Portugalski diament w koronie Starej Damy, czyli dwa lata CR7 w Juve

Portugalski diament w koronie Starej Damy, czyli dwa lata CR7 w Juve

Rok 2018, upalne wakacje. Klasyka, jakby nie patrzeć. Od ostatnich kilku lat lipiec i sierpień nie oszczędzały się w podkręcaniu temperatury. Dla fanów skwaru dobrze, a dla tych, co jednak gustują w chłodzie, nieco gorzej. Można mimo wszystko powiedzieć, lipiec jak co roku, bez szczególnego szału. Jednak nie dla wszystkich. Na przełomie czerwca i lipca 2018 roku ciągnęła się pewna, bardzo interesująca saga. Wiele osób zastanawiało się, co właściwie stanie się z jednym z najlepszych piłkarzy na globie. Czy Cristiano Ronaldo pozostanie w Realu? A może wróci do Manchesteru? Albo zasili szeregi innego dużego zespołu? Tak naprawdę, każdy chciał zobaczyć w swoich szeregach portugalskiego skrzydłowego. Ten swoją decyzję przeciągał, można powiedzieć, w nieskończoność, trzymając kibiców na całym świecie w niepewności.

W końcu, 9 lipca, w poniedziałek postanowiono przerwać milczenie odnośnie przyszłości CR7. Wtedy właśnie zrobił to Juvetus. Każdy – nie oszukujmy się, że nie – kto chce jak najlepiej dla włoskiej piłki czy klubu z Turynu, był zachwycony tą wiadomością. Ligę zasilił piłkarz, którego uważa się, obok Messiego, za najlepszego na świecie. Cóż, był to dzień, w którym wystrzelił nie jeden korek szampana. Zresztą i dobrze, bo było co świętować. Ten zakup miał jasny cel – triumf w Lidze Mistrzów. Trofeum, o którym marzy chyba każdy z fanów Juve. Stara Dama była przecież tak blisko podniesienie tego pucharu, jednak ich cele brutalnie zweryfikowała w 2015 roku FC Barcelona, a w 2017 Real Madryt.

Uwaga! Ten tekst to wychwalanie Cristiano Ronaldo! Jeżeli jesteś uczulony na pochwały i wychwalanie wspaniałych piłkarzy, zrezygnuj z dalszego czytania. Chociaż, możesz tego żałować.

Wielcy mistrzowi potrzebują wysokiej poprzeczki

W wypadku wielkich mistrzów, kiedy wyzwania stają się zbyt łatwe, decydują się oni podnieść sobie poprzeczkę. Tak też można skwitować ten transfer. Cristiano po trzech triumfach z rzędu w Lidze Mistrzów, mógł poczuć, że właściwie, to ta jego praca jest zbyt banalna i nie wymaga od niego tyle, ile od siebie oczekiwał. Trzy wygrane finały Realu, to przecież raptem trzy gole stracone, a aż osiem strzelonych. Odejście więc było zwyczajnym zwiększeniem obciążenia. Czy odpowiednim? Trudno powiedzieć. Z jednej strony Juventus co roku jest groźnym graczem w walce o najważniejsze trofeum Europy, jednak od przyjścia CR7 do drużyny nic w tym aspekcie nie zmieniło się na lepsze. Można nawet dopatrzyć się regresu. Przecież w zeszłym sezonie Stara Dama doszła raptem do ćwierćfinału. Jednak nie wieszajmy psów na Portugalczyku, bo do niego akurat pretensji mieć nie powinniśmy.

Co się natomiast tyczy krajowego podwórka. Ronaldo ma tutaj sporo zasług. W 58 spotkaniach ligowych udało mu się ustrzelić aż 47 bramek. Wynik zacny, milordzie. Cóż, w sumie dobrze definiuje posiadacza tego dorobku. CR7 to istna maszyna, świetnie naoliwiona i współpracująca we wzorcowy sposób z kolegami z zespołu. O czym mogą świadczyć wyniki – Superpuchar Włoch oraz wygranie Serie A. W obecnym sezonie klub z Turynu ma wiele problemów, jednak tu też nie powinniśmy się doszukiwać winy Portugalczyka. Czemu? 27 spotkań w lidze i 26 goli. Czego chcieć więcej? Daje tyle ile może. Mimo wszystkich kłopotów wiele wskazuje na to, że mistrzostwo Włoch spocznie ponownie w rękach Bianconerich. Jedyne, za co można sobie pluć w brodę to Puchar Włoch. Jednak nie jest to chyba aż tak wielka ogromna plama na honorze Cristiano Ronaldo.

Co dalej z Ronaldo w Juve?

Przed nami jeszcze przecież rozgrywki Ligii Mistrzów. Juventus ciągle jest w grze o najwyższe cele – trofeum. Konkurencja jest niemała, ale warto zacząć od podstaw. Porażka w pierwszym meczu z Lyonem stawia ogromny znak zapytania. Teraz do gry musi wejść Cristiano i wziąć zespół na swoje barki. Młody już nie jest, ale nadrabia to pracą. Grunt to żeby jego koledzy zechcieli doskoczyć do jego poziomu. Wtedy można będzie myśleć powoli o półfinale, finale, a może i o tytule.

Piłka nożna to sport drużynowy, tak więc sam CR7, jak Messi w Barcelonie, cudów nie zdziała. Subiektywnie, jako autor tekstu, uważam, że Cristiano zasługuje na pochwałę za to, co robi w klubie z Turynu. Na jego nieszczęście trafił w czas, w którym wiele innych postaci w jego drużynie gra jakby chciało, ale nie mogło. Po tych dwóch latach pozostaje mu życzyć finalnego zdobycia z Juve Ligi Mistrzów oraz jak najlepszych liczb, które jak dotąd są imponujące.

Garść statystyk:

82 spotkania
58 goli
17 asyst
1 Superpuchar
1 Scudetto

Komentarze

mateusz-skotny

Fan piłki włoskiej ogólnie pojętej od poczęcia. Interesuje się również ligą hiszpańską, muzyką i dobrym filmem.