Mario Balotelli – człowiek destrukcja, czyli co dalej z wesołym Włochem

Mario Balotelli – człowiek destrukcja, czyli co dalej z wesołym Włochem

Po boiskach piłkarskich biega wiele ciekawych osobistości, które kojarzą nawet osoby niezwiązane z piłką nożną. Do tego grona można zaliczyć chociażby Roberta Lewandowskiego, Cristiano Ronaldo czy Leo Messiego. Wśród nich jest też kilka niechlubnych postaci, które z całą pewnością nie zasłużyły na taką popularność, jaką otrzymały od losu. Tu zjawia się Mario Balotelli, cały w cekinach. Czy zrobił coś sportowo, żeby zasłużyć na sławę jaką otrzymał? Wątpliwe, jego kariera ogranicza się raczej do pojedynczych przebłysków. Zdobył ją w o wiele inny, bardziej patologiczny sposób. Otóż niszczył kluby do których trafiał, powodując ogromne zamieszanie swoją osobą. Nie przeszkodziło mu to jednak w tym, żeby stać się jednym z bardziej rozpoznawalnych nazwisk piłki.

Głowa, głowa i nieodpowiedni agent

Odkąd talent Mario rozbłysnął w pełni swojej okazałości w 2012 roku, piłkarz znalazł się w blasku fleszy dziennikarzy. Wiele osób wiązało spore nadzieje z włoskim snajperem. W kadrze Italii podczas Mistrzostw Europy rozgrywanych w Polsce i Ukrainie mogliśmy obserwować młodego i bardzo utalentowanego piłkarza, który dał się zapamiętać fanom nie tylko piłki nożnej. Wszystko przez „cieszynkę” jaką wykonał po golu strzelonym w spotkaniu z Niemcami (zwycięstwo 2:1 Włochów). To zdarzenie sprawiło, że Balo stał się postacią, która pojawiała się na wielu memach czy zabawnych filmikach w internecie. Dla wielu była to eksplozja jego talentu, jednak jak się okazało, był to jedynie początek końca świetnie zapowiadającej się kariery.

Mario Balotelli

Po turnieju Mario grał jeszcze przez rok w Manchesterze City, gdzie wiązano z jego osobą ogromne nadzieje. Jednak ilość konfliktów, w które wchodził piłkarz spowodowała, że już w 2013 roku trafił do Milanu. Tam jego kariera już jedynie podrygiwała w konwulsjach. Przykra sprawa. Mimo to, nie można mówić o tym epizodzie, jako totalnej porażce. Jak się później okazało, może być gorzej. To zdanie w sumie mogłoby przyświecać każdemu kolejnemu sezonowi w wykonaniu Włocha, więc już nie pastwmy się nadmiernie nad biednym Balotellim. Wystarczy powiedzieć, że kolejnym klubem na jego liście był Liverpool. W mieście Beatelsów strzelił raptem cztery bramki w 28 spotkaniach. Warto zaznaczyć, że udało mu się zdobyć tam nawet więcej żółtych kartek niż trafień do siatki rywala, bo aż siedem. Po tym transferze łączny dochód jaki wygenerował swoim klubom, w których się odbudowywał wynosi całe ZERO euro. Szkoda gadać.

Kolejnym ważnym aspektem, na który warto zwrócić uwagę jest fakt, że menadżerem Mario jest pewien sympatyczny grubiutki Włoch – Mino Raiola. To już chyba można nazwać gwoździem do trumny. Mino jest mistrzem negocjacji oraz handlu i tego mu nie można ujmować, jednak jednego mu często brak – okrzesania. Połączenie dwóch szaleńców nie może być czymś dobrym. Co przecież potwierdza rzeczywistość, którą znamy.

Brescia kolejną ofiarą Mario Balotelliego

Kiedy 29-latek przechodził do beniaminka Serie A, można było doszukiwać się w tym akcie niemałego heroizmu. Wielkie nazwisko dołącza do zespołu bijącego się o utrzymanie. Świat bywa jednak okrutny, bo ten transfer poniekąd zaczął weryfikować postać Mario. W swoim zespole nie stał się postacią w żaden szczególny sposób wyróżniającą. Nie chcielibyśmy mu przecież już pluć w twarz, więc wspomnijmy, że udało mu się strzelić aż pięć bramek, co czyni go najlepszym snajperem swojej drużyny. Jest to mimo wszystko wynik co najmniej żenujący, patrząc na to, jakie wiązano z nim nadzieje. Jednak nikt by mu nie miał tego aż tak za złe, gdyby nie cały zestaw jego pozaboiskowych zachowań. Wojna z kibicami, klubem, prezydentem czy całym światem przewija się w historii Balo w Brescii przez cały rok. Ostatnio nabrała jednak pikanterii. Oto Mario Balotelli nie stawiał się na treningach swojego zespołu, nikt nie wiedział jakoś specjalnie dlaczego. Mimo to, Balotelliemu udało się zdobyć zwolnienie z WF-u i obronić się przed zarzutami. W ostatnich dniach miała natomiast miejsce kolejna dziwna sytuacja, która pokazuje jak zdegradowany w oczach otoczenia Brescii został Mario.

Napastnik postanowił w końcu udać się do ośrodka treningowego i odbyć przewidziany dla niego zestaw ćwiczeń. Tam jednak musiał pocałować klamkę. Do ośrodka treningowego nie wpuścił go ochroniarz, zamykając mu drzwi przed samym nosem. Po tym zdarzeniu Balo udał się bezpośrednio do mediów, gdzie wylał swoje żale. Stwierdził, że wszyscy będą go mimo to poniżać mówiąc, że nie chce trenować, a przecież próbował. Szkoda, że tak późno i w taki sposób. Dzień wcześniej Mario Balotelli późnym wieczorem wysłał do klubu maila, gdzie informował, że pojawi się na treningu w dniu następnym. Obietnicy dotrzymał, jednak sama akcja jest wyrazem braku szacunku.

Oczywiście, można powiedzieć, że Brescia ma też w tym trochę swojej winy. Wielu kibiców Calcio zdaje sobie sprawę z tego, jakie cyrki potrafi odstawiać zarząd klubu z północy Włoch. Zarząd zespołu nie wypłacał pieniędzy piłkarzom przez ostatnie trzy miesiące i niespecjalnie spieszyło się mu do dialogu na ten temat z drużyną. Mimo to, czy był to powód, przez który cała kadra postanowiła wspólnie manifestować swoje niezadowolenie? Nie. Natomiast jest to doskonały pretekst i punkt zaczepienia dla duetu Balotelli i Raiola, który zaczął przeprowadzać zmasowany atak na klub.

Ostatni przebłysk kariery Mario Balotelliego

Zaznaczmy jednak dla fanów Mario, że warto było go oglądać na boiskach Serie A w tym sezonie. Dlaczego? Otóż jak się okazuje, może być to już koniec jego poważnej kariery. Piłkarze, którzy prowadzą się w sposób profesjonalny, spokojnie wytrzymują do 38 roku życia, grając na najwyższym poziomie. O Mario tego, że jest profesjonalistą jednak nie można powiedzieć. Jego kariera wisi aktualnie na włosku.

W ostatnim czasie mimo to pojawiły się plotki transferowe łączące Włocha z klubami z Turcji. Jednym z nich był nawet Fenerbahce Stambuł. Kiedy jednak ta informacja dotarła do Emre Belozoglu, człowieka odpowiedzialnego za najbliższe okienko klubu ze Stambułu, szybko jej zaprzeczył. Stwierdził, że Balotelli gdzie by się nie znalazł, stwarza zbyt wiele kłopotów swojemu pracodawcy. Innym, bardziej realnym kierunkiem zdaje się być Vasco da Gama – klub występujący w brazylijskiej Serie A. Na temat tej plotki nie ma jednak wiele argumentów za, jak i tych przeciw.

Innym rozwiązaniem pozostaje również zakończenie kariery przez piłkarza, który w tym roku skończy 30 lat. Nie jest to wiek, w którym można pozwolić sobie na odbudowę ruin. Do tego zresztą Balotelliego zachęca Furio Valcareggi. Twierdzi on, że to jest moment, w którym byłby to najlepszy ruch. Bo wyobraźmy sobie, że Mario trafia na następny rok do Turcji, gdzie kibice wiążą z nim ogromne nadzieje, bo przecież to TEN Mario Balotelli, który strzelał piękne bramki w Manchesterze City, Interze czy kadrze Italii. Euforia pozwoliłaby im zapomnieć o jego ciemnych stronach. Jednak ile by wytrzymał Mario, nie robiąc niczego, co odbiłoby się głośnym echem w mediach. Miesiąc? Dwa? A może nawet trzy? Co jak co, ale prędzej czy później by pękł, a to już z ruin, pozostawiłoby jedynie jeden wielki rów atomowy zniszczonych marzeń i nadziei.

Jeżeli doceniasz naszą pracę i chcesz dołożyć się do rozwoju strony, to zapraszamy do wsparcia na Patronite. Za każde wsparcie z góry bardzo dziękujemy!

Komentarze

mateusz-skotny

Fan piłki włoskiej ogólnie pojętej od poczęcia. Interesuje się również ligą hiszpańską, muzyką i dobrym filmem.