Połówka już za nami! Podsumowanie pierwszej części sezonu 2018/19 w Serie A

Połówka już za nami! Podsumowanie pierwszej części sezonu 2018/19 w Serie A

Pierwsza część sezonu przeleciała niemiernie szybko i zawodnicy klubów Serie A cieszą się teraz kilkoma dniami wolnego przed rozpoczęciem rundy wiosennej, którą zaplanowano na 19 stycznia. Przed powrotem na obiekty na Półwyspie Apenińskim, postanowiliśmy podsumować pierwszą część sezonu 2018/19.

1. Największe pozytywne zaskoczenie (klub)

Łukasz: Parma. Jeszcze rok temu na starcie rundy rewanżowej Serie B, po przegranej z Cremonese była siedem punktów za miejscem dającym awans do elity. Campionato 2017/18 skończyła jednak w pierwszej dwójce bezpośrednią promocję uzyskując po ostatniej kolejce sezonu zasadniczego. Obecnie jest najlepszym z beniaminków, który spokojnie utrzymuje dystans nad strefą spadkową, a i od czasu do czasu potrafi sprawić niespodziankę (wygrana z Interem czy Violą – obie na wyjazdach). Klub prowadzony jest z pomysłem bez przesadnej rozrzutności, a bilans letnich zakupów zdecydowanie wychodzi na plus, najlepsze przykłady to Roberto Inglese, Gervinho, Luigi Sepe, Leo Stulac czy Riccardo Gagliolo. Każdy z nich stanowi o sile zespołu. Środek tabeli w tym sezonie to będzie dobre osiągnięcie i bardzo solidny fundament pod budowę drużyny, która w przyszłości może sprawić jeszcze wiele pociechy bywalcom Ennio Tardini. Taki scenariusz chcieli wprowadzić np. we Frosinone i pozostaje im tylko spoglądać z zazdrością na to jak dobrze wykonują swoją pracę w Emilii-Romanii.

Arkadiusz: Moim zdaniem Sampdoria. Zespół, w którym miejsce znalazło trzech Polaków (chociaż wiele wskazuje na to, że w rundzie rewanżowej będzie o jednego mniej – Dawida Kownackiego) zakotwiczył na siódmym miejscu w tabeli, ale ze stratą zaledwie trzech punktów do czwartego Lazio. Chociaż trzeba uczciwie przyznać Doria już w poprzednim sezonie wysyłała sygnały wskazujące na znacznie wyższe ambicje, niż środek tabeli. W tych rozgrywkach, głównie dzięki fenomenalnej formie nieśmiertelnego Fabio Quagliarelli, pokazują czołówce: „Halo. Halo. My też chcemy zagrać w Europie”. Uważam że, rewelacyjnym potwierdzeniem ich możliwości był mecz z początku września. Wówczas żołnierze Marco Giampaolo rozgromili Napoli, nie pozostawiając drużynie gości żadnych złudzeń, co do tego kto był lepszy tamtego dnia. Należy tylko liczyć, że w najbliższych tygodniach nie będzie wyprzedaży w klubie, a także ciężkich kontuzji podstawowych graczy Sampy, wtedy prezydent klubu Massimo Ferrero będzie mógł najprawdopodobniej cieszyć się widokiem jego drużyny w strefie pucharowej. Jeśli zostaną czarnym koniem i skończą tuż za podium, do którego dzieli ich tak niewiele, będzie to historia na miarę tej z najlepszych hollywoodzkich filmów. A takie lubimy najbardziej.

Mateusz: Parma w obecnym sezonie zaskoczyła mnie najbardziej. Beniaminek z niemałą historią wdarł się się do Serie A bez kompleksu, pokazując że każdy nawet uznawany za zdecydowanie lepszego rywal musi się z nimi liczyć. Udowadniał to w spotkaniach z Interem czy Fiorentiną, które udało im się wygrać, a do tego, co warto zaznaczyć, oba te mecze rozgrywali jako goście. Roberto Inglese, Gervinho czy Luigi Sepe pokazują że klub wiedział co chce osiągnąć i że potrafi robić przemyślane zakupy. Trójka tych zawodników pokazała w tym sezonie nie jednokrotnie swoją wartość.

2. Największe negatywne zaskoczenie (klub)

Łukasz: AS Roma. Od klubu, który przez ostatnie pięć sezonów ani razu nie kończył rozgrywek poza podium, a w maju dodał do tego także półfinał Ligi Mistrzów należy oczekiwać dużo lepszych wyników niż porażki z Bolonią, Spal, a także bardzo wstydliwe remisy z ekipami pokroju Chievo czy Cagliari. To co zagrało w Parmie zupełnie zawiodło w Rzymie – mowa oczywiście o letnich transferach. Dopiero pod koniec zeszłego roku Bryan Cristante czy Nicolo Zaniolo zaczęli pokazywać, że faktycznie przyszłość należy do nich. Nieliczne przebłyski miał Justin Kluivert. Ale jedynym przy którym już teraz można postawić duży znak plus pozostaje Robin Olsen. To też świadczy o sile zespołu skoro musiał go wielokrotnie ratować bramkarz grający do tej pory jedynie w Danii i chwilę w Grecji. Z drugiej strony tacy gracze jak Steven Nzonzi, Javier Pastore czy Ivan Marcano to totalne flopy. Ten ostatni nie dostał co prawda zbyt wielu szans, ale skoro już w przedbiegach przegrywa rywalizację z Federico Fazio w obecnej formie to musi być jeszcze gorszy. W rundzie rewanżowej podopieczni Di Francesco mają minimalny (jeśli jakikolwiek) margines błędu. Miejsce poza pierwszą czwórką będzie ogromną wywrotką dla projektu Pallotty i Monchiego. Roma jeszcze nie może sobie pozwolić na choćby rok bez pieniędzy z Ligi Mistrzów.

Arkadiusz: Kolega Łukasz wymienił już Romę, więc nie będę kopał leżącego. Wypowiem się na temat dwóch ekipach okupujących najniższe miejsca w tabeli Serie A. Chievo i Frosinone, bo o nich mowa, to dwie najbardziej dołujące drużyny w tym sezonie. Gdyby nie udany grudzień, wstającej nawet nie z kolan, a z parteru drużyny mającej siedzibę w Weronie, której dodatkowo komisja ligi nałożyła karę minus trzech punktów, dziś mówilibyśmy, że to najgorsza ekipa w historii ligi! Gorsza nawet od legendarnego już Benevento z minionych rozgrywek. To samo tyczy się Frosinone, które psim swędem, dzięki wspomnianej już karze nałożonej na podopiecznych Domenico di Carlo, samo nie jest czerwoną latarnią. Jeśli, któraś z tych dwóch ekip, jakimś cudem utrzyma się w Serie A, będzie to nieprawdopodobny comeback. Przecież po 19 spotkaniach obie mają tylko jedno zwycięstwo na swoim koncie. Mamma Mia!

Mateusz: Najbardziej zaskoczyła, oczywiście negatywnie, mnie Bologna. Celem na sezon drużyny z Emilii-Romanii na obecny sezon miał być środek tabeli ligowej, jednak rzeczywistość brutalnie weryfikuje plany klubu z Bolonii. Drużyna zajmuje już 18 lokatę a jej największym problemem jest skuteczność w ofensywie. Napastnicy ekipy Inzaghiego nie mogą narzekać na brak okazji strzeleckich, jednak nie potrafią ich wykorzystać. Ten problem mogliśmy zaobserwować chociażby w meczu z Milanem, w którym Bologna miała kilka bardzo dobrych okazji, ale raz zabrakło szczęścia albo następnym razem pomysłu. Palacio natomiast ma już swoje lata co bardzo widać na boisku. Kiedy napastnik dostawał już piłkę pod swoje nogi to nie dawał rady dobiec do bramki, bo ktoś zawsze zdołał go dogonić.

3. Kto zagra w przyszłym sezonie w Lidze Mistrzów?

Łukasz: Juventus, Napoli, Inter i Roma. Pierwsza trójka zostanie moim zdaniem na swoich miejscach do końca rozgrywek. To w tej chwili najmocniejsze kadrowo kluby w Italii i tylko kataklizm może sprawić, że Partenopenei czy Nerazzurri nie zagrają w przyszłym sezonie w Lidze Mistrzów. Romę wymieniam bo jej kibicuję, innego argumentu znaleźć póki co nie mogę. Ale jeśli faktycznie ma przeskoczyć Lazio oraz Milan to musi w styczniu poczynić lepsze ruchy niż dwaj rywale. I odzyskać formę Edina Dżeko.

Arkadiusz: Nie będę teraz szukał na siłę kwadratury koła jeśli chodzi o pierwsze trzy zespoły. Myślę że zostanie tak jak jest w tym momencie. Juventus, Napoli i Inter, dokładnie w tej kolejności. A jeśli chodzi o to miejsce tuż za podium to mam spory ból głowy, kogo wytypować. Nie wierzę po zeszłorocznej wpadce w Lazio, zwłaszcza że nie są w lepszej formie niż wtedy. Milan żyje od kryzysu do kryzysu i nie zapowiada się, żeby w tym wypadku miało się coś zmienić. Coś pod skórą mówi mi, że Roma powróci na dobre tory i rzutem na taśmę wskoczy na ostatnie miejsce dające możliwość gry w Lidze Mistrzów. A od siebie dodam, że znacznie chętniej widziałbym tam Sampdorię lub Atalantę, które swoją grą dają się polubić i niewykluczone, iż tak właśnie się stanie. Na pewno byłoby to ciekawe urozmaicenie.

Mateusz: Juventus, Napoli i Inter to najpewniejszy wybór i do takiej trójki nikt nie ma wątpliwości. Jednak czwarty zespół, który awansuje do Ligi Mistrzów to jedna wielka niewiadoma. Ja obstawiałbym Romę. Rzymski klub w styczniowym okienku transferowym planuje kilka poważnych wzmocnień swojej drużyny. Po odejściu Kevina Strootmana czy Nainggolana, w środku pola Rzymian mogliśmy oglądać jedną wielką dziurę, jednak w tym okienku najprawdopodobniej zostanie ona zapełniona.

4. Najlepszy włoski trener 2018 roku:

Łukasz: Massimiliano Allegri. Poprzedni sezon zakończył z kolejnym już dubletem na koncie, a tą rundę z rekordem punktowym. Jego Juventus na przestrzeni minionych dwunastu miesięcy ugrał w lidze 101 punktów. Najwięcej w Europie. Niewiele też zabrakło by jego ferajnie udała się rimonta dekady i odrobienie z nawiązką 0:3 z Realem w Madrycie. Capolavoro, czapki z głów.

Arkadiusz: Nie był to delikatnie mówiąc rok reprezentacji Włoch, więc Roberto Mancini odpada. Poza półwyspem Apenińskim, także żaden włoski szkoleniowiec na wiosnę nie miał przyjemności podnieść trofeum ani za zwycięstwo w Lidze Mistrzów ani w żadnej z top 5 lig europejskich. Stawiam więc na Maurizio Sarriego. Trochę to nagroda pocieszenia, ale na jakąś na pewno zasłużył. Jeszcze w Napoli osiągnął niebywały wynik, z dużo słabszą kadrowo drużyną niż Juventus Maxa Allegrego. Po przeprowadzce do Anglii zmienił nudną Chelsea Antonio Conte w zespół grający znacznie efektowniej i trzyma się tam pierwszej czwórki tabeli. A gdyby nie lekki kryzys ciągnący się od połowy grudnia, wyglądałoby to jeszcze lepiej. Takie jest moje zdanie, choć oczywiście należy również bić pokłony pracy trenerowi Starej Damy.

Mateusz: Najlepszym włoskim trenerem minionego roku okrzyknąłbym Maurizio Sarriego. Dlaczego? Kierowanie Juventusem nie wymaga tak wielkiego wysiłku dużo jak wyszlifowanie Napoli, a w sezonie 17/18, klub spod Wezuwiusza gonił silniejszego kadrowo rywala prawie do końca sezonu. Sarri dał bardzo dużo Neapolitańczykom i postawił grunty pod budowę kolejnej potęgi w Europie. Teraz Carlo Ancelotti będzie musiał tylko nie zmarnować potencjału zasianego w Neapolu.

Komentarze