Meldunek z (drugiego) frontu. Podsumowanie jesieni plus kolejki 15-18

Meldunek z (drugiego) frontu. Podsumowanie jesieni plus kolejki 15-18

Witam w nowym roku! Przełom grudnia i stycznia to zazwyczaj czas podsumowań, plebiscytów i szeroko pojętego rozliczenia się z przeszłością. Także ja nie chcę być gorszy i postaram się w zwięzły sposób podsumować wydarzenia pierwszej rundy włoskiego zaplecza. Jesień w Serie B była dziwna i kuriozalna, ale pomimo wszystkich okołosportowych zawirowań udało się tą kadłubkową rundę rozegrać w całości we w miarę spokojnej atmosferze. Standardowego przeprowadzenia Was przez parę ostatnich kolejek w tym tekście praktycznie nie ma, ale niemal przy każdym opisanym zespole jest wspomniana forma z końca roku. Wyjątkiem jest Livorno, które zostało omówione przede wszystkim przez pryzmat finiszu rundy. Zapraszam!

Nie można rozpocząć inaczej niż od lidera rozgrywek i głównego faworyta do awansu do elity – Palermo. Sycylijczycy także równy rok temu byli przedstawiani w takich słowach. Tak samo jak w styczniu 2018 roku nad trzecią drużyną w stawce mają pięć punktów przewagi. Jak zakończyła się poprzednia kampania na pewno wszyscy pamiętają, a jeśli nie pamiętają to mogą się domyślić skoro wciąż Palermo przedstawiane jest jako drugoligowiec. Czy także wiosna 2019 może okazać się równie zła dla Rosanero? Jasne, to przecież sport, ale z drugiej strony nie ma (póki co) ku temu wielu przesłanek. W zeszłym sezonie „grubych ryb” mających chęć na wypłynięcie na szerokie wody było jednak więcej: Empoli, Parma, Frosinone, Bari a także Venezia. Obecnie taką ekipą make or break jest na pewno Hellas, ale już Brescia, Pescara, Benevento czy nawet Lecce bardziej mogą niż muszą. Jasne, każdy kibic, piłkarz i włodarz w tych klubach także bardzo chce, ale popularnej „napinki” na promocję się tam nie uświadczy. Z drugiej strony może to tym… gorzej dla Palermo? Jeśli ekipie z Renzo Barbera raz czy drugi powinie się noga to presja może zacząć pętać im dolne kończyny, a grający na luzie rywale mogą się tym tak bardzo nie przejmować. Ja jednak jestem daleki od wieszczenia kolejnej katastrofy w zespole Murawskiego i Szymińskiego. Palermo gra świetnie w obronie, straciło tylko trzynaście goli co jest oczywiście najlepszym wynikiem w stawce (drugi pod tym względem Hellas ma 19 bramek straconych). Klasą dla siebie jest Slobodan Rajković, który poprzednie rozgrywki stracił przez kontuzję – nie grał jesienią, wiosną już był pewniakiem, ale w dużo niższej formie niż obecnie. Serb jest też jednym ze skuteczniejszych piłkarzy w drużynie bo zdobył już 4 gole. Przy nim wyraźnie rośnie Giuseppe Bellusci i tutaj mamy odpowiedź dlaczego tylko ogony zalicza Przemysław Szymiński (oraz Aljaz Struna). Sycylijczycy nie mają też problemów z grą do przodu – 31 zdobytych bramek to drugi wynik w lidze, a czternastu różnych strzelców w całej rundzie to najlepszy rezultat w Serie B. Odpowiedzialność za zdobywanie goli rozkłada się tam więc na więcej niż tylko przykładowego Nestorovskiego. Jeśli więc w styczniu nie dojdzie do wyprzedaży, nie będzie szpitala w zespole czy innych losowych kwestii to formą sportową Palermo spokojnie powinno wrócić na salony. Aha, według La Reppublica klub jeszcze oficjalnie nie przeszedł w ręce nowych właścicieli. Pan Clive Richardson podobno dokonuje przetasowań w swoich biznesach, ale to raczej kwestia czasu niż casus Wisły Kraków.

Tak to ten mecz z golem kuriozum bramkarza (1:03) i bramką Szymińskiego (3:36)

Kolejne trzy zespoły w klasyfikacji czyli Brescia, Pescara i Lecce to, moim zdaniem, największe pozytywne zaskoczenia jesieni. O byłym klubie Marka Koźmińskiego wspominałem szerzej w podsumowaniu kolejek 6-10 i wskazałem ich jako czarnego konia rozgrywek. Byli wtedy na dziesiątej lokacie z zaledwie jedną porażką na koncie, a zimują na pozycji wicelidera będąc najlepszą ekipą w stawce pomiędzy 11 a 18 serią gier. Sandro Tonali oczywiście wciąż robi furorę w całej lidze, ale docenić trzeba też jego partnerów ze środka pomocy Dimitri Bisoliego i Emanuele Ndoja. Obroną dowodzi Simone Romagnoli,  a w swoim środowisku naturalnym strzela jak szalony Alfredo Donnarumma (14 goli w 15 występach w tym dwa hattricki!). Eugenio Corini ma do dyspozycji świetnie zbilansowany i najmłodszy w lidze skład. Jeśli po mercato nic się w tym względzie nie zmieni (Donnarumma ma podobno ofertę z Parmy) to tutaj naprawdę możemy być świadkami sporego kalibru niespodzianki bo przed sezonem chyba nikt nie typował, że Le Rondinelle mogą powalczyć z powodzeniem o awans.

Na sam koniec jesieni do formy z początku rundy wróciła Pescara i dlatego wciąż jest trzecia w stawce. Okres od końcówki października do początku grudnia był trudnym czasem nad Adriatykiem. Ledwo jedna wygrana w sześciu grach spowodowała, że przewaga punktowa jaką nad resztą stawki wypracował sobie do tej pory jeszcze niedawny lider po prostu zniknęła. Delfiny w ostatnich czterech meczach uzbierały jednak dziewięć punktów i znów są stabilnie umocowane w stawce. Ta pozycja mogłaby być jeszcze lepsza gdyby nie ta jedyna przegrana z Hellas bo tak strata spadkowicza do Pescary wynosi tylko dwa punkty, ale też Werona nie będzie przecież przegrywać wszystkiego. O sile zespołu z Abruzii stanowi pionowy szkielet jedenastki: Andrew Gravillon w obronie, Ledian Memushaj i José Machín w pomocy oraz Leonardo Mancuso w napadzie. Czy chłopców Beppe Pillona stać na awans? Ujmę to tak, jeśli nie sprawią niespodzianki i nie wejdą do Serie A bezpośrednio to uważam, że w play-off sobie nie poradzą.

Podobnej zapaści w wynikach jak tam wspomniana wyżej przy Pescarze nie była udziałem Lecce. Beniaminek punktuje bardzo regularnie i ani razu nie zdarzyło się żeby w dwóch kolejnych spotkaniach przegrywał. To naprawdę dobra statystyka, która złożyła się na bardzo dobrą pozycję w tabeli zwłaszcza na tle pozostałej trójki nowicjuszy, którzy oscylują w drugiej połowie klasyfikacji.  Lecce sporo strzela, tylko dwa mecze jesienią zakończyły się bez zdobyczy bramkowej, ale poza tym gra bardzo odpowiedzialnie w tyłach bo aż sześć spotkań (czyli 1/3) kończyli bez straty gola. Trener Fabio Liverani stosuje taktykę 4-3-1-2 przy której bardzo zagęszczony jest środek boiska, a boczni obrońcy rzadko podłączają się do ataków, choć obaj Venuti i Calderoni zanotowali po dwa ostatnie podania przy bramkach. Dobre wrażenie zostawia po sobie zwłaszcza ten drugi, ale do tego kibice Serie B są przyzwyczajeni – ostatnim meczem zeszłego roku dobił do granicy 300 spotkań na tym poziomie rozgrywkowym. Przedłużeniem ręki trenera na placu gry jest doświadczony Marco Mancosu, który sprawnie dyryguje swoimi kolegami. Z przodu robotę robią natomiast Filippo Falco, Andrea La Mantia i Simone Palombi. W obliczu tego mocnego już środka pola ciekawie rysuje się pierwszy styczniowy ruch na rynku i pozyskanie byłego piłkarza Romy Panagiotisa Tachtsidisa, który bardziej jest murarzem niż piłkarzem 😉

Tuż za tą grupką w stawce czai się Hellas Werona czyli największe zespołowe rozczarowanie jesieni w Serie B. Nawet pomimo tego, że zgromadziło dokładnie tyle samo punktów co Lecce. Ale, no właśnie, gdyby przed sezonem fanom Scaligeri powiedzieć, że będą punktować jak Lecce to na pewno nie byliby z tego zadowoleni. Przy tym jak doceniam robotę wykonaną w Apulii ciężko mi powiedzieć, że w Weronie mogą być z siebie dumni. Przypuszczam nawet, że gdyby w okresie największych rozczarowań, który trwał od końca września do końca listopada trenerem był kto inny niż Fabio Grosso to nie przetrwałby takiej passy (jedna wygrana w ośmiu meczach). Hellas, podobnie jak Pescara końcówkę jesieni miał jednak dużo lepszą w ostatnich pięciu kolejkach wypracował bilans 3-2-0 i to pozwoliło spadkowiczom trzymać kontakt z upragnionym drugim miejscem. Wiele tutaj dało przede wszystkim wspomniane wyżej zwycięstwo nad Pescarą.

Nie jest tak, że w Hellas zawodzą wszyscy, można oczywiście wymienić zawodników, którzy ciągną ten wózek w obranym przez wszystkich kierunku. Marco Silvestri obronił w tej rundzie trzy karne podyktowane przeciwko jego drużynie. Co ważne są to wszystkie karne jakie musiał bronić, skuteczność godna więc Handanovicia za najlepszych lat. Pierwszego gola w meczu zdobył wychowanek klubu z rocznika 1999 Andrea Danzi. Chłopak póki co dopiero przebija się do składu, ale mały hype we włoskiej prasie już się na niego zrobił. Na razie ma na koncie trzy występy i żadnej porażki. Ciekawe czy wiosną Grosso nie będzie się bał na niego odważniej postawić?

Największym flopem pierwszego półrocza w Serie B jest jednak Crotone czyli kolejny spadkowicz. I Squali  są na dobrej drodze do drugiego spadku w ciągu dwóch lat. Zaledwie trzy zwycięstwa, ostatnie w połowie października nad jeszcze marniejszą Padwą. Crotone nie potrafi nawet zremisować spotkania, które mogłoby się zakończyć podziałem punktów. Przegrało jesienią 11 meczów z czego aż osiem jedną bramką! Zwieńczeniem rundy była porażka 2:3 z Ascoli na wyjeździe. Do przerwy goście prowadzili 2:0. W 88 minucie było 2:1, a i tak w pysk! Gdy już wydawało się, że powrót Giovanniego Stroppy na ławkę coś da taki cios. No właśnie powrót trenera, który zaczynał sezon. Zabieg często stosowany we Włoszech.  To Stroppa jest autorem ostatniego zwycięstwa Crotone w lidze, zwolniono go kolejkę później po remisie z Salernitaną. Z perspektywy czasu brzmi to jak głupi zakład z serii „co ja nie zatrudnię nieudacznika? Potrzymaj mi piwo. Stroppa out Oddo in”. Massimo Oddo to powinien chyba dać sobie spokój z trenowaniem jakiegokolwiek zespołu. Mam wrażenie, że gdyby dostał w swoje ręce drużynę parafialną to po paru spotkaniach okazałoby się, że większość jego podopiecznych porzuciła wiarę i została ateistami. Zapisał ładną historię awansują z Pescarą do Serie A w 2016 roku, a potem czego się nie dotknął to spieprzył.

Tercet rozczarowań uzupełnia w mojej klasyfikacji Venezia. Klub ma plan, ma środki żeby ten plan wdrożyć, ale okazało się, że znalezienie odpowiedniego następcy dla Pippo Inazghiego nie jest wcale takie proste. Stefano Vecchi może i świetnie pracował z młodzieżą w Interze, ale jednak robota z seniorami, nawet w Serie B go przerosła. Wygrał tylko na inaugurację rozgrywek, przegrał cztery razy i tyle go widzieli. Walter Zenga stara się jakoś poskładać do kupy ten zespół i przynajmniej odbił go od dna. Koniec roku miał nieciekawy, ale wiele wskazuje na to, że wiosną postara się wylać dobry fundament pod udaną kampanię 2019/20.

Na koniec trochę teraźniejszości czyli parę słów o tym co w ostatnich tygodniach działo się w Livorno. Przy którymś z poprzednich wpisów cytowałem w jaki sposób Alessandro Diamanti żegnał zwolnionego Cristiano Lucarelliego. Pokusiłem się też o małą wróżbę dotyczącą tego, że skład beniaminka jest tak parszywy, że zmiana szkoleniowca to tylko kosmetyka i bardzo możliwe, że legenda Livorno wróci do pracy jeszcze przed końcem sezonu. Cóż, swojego zdania będę się trzymał, ale Roberto Breda skutecznie wybija mi takie myśli z głowy. Ostatnie pięć kolejek to dwie wygrane i trzy remisy w tym rozbicie na wyjeździe Carpi aż 4:1. Punktami dzielili się z Palermo, Hellasem i Padwą. I do tego ostatniego meczu się przyczepię. Rywal kontynuował passę pięciu porażek z rzędu, mieli go u siebie na zakończenie roku – no takie mecze to trzeba wygrywać. Niemniej Toskańczycy nie szorują już po dnie tabeli, a zajmują najlepszą w rozgrywkach pozycję, szesnastą. Breda dał nadzieję na uniknięcie bezpośredniego spadku jeśli w styczniu dostanie parę nowych klocków do tej budowli to kto wie, może uda się utrzymać?

Radosław Murawski: Uczestniczy w rotacji Palermo na podobnych zasadach co Piotr Zieliński w Napoli. W dziewięciu meczach wychodził w pierwszym składzie, kolejne siedem zaliczył wchodząc z ławki rezerwowych. O co można się przyczepić to liczby, jeden gol, żadnej asysty to trochę wstydliwy dorobek zawodnika, który ma skupiać się nie tylko na obronie. Jego kolega/rywal do gry w drugiej linii zanotował pięć decydujących podań. Czy były gracz Piasta Gliwice będzie mógł liczyć na grę w Serie A po ewentualnym awansie? Będzie ciężko bo jeśli ktoś będzie dołączał na Sycylię do linii pomocy to po to żeby ją wzmocnić, a nie nawiązać rywalizację z obecnymi graczami.

Przemysław Szymiński: Trochę o jego sytuacji zostało wspomniane przy okazji omawiania rundy w wykonaniu całego zespołu. Ostatnio zaczął grać więcej na lewej obronie po urazach grających na lewej stronie obrony Haitama Aleesamiego i Antonio Mazzotty, ale to eldorado nie potrwa długo. Uważam, że jeśli wiosną nie nastąpić jakiś wystrzał formy Przemka to Serie A będzie w przyszłym sezonie nadal oglądał w telewizji.

Paweł Dawidowicz: latem Hellas w ostatniej chwili przebił Palermo i wziął go do siebie co bardzo naruszyło relacje między oboma klubami, ale tak czasem bywa. Paweł grał sporo na początku jako „szóstka” ostatnio w środku obrony i trzeba powiedzieć, że nie zawodzi. Może to nie ma bezpośredniego wpływu na wyniki drużyny (a może ma?), ale od kiedy nasz rodak zaczął grać w obronie, Hellas zaczął wreszcie punktować. Paweł gra na dużym spokoju być może bez wielkich fajerwerków, ale z pewnego poziomu nie schodzi. Aha, tylko jedna żółta kartka w rundzie także grzałki czy nerwowości w jego grze również nie uświadczymy. Jeśli Hellas wejdzie do elity to i Paweł może tam spróbować swoich sił.

Tomasz Kupisz: Chyba powoli zaczyna być wygaszany projekt z Kupiszem w Serie B. Tak słabej rundy nie miał od dwóch lat i jesieni 2016 w Novarze, ale wtedy chociaż sędziowie musieli wpisać coś do protokołu przy jego nazwisku. Obecnie gra mało, numerów nie produkuje i albo Ascoli to nie jest jego miejsce na ziemi albo Serie B go weryfikuje negatywnie. Szkoda by było bo facet nie ma jeszcze trzydziestki.

Jedenastka jesieni według „Meldunku”:

Komentarze