach meczu. Osoby, które regularnie oglądają reprezentację Polski z pewnością pamiętają. Po zagraniu wszystkich sześciu meczów w grupie nie zwątpiłem w odniesienie sukcesu na Euro. Wtedy wiadomym stało się, że bez pewnych indywidualności ta drużyna na boisku traci bardzo wiele jakości. Oprócz Lorenzo Insigne, istotny aspekt odgrywają również Alessandro Florenzi i Emerson. Boki obrony w tej taktyce grają istotną rolę. W pomocy obowiązkowo musi znaleźć się Jorginho. Donnarumma to gwarancja zajęcia bramki na najbliższe kilkanaście lat. Coraz bardziej swoją pozycję zaznaczają np. Federico Chiesa, Moise Kean i Manuel Locatelli. Jeżeli będą oni niedostępni lub bez formy podczas zbliżającego się turnieju, szanse Azzurich mogą drastycznie spaść.

Przyszłość i szanse na Mistrzostwach Europy

Zaczęło się oczekiwanie. Czerwcowy turniej zostanie jeszcze poprzedzony trzema meczami eliminacji do przyszłorocznych mistrzostw świata – z Irlandią Północną, Bułgarią i Litwą. Przez ten czas raczej już nic ważnego nie ulegnie zmianie. Niewykluczone jednak, że jakaś nowa twarz zadebiutuje w błękitnej koszulce (Nicolo Rovella?). Na dzień dzisiejszy, przewiduję, że reprezentacja Włoch dotrze do półfinału, choć oczywiście zależy to też od napotkanych rywali w fazie pucharowej, bo nie oszukujmy się – prawie każdy podświadomie liczy na słabszych rywali. Zwłaszcza Włosi, bo na ten moment nie udowodnili, że potrafią za każdym razem zagrozić krajom z topu. Jeżeli chodzi o rywali w grupie, Turcję, Szwajcarię i Walię, Squadra Azzura może mieć lekkie problemy, ale typuję, że pierwsze miejsce to sprawa, której zagrozić może jedynie Turcja. Walia raczej na pewno nie powtórzy swojej pięknej przygody z poprzedniej edycji Euro. Szwajcaria zaś w ostatnich latach straciła na jakości. Mimo to, nie można zapominać, że rozmawiamy o piłce nożnej, gdzie może zdarzyć się wszystko. Nie zmienia to jednak faktu, że Włochy to zdecydowany faworyt grupy A. Wracając do tematu Azzurich, chciałbym wspomnieć jeszcze o człowieku, który przez wielu został już odrzucony w kwestii odegrania dużej roli na mistrzostwach Europy. Nicolo Zaniolo. Gdyby nie fakt przełożenia turnieju na 2021, gracz Romy nawet by na niego nie pojechał. Zerwane więzadła wyleczył dopiero na przełomie lipca i sierpnia. Gdy już wracał do formy, po raz kolejny przydarzyła mu się ta kontuzja. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że kontuzję złapał w takim okresie, aby zdążyć wrócić na Euro i zacząć następny sezon bez większych komplikacji (pomniejszych urazów przecież nie można wykluczyć). Osobiście jestem fanem jego talentu. Wróżę mu wielką karierę, o ile oczywiście zdrowie dopisze. Po zakończeniu rehabilitacji po pierwszej kontuzji prezentował się przyzwoicie, jak na zawodnika, który miał praktycznie zmasakrowane kolano. Po tym wnioskuję, że jeżeli otrzyma powołanie na mistrzostwa, może stać się solidnym jokerem. Nie sądzę, aby Mancini pozwolił sobie na zostawienie go w domu. W lecie pokazał, że może się szybko odbudować. Jeżeli faktycznie wróci w okolicach marca, będzie miał około dwóch miesięcy na przekonanie selekcjonera. Kibicuję Nicolo i życzę mu wyjazdu na Euro. Zresztą, jeżeli ktoś dobrze życzy reprezentacji Italii, powinien życzyć dobrze również Zaniolo.

A co będzie po Euro? To zależy. Załóżmy, że niezależnie od wyniku na turnieju, Mancini dalej będzie prowadził reprezentację. Do kadry dojdą kolejni młodzi, m.in. Matteo Lovato, Gianluca Scamacca, czy też wspomniany wcześniej Nicolo Rovella. Podejrzewam, że przygodę z reprezentacją zdecydują się zakończyć najwięksi weterani – Giorgio Chiellini i Leonardo Bonucci. Roberto Mancini rozpocznie też przygotowania do ograniczenia ról graczy w okolicach 30. roku życia – Ciro Immobile, Alessandro Florenziego, Marco Verattiego. Właściwie wykluczone jest, że zacznie długoterminowy projekt, gdyż oświadczył niedawno, że po mistrzostwach świata w Katarze zostawi ławkę trenerską w drużynie reprezentującej Włochy. Nie ma co zbytnio wybiegać w przyszłość, bo ta zwyczajnie zależy od wielu czynników.

Nowe pokolenie

Odnośnie odmienienia reprezentacji przez Manciniego i zbliżającego się Euro powiedziane zostało chyba wystarczające. Teraz można odejść lekko od tego tematu i porozmawiać o wprowadzeniu młodych graczy do drużyny narodowej. Do tej pory używałem ogólników. Przybliżmy sylwetki poszczególnych graczy wprowadzonych do składu w wyniku panowania obecnego selekcjonera.

Federico Chiesa. Prawdopodobnie największy wygrany w wyniku pojawienia się Manciniego. Swój debiut zaliczył u Luigiego Di Biagio, gdy ten był tymczasowym selekcjonerem. Jego kariera reprezentacyjna wystrzeliła pod koniec 2018, kiedy to coraz powszechniej zaczęto nazywać go „nowym Roberto Baggio”. Widzę w nim bardzo pewny punkt zespołu w najbliższych latach. Debiut: 23 marca 2018. Statystyki u Manciniego: 19 występów, 1 bramka, 4 asysty.

Nicolo Zaniolo. Wcześniej poświęciłem mu kilka linijek, więc moja opinia o nim jest znana. Stracił kilka spotkań przez dręczące go kontuzje. Tak, jak Fede Chiesa ma być nowym Roberto Baggio, tak Zaniolo ma być nowym Francesco Tottim. Debiut: 23 marca 2019. Statystyki u Manciniego: 7 występów, 2 bramki, 1 asysta.

Lorenzo Pellegrini. Drugi gracz Romy w tym zestawieniu. Zadebiutował jeszcze za czasów Giampiero Ventury. Prawdziwą szansę otrzymał od Manciniego i zaczął pełnić rolę zmiennika swojego imiennika z Napoli na lewej stronie ataku. Debiut: 31 maja 2017. Statystyki u Manciniego: 12 występów, 2 bramki, 0 asyst.

Manuel Locatelli. Być może niektórzy powiedzą, że wybór całkowicie nietrafiony, bo przecież zawodnik Sassuolo dopiero co zadebiutował. I oczywiście zdaję sobie z tego sprawę, dlatego tę pozycję można potraktować trochę jako przewidywanie przyszłości. Mimo to, nie zapominajmy, że w swoim debiucie z Holandią był jednym z najlepszych na boisku. Odnajdywał się na boisku, więc był to znak, że szkoleniowiec potrafił przydzielić mu odpowiednią rolę i wytyczne. Debiut: 7 września 2020. Statystyki u Manciniego: 6 występów, 0 goli, 1 asysta.

Podsumowanie

Na koniec powiem jedno. Nie chcę demonizować Ventury i ubóstwiać Manciniego. Wiem, że na obronę Ventury może wpływać chociażby fakt, że w czasach jego kadencji włoscy piłkarze prezentowali znacznie niższy poziom i młode pokolenie jeszcze nie wystrzeliło. Jestem jednak zdania, że Mancini zrobił znacznie więcej dobrego dla Squadra Azzura, aniżeli Ventura. W każdym razie, życzmy każdemu selekcjonerowi sukcesu, bo chyba chcemy jak najlepiej dla tej reprezentacji, prawda?

Komentarze