Najbardziej niespodziewani mistrzowie w historii Serie A

Najbardziej niespodziewani mistrzowie w historii Serie A

W poprzednim sezonie przez długi okres czasu realne wydawało się zdetronizowanie Juventusu przez Lazio, które posypało się dopiero po wznowieniu rozgrywek i ułatwiło Starej Damie zdobycie kolejnego scudetto. Co prawda, wygrana Orłów byłaby niespodziewana, ale jednak daleko byłoby jej do miana sensacji, jako że to klub od lat będący w czołówce Serie A. W ligowej historii są jednak kluby, które potrafiły zupełnie nieoczekiwanie, na jeden sezon, zdominować ligowe rozgrywki i zakończyć je scudetto. Czas przypomnieć sobie kilka takich historii.

Casale F.B.C – mistrzostwo w sezonie 1913/14

Zapewne niewielu z Was mówi cokolwiek nazwa tego niewielkiego, ulokowanego w Piemoncie klubu, który obecnie występuje na czwartym poziomie rozgrywkowym w Serie D. Początki zespołu są jednak imponujące. Klub powstał w 1909 roku, a już cztery lata później został pierwszą ekipą, której udało się pokonać angielski zespół. Reading, które przyjechało do Włoch na małe tournee, pokonało znacznie mocniejsze wówczas Milan czy Pro Vercelli, ale nie dało rady pokonać Casale, które wygrało 2:1. Nerostellati  imponowali również w lidze, najpierw wygrali swoją grupę północną, a później w starciu finałowym pokonali Lazio, które było wówczas mistrzem grupy południowej i tym samym zdobyło swoje jedyne mistrzostwo w historii. W kolejnych latach Casale co prawda pozostawało na poziomie Serie A, jednak spadało coraz niżej i niżej. Po raz ostatni na najwyższym poziomie rozgrywkowym zagrało w 1934 roku. Ostatnie lata to już ogromne finansowe problemy, które kończyły się bankructwami. W klubie wyszli jednak na prostą i od czterech lat występują na poziomie Serie D, gdzie w tamtym sezonie zajęli nawet wysokie, czwarte miejsce.

FBC Casale – historia pewnego mistrzostwa

U.S.D Novese – mistrzostwo w sezonie 1921/22

Podobnie jak Casale, również w przypadku Novese można mówić o błyskawicznym sukcesie, po których przyszły lata bałaganu. Klub powstał w 1919 roku, a już trzy lata później świętował zdobycie swojego pierwszego scudetto. Jak to możliwe? W tamtych czasach nie było aż tylu lig co dzisiaj, więc po powstaniu, Novese od razu trafiło od ówczesnej drugiej ligi, którą już w pierwszym sezonie gry całkowicie zdominowało i imponującym stylu wywalczyło awans do Serie A. Szybki awans nie speszył ekipy ze Stadio Costante Girardengo. Drużyna najpierw wygrała swoja grupę piemoncką, potem również bez większych problemów uporała się przeciwnikami w swojej półfinałowej grupie, co pozwoliło im awansować do wielkiego finału. Tam przeciwnikiem była ekipa Sampierdanerenese. W pierwszym spotkaniu padł bezbramkowy remis, natomiast w rewanżu Novese wygrało 2:1 i zapewniło sobie niespodziewany triumf. Gwiazdą tamtej ekipy był między innymi Luigi Ceverini, napastnik, strzelec ponad 150 bramek dla Interu, który w swojej karierze występował również z powodzeniem w Milanie, czy Juventusie. Kolejne lata Novese to już jednak smutniejsza historia. Klub wielokrotnie bankrutował, zmieniał właścicieli i nazwy, co nie pozwoliło w stałym utrzymaniu się w czołówce. Ostatni raz w Serie A zagrali w 1925 roku, zaledwie trzy lata po legendarnym zwycięstwie. Dzisiaj występują w Serie D po trzech z rzędu awansach z niższych klas rozgrywkowych.

La Novese come la Juventus, ma un secolo fa: uno Stadium costruito in meno di sei mesi - La Stampa

Spezia Calcio – mistrzostwo w sezonie 1944/45

Zasadniczo ciężko mówić o Spezii i jej awansie, jako o wielkim powrocie. Orły ostatni raz w Serie A, a zasadniczo w ówczesnej Campionato Alta Italia, zagrali w sezonie 1945/46! Lata czterdzieste, to zresztą najlepszy okres w historii liguryjskiego klubu, które wiążą się z postacią trenera Ottavio Barberiego, który to w 1944 roku doprowadził klub do niespodziewanego scudetto. Oczywiście było one owiane wieloma kontrowersjami, a włoska federacja potwierdziła je dopiero w 2002 roku. Ówczesna liga została wówczas podzielona na kilka grup, z której zwycięzcy dostawali się do mini-finałowego turnieju składającego się z trzech drużyn. Wzięła w nim udział oprócz Spezii również drużyna Torino i Venezii. Niespodziewanie Orły pokonały wielką ekipę Grande Torino 2:1, a wobec innych korzystnych wyników, uplasowały się na pierwszej pozycji w tabeli. Wtedy zaczęły się jednak kontrowersje. Rządzona wówczas jeszcze przez faszystowskie władze FIGC nie uznała tego turnieju, ani jego zwycięzców. Uznano bowiem, że akt powołania ligi w tamtym czasie był pozbawiony mocy prawnej, a same rozgrywki nielegalne. Po wieloletnich badaniach i petycjach, dopiero w 2002 roku FIGC przyznało Spezii scudetto za sezon 1943/44. Oficjalnie klubowi nadano honorowy tytuł sportowy za tamten sezon, jednak w tabeli zwycięzców obok Spezii dumnie widnieje jeden złoty medal.

Hellas Verona – mistrzostwo w sezonie 1984/85

Przed sezonem 1984/85 mimo dobrych wyników w poprzednich sezonach, mało kto traktował Hellas poważnie. Mieli być meteorem, drużyną, która potrafiła zagrać jeden-dwa dobre sezony, a potem wrócić w odmęty dolnych rejonów w tabeli. Tym ciężej można było zresztą wróżyć Gialloblu walkę o scudetto, gdy weźmiemy pod uwagę, że w Juventusie grał wówczas Michel Platini i Zbigniew Boniek, w Interze mieliśmy Karla-Heinza Rummenigge, Waltera Zengę, czy Alessandro Altobellego, w Romie Roberto Pruzzo, a do tego Napoli dopiero co podpisało umowę z Diego Maradoną. I to właśnie Partenopei z Boskim Diego przyjechali do Werony w pierwszej kolejce sezonu. Argentyńczyk rozegrał 90 minut, jednak był całkowicie przyćmiony przez fantastycznie grających gospodarzy, którzy pewnie pokonali Napoli 3:1. Świetne wejście do zespołu zanotował nowo pozyskany z Kaiserlautern Hans-Peter Briegel, który w dwóch pierwszy kolejkach strzelił dwie bramki. Później jego forma trochę wyhamowała i rozgrywki zakończył ostatecznie z 9 bramkami. Dwa lata później przeszedł do Sampdorii, gdzie niedługo później zawiesił buty na kołku.

Po zwycięstwie z Napoli w pierwszej kolejce, Hellas się nie zatrzymywał. W drugiej kolejce pokonali Ascoli, pierwsze punkty tracąc w czwartej serii gier, bezbramkowo remisując z Interem. Odbili się jednak chwilę później pokonując Juventus, a następnie Fiorentinę, Lazio, czy Torino. Pierwszą porażkę w sezonie zanotowali nieoczekiwanie z Avellino, które cudem uratowało się później przed spadkiem.

Styl gry Hellasu pod wodzą Bagnolego oparty był na nieco zmodyfikowanym catenaccio. Gialloblu świetnie bronili (najlepsza defensywa w lidze, 19 bramek straconych w 30 spotkaniach), będąc bardzo dobrze zorganizowanym zespołem, z Tricellim pełniącym rolę libero, eliminującym ewentualne błędy ustawionych nieco wyżej kolegów. Ofensywa Hellasu, to w dużej mierze umiejętność szybkiego przejścia z obrony do ataku i wykorzystania kontrataków, gdzie piłka była szybko transportowana do Briegena i Galderisiego, między innymi przez szybkiego Fannę.

Jak można się spodziewać, porażka z Avellino wywołała reakcje typu “teraz już na pewno spuchną”. Już w następnej kolejce na wypełnionym Stadio San Paolo zanotowali jednak cenny remis z Napoli, chwilę później pewnie pokonując Ascoli i Udnese (zaaplikowali im 5 bramek, popis Larsena i Briegala, który dwukrotnie trafiali do siatki). Nie udało im się co prawda wygrać z Interem i Juventusem, ale zanotowali dwa cenne remisy. Od tej pory zanotowali trzy zwycięstwa z rzędu, remisując w końcu z Sampdorią i przegrywając z Torino, które równie nieoczekiwanie wyrosło na głównego rywala Hellasu w walce o scudetto. Na pięć kolejek do końca Hellas czuł więc na plecach oddech Torino i Interu mając na koncie jedynie trzy punkty przewagi, jednak nie oddał już upragnionej szansy do końca, mimo iż w ostatnich pięciu spotkaniach, aż trzy razy dzielił się punktami. Presja historycznego wyniku ewidentnie pętała Gialloblu nogi, chociaż 4 z tych 5 spotkań grali z drużynami z dolnej części tabeli. O ile remis z Milanem dało się jeszcze wytłumaczyć, to już podziału punktów z 13 Como już nie. Torino i Inter miały jednak swoje problemy, więc ostatecznie w 29 kolejce, remis z Atalantą po wyrównującej bramce Larsena, dał Hellasowi pierwszy i dotychczas jedyny triumf w historii klubu. W ostatniej kolejce na wypełnionym po brzegu Stadio Marc’Antonio Bentegodi Hellas pokonał jeszcze Avellino 4:2, rewanżując się za porażkę z pierwszej rundy i wznosząc do góry paterę za Mistrzostwo Włoch. Od tego czasu zawodnicy zwycięskiego składu (Bagnoli przez cały sezon wykorzystał zaledwie 17 graczy) byli w mieście traktowani jako Bogowie, herosi, bohaterowie. Ówczesne scudetto Hellasu przerwało 15 letnią dominację klubów z Turynu, Mediolanu i Rzymu (w sezonie 69/70 wygrało Cagliari). Było to jedyne do tej pory mistrzostwo Hellasu, a sama ekipa już pięć lat później spadła na poziom Serie B.

UC Sampdoria – mistrzostwo w sezonie 1990/91

Zasadniczo, ostatni z zespołów spoza czołówki, który zdobył scudetto. Doria miała wówczas ekipę napakowaną mocnymi nazwiskami. W bramce Gianluca Pagliuca, w obronie Pietro Vierchowod, w pomocy Giuseppe Dossena, czy Atillo Lombardi, a w ataku rewelacyjny Roberto Mancini i Gianluca Vialli. Wszystko to pod wodzą jugosłowiańskiego trenera Vujadina Boskova. Sampdoria cały sezon grała fantastycznie, przegrywając tylko trzy spotkania. Na fotel lidera wspięli się już w siódmej kolejce, z którego potem spadli, by ostatecznie powrócić na nie w 25 serii gier i pozostać już do samego końca. Ówczesny okres można śmiało nazwać najlepszym w historii klubu. W tym samym sezonie klub doszedł również do finału Pucharu Włoch, który przegrał z Romą, a w następnych rozgrywkach sięgnął po Superpuchar Włoch. Sampdoria doszła wówczas również do finału Pucharu Europy, gdzie przegrała 1:0 z Barceloną po pamiętnym strzale z rzutu wolnego Ronalda Koemana. To jednak ostatnie sukcesy, jakie klub odniósł w swojej historii. Po sezonie 1992/93 z klubu odszedł Boskov i mimo, że zastąpił go Sven Goran-Eriksson, to lata wielkich sukcesów już nie wróciły, a klub w 1999 roku spadł do Serie B, z której bardzo długo się wygrzebywał. Ostatecznie do Serie A powrócił w 2003 roku i za wyjątkiem rocznego pobytu w Serie B w rozgrywkach 2011/12, utrzymuje się tam do dzisiaj.

29 anni fa la conquista dello Scudetto. La Sampdoria celebra il traguardo

Komentarze