Neapolitański poker

Neapolitański poker

W środowym meczu Polska – Finlandia, jedną z bramek zdobył Arkadiusz Milik. Nie byłoby w tym nic zaskakującego, gdyby nie fakt, że jest w wąskim gronie piłkarzy grających i strzelających dla swojej reprezentacji, którzy jednocześnie w swoim klubie nie są nawet zgłoszeni do rozgrywek krajowych. A już na pewno na najwyższym poziomie nie znajdziemy takiego przypadku.

Koniec to początek

Na początku wiosny, gdy media ogłosiły, że Milik nie przedłuży wygasającego za rok kontraktu, właściciel Napoli Aurelio de Laurentiis wściekł się. Status naszego napastnika w klubie może daleki był od przypadku Maradony, Higuaina, Cavaniego. Jednak boss Partenopeich widział go w swojej wizji klubu na następne lata, proponując przedłużenie kontaktu. Nasz rodak, kuszony przez Maurizio Sarriego dołączeniem do Juventusu, odmówił jednak De Laurentiisowi. W rzymskim biurze włoskiego filmowca temperatura zrobiła się gorętsza niż swego czasu w Pompejach. Do Juve? I jeszcze po tym jak dwukrotnie otrzymał szansę na odbudowanie się po koszmarnych kontuzjach?

Letnie kino

W ostatnich miesiącach nasz napastnik był łączony z kilkoma klubami z Italii, jak i z czołowych lig europejskich. Najbliżej był Juventus, Atletico Madryt, a w ostatnim miesiącu AS Roma i rzutem na taśmę Fiorentina. Za każdym razem, gdy wydawało się, że Polak opuszcza już spaloną ziemię w Neapolu, to zawsze coś stawało na przeszkodzie. Pal licho zaporowe ceny De Laurentiisa. W końcowym rozrachunku udawało się nawet zmniejszyć. Nieważne, że czasami należał do wymian trójstronnych. Może by i doszły do skutku gdyby nie… no właśnie, chciałoby się powiedzieć, że decydowały detale.

Oczywiście w innych okolicznościach byłyby dosyć istotne aspekty, ale nie w przypadku gdy Polak stał w zasadzie pod ścianą. Naszemu rodakowi coraz wyraźniej roztaczała się wizja sezonu spędzonego w towarzystwie znakomitych gości w loży VIP na San Paolo. Zakaz pojawiania się w Castel Volturno, indywidualne trenowanie. A to wszystko sezon przed EURO. W takim przypadku więc w zasadzie każda opcja ucieczki spod Wezuwiusza była by dobra.

Niebezpieczna gra

Milik miał dosyć już współpracy z ADL na jego twardych zasadach. Tym bardziej, że tajemnicą poliszynela jest to, że zawodnicy przychodzący do Napoli podpisują kontrakt grubości encyklopedii, w którym idą na duże ustępstwa wobec swojego szefa. Wszelkie prawa do wizerunku oddają firmie Filmauro (co czasami skutkowało odgrywaniem 3 planowych ról w filmach De Laurentiisa). Będąc obwarowanym wieloma przepisami, których w innych klubach się nie spotyka. Ich złamanie kończy się spotkaniem ze prawnikami bossa na sali sądowej, będąc oskarżonym o narażenie na szwank wizerunku klubu. Nie wspominając o wysłuchiwaniu oskarżeń pod swoim adresem w mediach przez krewkiego prezydenta.

Początkowo ADL próbował jeszcze przekonywać Milika do zmiany decyzji, podnosząc jego pensję ponad dwukrotnie. Gdy Polak znów odmówił, Włoch oświadczył, że dla jego dobra powinien odejść w „letnim” okienku, gdyż więcej w Napoli nie zagra. Powrócił także temat sprawy buntu z listopada 2019 roku, w którym Arek uczestniczył i „naraził na szwank wizerunek klubu”. De Laurentiis zasugerował, że sprawa ponownie trafi na salę sądową. Dodatkowo, kością niezgody między oboma dżentelmenami jest reklamowanie przez Milika jego własnej restauracji w Katowicach.

Pomimo, że kto jak kto, ale ADL ma głowę do interesów, to był w stanie poświęcić pieniądze z ewentualnej sprzedaży Milika i podjął z naszym zawodnikiem grę na wyniszczenie. Grę, którą niespodziewanie Milik podjął.

Rok w loży VIP?

W międzyczasie klub z Kampanii nie próżnował. Do ataku neapolitańczyków dołączył Andrea Petagna. Pozyskany ze SPAL silny napastnik miał być jednak tylko zmiennikiem dla nowej gwiazdy. Victor Osimhen, 21-letnia nadzieja Nigerii, europejskiej piłki, człowiek na którego De Laurentiis wydał ponad 70 mln euro. Stało się jasne, że dołączając do tego grona legendę klubu, Driesa Mertensa, Arek jest mniej więcej 4 napastnikiem w kolejce. Chociaż nawet gdyby tych trzech przed nim miało by być niezdolnym do gry, to prędzej zagrałby Lozano, czy niechciany Llorente.

Gdy w poniedziałek zamknęło się okienko i było wiadomo, że ani Juventus, ani Roma, ani Viola, ani tym bardziej kluby zagraniczne nie przygarną Polaka, wszyscy pukali się w czoło. Cóż on zrobił? Rok w plecy, Euro przed TV a i jeszcze w Neapolu nie ma co się pokazywać. Trzeba jednak trochę wziąć w obronę naszego rodaka. Juventus, który nawet mimo zwolnienia Sarriego nadal widział go w składzie, stracił cierpliwość do przeciągających się negocjacji. Atletico wycofał się jeszcze na wiosnę. Ofertę pozostałych klubów podobno odrzucił Polak. Uznał, że chce odejść na swoich warunkach, nie będą przymuszonym do przedłużania kontraktu z Napoli, by odejść na zasadzie wypożyczenia. Takie rozwiązanie powodowało by, że ta sama historia wróci za rok.

Dla większości kibiców w Polsce i we Włoszech Milik stał się obiektem drwin i żartów. O tym, jaki to nie jest pazerny pewnie nawet dowiaduje się na każdym kroku. Jeśli jednak spojrzymy na tą sytuację szerzej, może się wydawać, że Arek dużo ryzykuje, jednak w styczniu to on może być zwycięzcą tej sytuacji. Przypomnijmy, że zimowe okienko zaczyna się w tym sezonie szybciej, dodatkowo może być kilka przerw spowodowanych COVID-19, co skończy się tym, że tak dużo grania Polaka nie ominie.

Kto wygra tę partię?

Szef Partenopeich nie znosi sytuacji gdy ktoś mu się sprzeciwia. Jego zapędy dyktatorskie znają wszyscy we Włoszech. Gdy się zdenerwuje jest w stanie nawet poświęcić swoje pieniądze i ukarać buntownika brakiem gry, jednocześnie rezygnując z ewentualnego zarobku na jego transferze. Klub pod kątem finansowym jest jednym z lepiej zarządzanych w Italii, więc stać prezydenta na taki rodzaj kary. Jednak jeśli okaże się, że uparty Milik, który nadal będzie pobierał pensję, ma zimą podpisać kontrakt z nowym klubem i odejść w czerwcu za darmo, to lepiej sprzedać go chociaż za 10-15 mln euro. Dzięki temu uwolni księgowość klubu od wypłacania mu pensji za bieganie wzdłuż plaż Neapolu.

Obaj postawili wszystko na jedną kartę, grają jak wytrawni pokerzyści, którzy do samego końca chcą złamać i oszukać swojego przeciwnika. Trzeba jednak przyznać że jeden i drugi pokazują w swoich decyzjach, że mają „grande palle”. Nadchodzące miesiące mogą być bardzo trudne dla Milika, nie będzie to dla niego na pewno łatwa sytuacja. Lepsze karty w ręku i możliwości ma oczywiście De Laurentiis, chociaż już w kuluarach się mówi, że kilka klubów ponownie zarzuci sieci na Arka w styczniu, nawet mimo 3 miesięcznego rozbratu z piłką. Będzie łakomym kąskiem do wyciągnięcia, za zdecydowanie mniejsze pieniądze niż latem. Tylko jedno jest w tej sytuacji pewne – na pewno nie usłyszymy już na San Paolo Decibela Belliniego, krzyczącego po zdobytej bramce swoje słynne “Arrkadiuszooo”.

Jeżeli doceniasz naszą pracę i chcesz dołożyć się do rozwoju strony, to zapraszamy do wsparcia na Patronite. Za każde wsparcie z góry bardzo dziękujemy!

Komentarze
Arkadiusz Milik - photo by 90min.com