Na ratunek Montella! Dziś brzmi to jak kiepski żart

Na ratunek Montella! Dziś brzmi to jak kiepski żart

Forma Fiorentiny w tym sezonie to istna sinusoida. Piłkarze z Toskanii dobre mecze przeplatali fatalnymi wpadkami, co sprawiło, że zapewne zostali znienawidzeni przez większość bukmacherów. Za sterami wówczas siedział jeszcze Stefano Pioli. Trener, który próbował udowodnić opinii publicznej, że wyciągnął wnioski po nieudanej przygodzie w Interze. Nie wyszło, więc włodarze Violi postanowili postawić wszystko na jedną kartę – zwolnili Piolego i wykręcili dobrze znany numer telefonu – powierzyli dalsze losy klubu Vincenzo Montelli.

Echo dawnej burzy 

Rozstanie Vincenzo z Fiorentiną w 2015 roku nie odbyło się w najprzyjemniejszej atmosferze. Z jednej, jak z drugiej strony padło kilka nie najmilszych słów. Ciężko było się dziwić, rozstania, zwłaszcza te po długiej znajomości bywają bolesne. W końcu związek Montelli z klubem trwał trzy lata, a zgodnie z planem miał obowiązywać jeszcze dwa kolejne. Trzeba oddać obecnemu 44-latkowi, że słusznie mógł czuć się pokrzywdzony, przecież został zwolniony po tym jak zajął z drużyną czwarte miejsce w tabeli. Tak samo, jak w dwóch poprzednich sezonach w Toskanii. Problem tkwił w tym, że wówczas czwarta lokata nie dawała upragnionej Ligi Mistrzów. Tylko niechcianą, uważaną przez prezydenta klubu Mario Conginiego za dodatkowy kłopot  – Ligę Europy. Dziś pewnie właściciele, a także kibice z Florencji, marzyliby o takim wyniku. Dlatego zatrudniono Montelle, człowieka mającego spróbować zdobyć to, co lata temu spuściło na jego głowę topór.

Lepsze wrogiem dobrego

Obie strony po rozstaniu sprzed czterech lat notowały regres. W Florencji doszło nawet do tego, że z utęsknieniem patrzą w stronę, może nie złotego, ale na pewno srebrnego okresu 2012-15. Niecałe dwa sezony Paulo Sousy oraz Stefano Piolego, podczas których Viola zaliczała kolejno miejsca: pięć, osiem, osiem. Obecnie po powrocie Vincenzo spadła aż na 12 lokatę, ale o tym troszeczkę później.

Sam Montella również nie może mówić o wyjątkowo udanych przygodach z następnymi zespołami. Na początek był katastrofalny epizod w jego CV – Sampdoria. Spędził na ławce trenerskiej drużyny z Genui 226 dni, wygrał sześć meczów, tyle samo zremisował, a przegrał aż piętnaście razy. Zajął z Sampą dopiero 15 miejsce, kończąc z tragiczną średnią 0,89 pkt na mecz. Naprawdę ciężko stwierdzić, co mieli w głowie działacze Rossonerich, którzy powierzyli mu misję odbudowy wielkiego Milanu. Warto jednak wspomnieć, że pierwszy sezon Vincenzo w Mediolanie nie należał do najgorszych. Szósta pozycja w ligowej tabeli pozwalała mieć nadzieję, być może ślepą, iż w przyszłości będzie lepiej. Przecież to dowodząc zespołowi z San Siro Montella podniósł swoje jedyne trofeum. Był nim Superpuchar Włoch, wygrany po serii jedenastek z Juventusem. Patrząc z perspektywy kibiców Milanu, była to nagroda na otarcie łez. Następne rozgrywki Vincenzo zaczął fatalnie, tak że w połowie listopada 2017 roku pożegnano się z sympatycznie uśmiechniętym po każdej porażce Włochem, a do misji ratunkowej zaangażowano Gennaro Gattuso. Potem od 30 grudnia do 28 kwietnia trwała, jeszcze gorsza przygoda z hiszpańską Sevillą. Jedenaście zwycięstw, siedem remisów oraz dziesięć porażek, w tym w debiucie w derbach Andaluzji z Realem Betis aż 3:5.

Wrócił do gry!

O ile Vincenzo jako piłkarz był niezłym snajperem, gwarantującym sporą liczbę bramek, o tyle jako trener tę umiejętność całkiem zatracił. Obecnie Montella głównie strzela sobie w stopy. Po prawie roku oczekiwania na kolejną, być może ostatnią poważną szansę, wrócił niejako do domu. Dostał arcytrudne zadanie – zakończyć sezon na miejscu gwarantującym Ligę Europy oraz zagrać w finale Copa Italia. Więc tak … spadł z Fiorentiną aż na 12 miejsce (absolutnie nie dające europejskich pucharów), a także odpadł z pucharu Włoch po porażce 2:1 z Atalantą. Do końca obecnego sezonu zostały cztery spotkania, niewiele wskazuje na to, że 44-latek zdoła w jakiś sposób poprawić grę swojego zespołu. Do tej pory nie udało mu się nawet wygrać, a poza Juventusem nie miał specjalnie trudnych rywali. Bo ciężko do takich zaliczyć Bologne oraz Sassuolo. W najbliższy weekend czeka go wyjazdowe starcie z niemal pewnym spadku Frosinone, wówczas będzie miał najlepszą możliwą okazję na przełamanie. Kontrakt Montelli z Fiorentiną obowiązuje do 2021 roku, ale jeśli w nowy sezon Vincenzo wejdzie z równym przytupem, z którym powrócił do Włoch, raczej nie doczeka jego dopełnienia. Coś nam mówi, że przed kibicami Violi nie jedna trudna chwila. 

Komentarze

arkadiusz-bogucki

Redaktor Serie A Polonia od lipca 2016 roku, fan calcio od najmłodszych lat.