Najlepsza jedenastka stycznia w Serie A

Najlepsza jedenastka stycznia w Serie A

Pierwszy miesiąc w 2020 roku za nami, więc czas na naszą najlepszą jedenastkę poprzedniego miesiąca w Serie A!

Gianluigi Donnarumma (AC Milan)

Gianuligi Donnarumma

Młody bramkarz Rossonerich może zaliczyć początek nowego roku do udanych. Jego zespół wygrał 5 z 6 meczów rozgrywanych w styczniu, a jemu udało się aż trzy razy zachować czyste konto, będąc jednym z najlepszych zawodników Milanu w meczach z Brescią oraz Cagliari. Dostał także nauczkę, że nie warto bawić się w Neuera przed polem bramkowym, prezentując gola graczom Udinese.

Theo Hernandez (AC Milan)

Zdjęcie

 

Drugi zawodnik Milanu w tym zestawieniu, to na razie najlepszy gracz tego zespołu w tym sezonie i styczeń tylko to potwierdził. Były lewy obrońca Realu Madryt, który dołożył po jednym trafieniu w Coppa Italia ze SPAL i lidze z Udinese, oraz zaliczył jedną asystę. Dzięki temu stał się najlepszym strzelcem swojej drużyny. W defensywie również sprawował się solidnie i dzięki temu już trzeci raz ląduje u nas w jedenastce.

Francesco Acerbi (S.S. Lazio)

Francesco Acerbi

Szef defensywy Biancocelestich kolejny raz udowadnia, że jest aktualnie jednym z najlepszych defensorów w lidze. Bardzo pewny, dobrze czytający grę przeciwnika i wpierający swoich kolegów. To dzięki niemu Lazio może pochwalić się drugą najlepsza defensywą w Serie A. Dołożył również kolejną bramkę i to dającą remis w meczu derbowym z Romą, choć złośliwi powiedzą, że stał tylko w dobrym miejscu dostając prezent od Lopeza.

Stefan De Vrij (Inter)

Stefan De Vrij

Choć Inter jako drużyna nieco spuściła nogę z gazu, przez co spadła na 2 miejsce w tabeli, to Holender nadal trzyma poziom, który prezentował w rundzie jesiennej. Cały czas jest najpewniejszym punktem w defensywie drużyny Antonio Conte. Jego stabilna forma pozwoliła mu po raz kolejny trafić do naszej jedenastki.

Davide Santon (AS Roma)

Davide Santon

Jeden z największych pechowców w Serie A wrócił w połowie stycznia po ponad miesięcznej nieobecności ze swojej 11 kontuzji w karierze. Trafił na ciężkie mecze, gdyż wszedł z ławki Coppa Italia z Juventusem oraz zaczął mecz od pierwszej minuty w derbach stolicy Włoch. W obu meczach zaprezentował się naprawdę dobrze, solidny w defensywnie i podłączający  się do akcji ofensywnych. Jeżeli kolejny raz nie złapie w tym sezonie jakiegoś urazu, może się bardzo przydać Giallorossim w walce o awans do Ligi Mistrzów.

Gaetano Castrovilli (Fiorentina)

Zdjęcie
Młody Włoch może zaliczyć z całą pewnością obecny sezon do udanych. Mimo, że Fiorentina zawodzi po całej linii, to Gaetano wygląda naprawdę dobrze. Filmiki, na których możemy podziwiać niesamowite umiejętności pomocnika już widnieją w internecie. Ponadto Castrovilli, poza umiejętnością kiwania i efektownych sztuczek, posiadł naturalną zdolność przeglądu pola. Wystarczy mu zaledwie jedno, czy dwa spojrzenia na ustawienie kolegów i już wie jak zagrać i ustawić się, tak, żeby akcja mogła dynamicznie przesuwać się na przód. Jest to gracz, który jest motorkiem napędowym w taktyce Violi  i grze z kontrataków. Niezastąpiony piłkarz dla klubu z Florencji.

Piotr Zieliński (Napoli)

Zdjęcie
Polak, który w zeszłym miesiącu podbił serca Neapolitańczyków. Czemu? Wszystko dzięki jednemu faktowi, a mianowicie trafieniu otwierającym spotkanie z odwiecznym rywalem – Juve. Starcia Napoli z Juventusem przeszły już do legendy. Może i oba zespoły nie prezentują poziomu jak przez ostatnie lata, jednak starcie to miało i tak rangę starcia tytanów w Italii. A w nim, jedną z kluczowych ról odegrał właśnie Zieliński. Przez całe spotkanie pokazywał, że jest aktualnie najjaśniejszą postacią swojej drużyny, a zapieczętował wszystko golem. Ponadto udało mu się w styczniu, w starciach z Lazio i Sassuolo zaliczyć dwie asysty. Co jak co, warto go wyróżnić za ten miesiąc, każdy kto oglądał grę Napoli powinien się z tym zgodzić.

Sandro Tonali (Brescia)

Zdjęcie

Wybór Sanro może i nie jest tym najbardziej oczywistym, jednak ciężko wskazać kogoś, kto grałby w styczniu tak dobrze jak młody Włoch. Tonali w styczniu może nie powala wynikami czy statystykami, jednak warto go wyróżnić ponieważ, mimo niedomagających kolegów z zespołu, potrafił wykreować bardzo dużo dogodnych sytuacji, a do tego dołożyć stabilną dość grę w defensywie.

Josep Ilicić (Atalanta)

Zdjęcie

Josip Ilicić jest piłkarzem dziwnym. Mimo bycia w tej lidze od 10 lat, mimo tego, że praktycznie co sezon robi łącznie 10 goli i asyst (nie udało mu się to tylko trzy razy), ale szczyt formy osiągnął w Atalancie. Zaczął swoją przygodę z Azzurimi od osiągnięcia życiówki – 12g/7a. Na przełomie 2018 i 2019 roku, gdy tercet Papu Gomez – Cristian Zapata – Josip Ilicić zamiatało całą Serie A, sprawiając, że cały świat zaczął doceniać ultraofensywny styl gry podopiecznych Gian Piero Gasperiniego. To się nadal dzieje, bo Atalanta jest drużyną, która strzela najwięcej goli i ma przewagę nad drugim w tej klasyfikacji Lazio o SIEDEM bramek a nad trzecim Interem aż TRZYNAŚCIE.

Obecny klub Słoweńca kocha pogromy. Tylko w tym sezonie cztery razy wygrywali ponad pięcioma bramkami, a dwukrotnie trafiali do bramki przeciwnika siedmiokrotnie. W jednym meczu! Połowa z tych rzezi miała miejsce w styczniu, a głównym katem nieszczęśników był przeważnie właśnie Ilicić. Bilans wbija w ziemię. 4 spotkania – 6 bramek. I to jakich! Z Torino w dwie minuty najpierw huknął z wysokości połowy boiska, genialne wykorzystując fakt, że bramkarz drużyny przeciwnej wyszedł zbyt daleko do przodu, a później kompletując hattricka dzięki świetnemu balansowi ciała, który pozwolił mu nie zahaczyć o ofsajd. O ironio, gdy ogólnoświatowy hype na Atalantę opadł, ta zaczęła grać jeszcze efektowniej i ładniej niż ostatnio. Jesteśmy trochę po połowie sezonu, a Słoweniec już osiągnął rekordową dotychczas dla niego sumę 19 bramek i ostatnich podań.

Ciężko nie kibicować drużynie z Bergamo. Są jak banda licealistów, która przyszła na orlik i postanowiła się pobawić z podstawówką. I cieszą się przy tym nie tylko oni, ale i również kibice, jak i bezstronni kibice, którzy przypadkowo włączyli ich mecz. I oby grali tak jak najdłużej.

Cristiano Ronaldo (Juventus)

Zdjęcie

Cristiano Ronaldo wybitnym piłkarzem jest. Wie to chyba każdy nawet ci nie śledzący piłki nożnej na żywo. Portugalczyk nie omieszkał się nam tego przypomnieć w styczniu i wszedł w ten miesiąc jak w masło. Cagliari, które mimo tego, że w poprzednich dwóch kolejkach dostało w czapę, to nadal było tą samą ekipą, która fenomenalnie rozpoczęła sezon i zachwyciła Italię. Juventus jednak nie okazał się drużyną, na której drużyna z Sardynii miała się przełamać. Wręcz przeciwnie, została ona rozbita przez Starą Damę na drobny mak. I to właśnie Portugalczyk miał w tym ogromny udział, biorąc udział przy wszystkich czterech golach (hat-trick i asysta). Po tym perfekcyjnym spotkaniu przyszła chwila na oddech, w postaci meczu z Romą (jedynie bramka, na dodatek z karnego). Takiej samej taryfy ulgowej nie dostał jednak ich kolejny rywal, Parma. Ronaldo znów wziął sprawy w swoje ręce, strzelając dwa jedyne gole Bianconerich w tamtym spotkaniu. Najpierw oddał silny strzał z krawędzi pola karnego, który po rykoszecie zaskoczył Luigiego Sepe. Gdy kolejny, po podaniu Dybali, raz znalazł się z piłką w polu karnym, nic sobie nie robił z faktu, że otaczało go praktycznie czterech oponentów i z zimną krwią posłał piłkę na długi słupek. Do tego dorzucił honorowe trafienie w Neapolu, gdzie Stara Dama uległa piłkarzom Gennaro Gattuso. Ostatnio, z Fiorentiną, Cristiano zdobył 49. i 50. bramkę w 70 meczach w barwach Juventusu. Ile czasu potrzebowali na to pozostali piłkarze obecnego mistrza Włoch z takim dorobkiem bramkowym? Średnio 147 spotkań. Ponad dwa razy więcej od Portugalczyka.

W słowniku Cristiano Ronaldo nie występuje chyba słowo “sufit”. Regularnie zaskakuje on wszystkich swoimi umiejętnościami i formą. Mimo już 35 lat na karku nadal nie zwalnia i nie zanosi się na to, by miał to zrobić.

Ante Rebić (AC Milan)

Zdjęcie

Ante Rebić po wypożyczeniu z Eintrachtu do Milanu od początku nie miał łatwo. Z rewelacyjnej trójki Rebić-Haller-Jović to właśnie Chorwat najdłużej czekał na zmianę klubu. No i cóż, początek we Włoszech miał fatalny. W swoim debiucie, gdy wszedł na całą drugą połowę meczu z Hellasem, wyglądał, jakby pierwszy raz miał piłkę przy nodze i nie miał pojęcia, kim są jego koledzy z zespołu. Na dokładkę, oddał porażającą liczbę ZERA strzałów. Zero, null. Przez prawie 45 minut. W kolejnym, derbowym spotkaniu udało mu się powąchać murawę przez zaledwie siedem minut i… nadal nie oddał strzału. Do trzech razy sztuka? No właśnie nie, bo mimo 12 minut spędzonych na boisku, Rebiciowi nadal nie udało się chociaż spróbować zagrozić bramce rywala. Poskutkowało to pozostaniem na ławce w kolejnych dwóch spotkaniach. Wrócił na 10 minut w zremisowanym spotkaniu z Lecce i – uwaga, przełom! – udało mu się uderzyć na bramkę oponenta. Stefano Pioli nie docenił jednak wybitności Chorwata i ten drugi znów w kolejnych dwóch kolejkach znalazł się jedynie w kadrze. Później trochę ponad półtorej godziny w trzech prestiżowych spotkaniach – z Lazio, Napoli i Juventusem. Wyczerpał tym samym cierpliwość trenera Rossonerich, a Ante czekał praktycznie pięć kolejek, by znów móc zameldować się na boisku (na minutę z Cagliari).

I teraz przychodzi prawdziwy game-changer, sytuacja, której nie spodziewał się absolutnie nikt, a już na pewno nie kibice Milanu.

Rebić wchodzi w meczu z Udinese na drugą połowę i strzela gola. Ba, nawet dwa. Tego drugiego w ostatnich sekundach spotkania i to w sposób bliźniaczo podobny co Alessio Romagnoli rok temu. Nie zdobył w ten sposób jednak wystarczającego kredytu zaufania u menedżera, tak więc nie miał pewności, czy zagra z Brescią. Udało mu się, wszedł na pół godziny. Nie minął kwadrans i znowu zaskoczenie – Chorwat strzela kolejnego gola dającego Rossonerim upragnione trzy punkty.

Teraz Ante Rebicia czeka prawdziwy test. Czy fantastyczny styczeń to jedynie lekki skok formy, czy znak, że zawodnik jest gotowy walczyć o miejsce w wyjściowej jedenastce? Czas pokaże.

Tekst współtworzyli: Mateusz Motyliński, Mieszko Pugowski i Mateusz Skotny.

Komentarze