Meldunek z (drugiego) frontu. Kolejki 24-30

Meldunek z (drugiego) frontu. Kolejki 24-30

Cześć. Codzienne obowiązki trochę zmąciły harmonogram podsumowywania wydarzeń w Serie B co pięć kolejek, ale parę słów o zapleczu najlepszej ligi świata i tak tutaj przeczytacie. Lepiej późno niż wcale jak mówi przysłowie. Zapraszam!

Pomiędzy drugą połową lutego, a początkiem kwietnia nie było wielkich przetasowań w czubie tabeli: wciąż prowadzi Brescia, nadal blisko jest Palermo, a Hellas gra jak Szkoci – czyli w kratkę. Bardzo regularnie punktuje Lecce, które wyrasta powoli na ekipę na bezpośredni awans, a po chwilowym zaćmieniu do solidnego punktowania powróciło Benevento. Wyścig o promocję do elity przypomina, jako żywo, ten o czwórkę w Serie A. Jest wielu chętnych, każdy ma swoje problemy i najbardziej szczęśliwi będą ci, którzy popełnią najmniej błędów i będą mieli więcej szczęścia niż rywale.

To podsumowanie sponsorują kolory żółty i czerwony i nie dlatego, że obrodziło w kartki. Są to barwy dwóch zespołów, które już zostały wymienione wyżej i które mogą od sierpnia jeździć do Mediolanu czy Rzymu, a nie do Foggi bądź Salerno – mowa oczywiście o  US Lecce i Benevento Calcio, które przedstawię tutaj trochę szerzej.

Tegoroczny beniaminek z Apulii jest chyba najbardziej regularną drużyną w stawce. Na przestrzeni 31 spotkań jeszcze nie zdarzyło mu się przegrać dwa mecze z rzędu. Od dwunastej kolejki, a więc od weekendu w którym świętowaliśmy stulecie odzyskania niepodległości, Lecce nie wypadło poza pierwszą czwórkę. Trener Fabio Liverani stosuje taktykę 4-3-1-2 i ten zagęszczony środek pola to klucz do sukcesu. W dziewięciu meczach jego podopieczni nie stracili gola, a jednocześnie tylko w trzech nie znaleźli drogi do bramki przeciwnika. Ze Stadio Via del Mare uczynili natomiast swoistą twierdzę. Tylko jedna porażka (w październiku z Palermo) i wciąż trwająca passa sześciu kolejnych viktorii przed własną publicznością musi robić wrażenie. Pod koniec marca dokończono przerwany na początku lutego pojedynek z Ascoli w którym groźnie wyglądającego urazu głowy nabawił się Manuel Scavone. Giallorossi zniszczyli przyjezdnych 7:0, a gdyby nie zabrakło im skuteczności spokojnie mogli zakręcić się przy dwucyfrówce.

Także tak, Vanja miewał lepsze wieczory. Tydzień później Marco Mancosu i jego banda zdjęli kolejny cenny skalp, tym razem z mającej swoje aspiracje Pescary. Najlepszym podsumowaniem tego meczu jest czerwona kartka dla Manuela Marrasa będąca efektem frustracji i braku jakiejkolwiek szansy na zaprezentowanie się przynajmniej poprawnie.

Największą gwiazdą zespołu i najważniejszą postacią w szatni jest kapitan Marco Mancosu. Klasyczna „dziesiątka”, która świetnie wywiązuje się ze swoich zadań: bardzo dobrze reguluje tempo gry, potrafi posłać w meczu kilka podań prostopadłych oraz kropnąć z dystansu. Póki co ma na koncie 11 goli i pięć asyst. Mózg zespołu, jego lider – podręcznikowy Il Capitano. Aż dziwne, że mija właśnie dziesięć lat od jego ostatnich, epizodycznych, występów w elicie. Najskuteczniejszym zawodnikiem w zespole jest jednak Andrea La Mantia – autor 15 trafień. Ważnymi postaciami w przodzie są także wypożyczony z Lazio Simone Palombi (9 goli) i będący własnością Bolonii Filippo Falco (5 bramek i 7 asyst). Siłą drużyny jest jednak środek pola, to tam swoją niebagatelną rolę odgrywa Mancosu, ale żeby mógł dawać z siebie co najlepsze musi mieć za plecami pewnych siebie kolegów. Jacopo Petriccione, Manuel Scavone (dopóki mógł grać), Andrea Tabanelli, Andrea Arrigoni i sprowadzony zimą Panagiotis Tachtsidis, który z miejsca stał się podstawowym piłkarzem, to zawodnicy, którzy nie schodzą poniżej pewnego poziomu, a ponieważ jest on wysoki jak na wymagania Serie B to i wysoko w tabeli jest Lecce. Sporo mówi się o tym, że Lechia Gdańsk ma w środku pola świetnie biegających piłkarzy co jest kluczem do jej sukcesów, to samo można spokojnie powiedzieć o klubie z Apulii. Petriccione to obok Falco najlepszy asystent w drużynie.

Benevento Calcio w tabeli obejmującej tylko interesujący nas okres zajmuje miejsce dopiero w środku stawki, a powodem tego jest blackout, który przydarzył się w pierwszej połowie marca. Spadkowicz z ligi zanotował wtedy trzy przegrane z rzędu i można było zacząć się zastanawiać czy na Stadio Ciro Vigorito jeszcze marzą o powrocie do elity. Ten sezon układa się dla Czarownic w sporą sinusoidę. Początek był więcej niż obiecujący, bo w pierwszych czterech kolejkach bilans wynosił 3 wygrane i remis, ale od końcówki września aż do kolejki świątecznej w 12 pojedynkach wygrali tylko cztery razy, a pięciokrotnie polegli, punktowali więc co najwyżej jak ligowy średniak. 23 grudnia podopieczni Cristiana Bucchiego zagrali jednak koncert przeciwko Crotone i weszli na „jakiś zupełnie inny poziom”.

Dziewięć kolejnych starć, żadnej porażki, a w terminarzu m.in. Brescia, Lecce (dwa razy po 1:1) czy Pescara (2:1). Benevento błyskawicznie odrabiało straty, a po starciu z Pescarą wreszcie wróciło na podium. Wtedy jednak przytrafiła się wstydliwa passa o której wspomniałem wcześniej. Roberto Insigne i koledzy odbili się jednak od dna w kolejnych trzech grach zebrali siedem oczek i to egzaminu dojrzałości podejdą w nie najgorszych humorach. Ten egzamin już w najbliższych dwóch starciach kolejno z Palermo u siebie i w Weronie. Jeśli tutaj potwierdzą formę z przełomu roku to mogą nie tylko nie wypaść poza ścisłą czołówkę, ale w przypadku wygranej w mieście Romea i Julii pozbawić gospodarzy jakichkolwiek złudzeń odnośnie bezpośredniego awansu. Najważniejsi gracze Giallorossich obok wypożyczonego z Napoli Insigne to ci, którzy tworzą pion drużyny bez względu na to w jakim zestawieniu ta gra: w środku obrony Massimo Volta, w pomocy Filippo Bandinelli i Andres Tello, a w napadzie Massimo Coda autor 20 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej (15 goli i 5 asyst). Stregoni, a raczej ich władze wyróżniają się jeszcze jedną rzeczą na tle całej ligi: cierpliwością do szkoleniowca. Postawiono na byłego opiekuna m.in. Sassuolo czy Perugii i jeśli nie wydarzy się jakiś kataklizm to będzie on oceniany dopiero na koniec sezonu. Bucchi nie siedzi i nie siedział na gorącym krześle, a jego szefowie dają mu spory kredyt zaufania. Nie jest to częsta praktyka nie tylko w Serie B, ale w ogóle w piłce.

***

W przykładowej Venezii doszło niedawno już do drugiej zmiany na ławce. Waltera Zengę, który miał posprzątać po Stefano Vecchim zastąpił znany i lubiany Serse Cosmi. Póki co nie widać tam efektu nowej miotły, a były bramkarz Interu został pogoniony po serii czterech spotkań… bez porażki i po zaledwie jednej przegranej w dziewięciu ostatnich meczach! Cosmi póki co raz przegrał i cztery razy zremisował. Jasne, inne były plany i oczekiwania przed sezonem w klubie, ale praca Zengi wydawała się zmierzać w dobrym kierunku czyli spokojnego utrzymania.

Aha, Pierpaolo Bisoli stracił robotę już drugi raz w tym sezonie. Padwa najpierw zwolniła go po 11 kolejce zatrudniając Foscariniego, ale od 19 serii gier znów na ławce siedział Bisoli i znów wytrzymał 11 kolejek. Obecnie beniaminka prowadzi Matteo Centurioni, ale w każdej chwili może się to zmienić. Zmienić nie chce się za to sytuacja klubu, który jak był tak jest w strefie spadkowej i raczej wróci do Serie C.

***

Polacy: Radosław Murawski gra sporo, a ponieważ w Serie B gra się często to czasami musi zacząć mecz na ławce. Te najważniejsze jednak zalicza od pierwszej minuty: Brescia, Lecce czy wczoraj z Hellas (żółta kartka). Gorzej wygląda to u Przemysława Szymińskiego, który żeby zagrać musi czekać na problemy kolegów z zespołu. Ostatnie dwa mecze to jednak podstawa, z Hellas zagrał na prawej stronie obrony. Jednak wcześniej pierwszy skład zaliczył 26 lutego. Fatalny czas ma za sobą Tomasz Kupisz, który cały marzec przesiedział na ławce rezerwowych. Do gry wrócił dopiero w ten weekend i zaliczył 37 minut przeciwko Cittadelli – wszedł przy wyniku 0:2, skończyło się 0:4. Paweł Dawidowicz w okresie od końca lutego do dziś zaliczył jeden odpoczynek zaordynowany przez trenera i jeden przez regulamin rozgrywek kiedy musiał pauzować z powodu kartek. Poza tym gra wszystko w środku obrony bądź jako „szóstka”. Wczoraj przeciwko Palermo kolejne 90 minut w środku obrony.

***

Końcowe rozstrzygnięcia sezonu zasadniczego coraz bliżej, ostatnia kolejka zostanie rozegrana za miesiąc (11.05). Do tego czasu będzie się jednak działo sporo. Już w niedzielę Benevento gra z Palermo, a tydzień później Czarownice lecą do Werony. Wtedy też w dole tabeli zmierzą się ze sobą Foggia i Livorno, które chcą uniknąć play-out. W ostatniej kwietniowej kolejce Lecce podejmie Brescię, która na koniec sezonu będzie grała u siebie z Benevento i pytanie czy o bezpośredni awans czy mecz będzie tylko dodatkiem do fety? Zachęcam do bacznego śledzenia rozgrywek Serie B, a jeśli znajdziecie czas do rzucenia okiem na spotkania Lecce czy Brescii – nudzić się nie powinniście!

 

Komentarze