Porażka Di Francesco, Ranieri na ratunek

Porażka Di Francesco, Ranieri na ratunek

Czas na drugą przerwę reprezentacyjną w tym sezonie jest również czasem reakcji władz niektórych klubów, które na różnych płaszczyznach nieoczekiwanie zawodzą. Jedną z największych sensacji początku rundy jesiennej w Serie A jest najgorszy w historii ligowych rozgrywek start Unione Calcio Sampdoria. W ciągu siedmiu kolejek włoskiego campionatu drużyna Eusebio Di Francesco zgromadziła zaledwie trzy punkty. Żaden klub nie zaczął gorzej – nigdy. Po czyjej stronie leży wina i jak sprawy wokół klubu z Genui mogły wpłynąć na zaistniałą sytuację?

Były trener Romy i Sassuolo, Eusebio Di Francesco, zalicza obecnie najgorszy moment swojej trenerskiej kariery. Porażka 0-2 z Hellasem Werona była ostatnim impulsem dla klubu, który zdecydował się na rozwiązanie kontraktu z trenerem za porozumieniem stron. Kiedy w czerwcu b.r. Di Francesco, uważany za przedstawiciela nowej fali piłkarskich szkoleniowców we Włoszech, obejmował posadę trenera Sampdorii, pojawiły się głosy twierdzące, że zespół Massimo Ferrero nie mógł trafić lepiej. Na tamten moment faktycznie, jednak obecna decyzja klubu jest w mojej ocenie słuszna i uzasadniona. Bilans Di Francesco był gorszy nawet od tego z początku pracy Marco Giampaolo (EDF 1 zwycięstwo, 6 porażek; MG 2 zwycięstwa, 1 remis, 4 porażki), a Sampdorii, zajmującej obecnie ostatnie miejsce w tabeli, brakuje trzech punktów do ekip, znajdujących się bezpośrednio nad ‚kreską’.

Następcą Di Francesco został Claudio Ranieri.

Zmiany taktyczne wprowadzone po odejściu Giampaolo nie dały pożądanego efektu. Lubiane przez byłego trenera Romy ustawienia 4-3-3 bądź 3-5-2 (w różnych konfiguracjach) zmieniły role niektórych graczy, którzy nie mogli odnaleźć się w nowej filozofii gry. Wielką bolączką Sampdorii Di Francesco była przewidywalność, brak kreatywności. Wiele razy ataki tej drużyny prowadzone były wyłącznie prawą flanką, a brak wsparcia dla napastników zmuszał ich do strzałów spoza pola karnego (przykład – przegrany 0-2 mecz z Napoli) lub kończył się szybką stratą futbolówki. W ostatnim meczu pod wodzą byłego już trenera Blucerciatich zespół cierpiał na problemy z wyprowadzaniem piłki po jej odzyskaniu i ogólny brak organizacji. Nie kleiło się nic. Ciężko było dopatrzeć się w grze tej drużyny pozostałości po etosie pracy w defensywie wypracowanym przez Giampaolo. Zamiast tego byliśmy świadkami takich „kwiatków” jak formowanie swoistego kwadratu czterech zawodników Sampdorii wokół gracza posiadającego piłkę (co zostawiało przeciwnikom wiele wolnych przestrzeni) lub rozpaczliwych przejść pomiędzy kryciem indywidualnym, a tzw. strefą. Niestety, pod wodzą 50-latka nic nie działało jak trzeba.

W naszej zapowiedzi przedsezonowej zaznaczaliśmy, że w porównaniu do rywali, mercato przeprowadzone przez Sampdorię może nie wzmocnić drużyny na tyle, aby powtórzyć ubiegłoroczny wynik w postaci 9. miejsca w lidze. Najłatwiej byłoby napisać, że Genueńczycy przespali lato pod kątem transferów i efekty widzimy teraz w praktyce. I tak, i nie. Prawda może leżeć gdzieś pośrodku, bowiem trudno jest ocenić, na ile problemy w defensywie zespołu Di Francesco polegały na błędnych założeniach taktycznych – być może nowy trener zorganizuje tę formację lepiej. Blucerchiati najwięcej transferów poczynili bowiem wśród obrońców, zapełniając lukę po odejściu Joachima Andersena. Ponownie, trudno nie oprzeć się innemu, zgoła odmiennemu wrażeniu, które dotyczy potencjału strzeleckiego. Ten, już na papierze nie wygląda dobrze. Emiliano Rigoni, nominalny skrzydłowy, lubiący zejścia do środka boiska – po półrocznej przygodzie z Atalantą w poprzednim sezonie, na siłę wystawiany przez Eusebio na pozycji środkowego napastnika. Manolo Gabbiadini, który grając w pięciu meczach tego sezonu, przez średnio 45 minut, strzela jednego gola. Federico Bonazzoli, na którego niespełna 5 lat temu, kiedy ten miał 18 lat, Sampdoria wydała 4,5 miliona euro. Pozostaje Gianluca Caprari, który nie należał do pierwszych wyborów trenera i Fabio Quagliarella, który po sezonie życia jest obecnie cieniem tamtego zawodnika. Od 36-letniego capocannoniere poprzedniego sezonu głupstwem byłoby wymagać podobnego tempa zdobywania bramek, zaangażowania i pracy, zważywszy na jego wiek, jednak jak mówił sam Fabio przed startem rozgrywek – „Mam pasję do tego co robię. Staram się brać udział w każdym treningu. Nie podobają mi się wymówki. Pracuję tak jak wszyscy”. 

Po siedmiu kolejkach nowego sezonu Quagliarella ma na koncie tylko jedną bramkę – z rzutu karnego.

Sampdoria oprócz zmiany człowieka odpowiadającego za wizję gry i taktykę, postanowiła wzmocnić także drugą linię, która pod wodzą Di Francesco nie grzeszyła pomysłowością. Wychowanek Romy i były gracz AC Milan, Andrea Bertolacci, dołączył do zespołu 8 października na zasadzie wolnego transferu. Będzie to powrót 28-latka na Luigi Ferraris, gdzie w latach 2012-15 oraz 2017-18 reprezentował barwy miejscowego rywala – Genoi. Pierwsze wypowiedzi pomocnika pokroju „Sampdoria jest teraz najważniejszą rzeczą dla mnie” wywołały niemałe poruszenie wśród kibiców.

Bertolacci podpisał z Sampdorią roczny kontrakt.

Otwartym tematem pozostaje wciąż sprzedaż klubu, która pośrednio może wpływać na atmosferę, jaka panuje w szeregach Sampdorii. W marcu b.r. Massimo Ferrero, który nie ukrywał nigdy swojej pasji do Romy, powiedział dziennikarzom: „Gdyby istniała możliwość kupna Giallorossich, zrobiłbym to natychmiast. W przeszłości mi to proponowano, ale wtedy nie mogłem robić takich szaleństw i nie przejmowałem się zbytnio piłką”. O klubie, którego właścicielem jest od 2014 roku mówił: „Wybudowałem nowe centrum sportowe, boiska dla bramkarzy i nowy hotel. Kupuję zawodników za 20-25 milionów, którzy często są perspektywiczni. Sprzedaję Sampdorię ponieważ nie mogę zrobić więcej, ale chciałbym zostać w świecie piłki”. To, jak istotne jest zaangażowanie głównego udziałowca klubu pokazuje przykład Rocco Commisso, który z wielką inicjatywą i oddaniem wypowiada się, a także działa na rzecz Fiorentiny od kwietnia tego roku (więcej o nim w moim artykule – klik). Z kupna klubu wycofało się w ostatnich dniach konsorcjum Calcioinvest, któremu przewodził Gianluca Vialli, były gracz Sampdorii, Juventusu i Chelsea. Głównym powodem niepowodzenia kilkumiesięcznych negocjacji była cena, której żądał Ferrero – 100 milionów €. Na dzień dzisiejszy nie ma we włoskich mediach pogłosek, które zwiastowałyby nowe, realne zainteresowanie przejęcia Sampdorii, porównywalne do Calcioinvest. Sam Vialli ma zostać na dniach głównym delegatem Włoskiego Związku Piłki Nożnej (FIGC).

„Pracowałbym z pasją, odwagą i pokorą, aby jak najlepiej reprezentować osoby związane z Sampdorią” – G. Vialli

Wczoraj klub za pośrednictwem swoich kanałów społecznościowych poinformował, że nowym trenerem Blucerciatich zostaje Claudio Ranieri. Włoski szkoleniowiec podpisał z Sampdorią 2-letni kontrakt i tym samym poprowadzi swój ósmy klub w Serie A. Mając w pamięci wydarzenia sprzed kilku miesięcy, kiedy były trener m.in. Interu czy Juventusu przejmował Romę po Eusebio Di Francesco, trzeba zaznaczyć, że w tym wypadku, przede wszystkim z uwagi na wczesny etap kampanii, Ranieri znajduje się w lepszej sytuacji. Od teraz można oczekiwać, że Sampdoria będzie miała swój system. Nowy trener zacznie najprawdopodobniej od ustawienia 4-2-3-1, aż do osiągnięcia zadowalającego optimum. Podczas swojej ostatniej, krótkiej przygody z Fulham (lis 2018 – lut 2019) Ranieri borykał się z podobnymi problemami w defensywie, pozostawionymi przez wcześniejszego trenera The Cottagers – Slavisę Jokanovicia. Tym razem, po transferach Murillo, Ferrariego i Chabota, sytuacja nie musi się powtórzyć. Wierzę, że znany z pozytywnego podejścia do wielu spraw Ranieri, wyciągnie Sampdorię z impasu, a co za tym idzie – zjedna sobie kibiców. Pierwszy test za tydzień, z Romą, na Luigi Ferraris. Na koniec ciekawostka:

Dilly ding, dilly dong!
Komentarze