Ibracadabra, czyli czar rzucony na jałową ziemię

Ibracadabra, czyli czar rzucony na jałową ziemię

Kim jest Zlatan Ibrahimović wie każdy, kto ma minimalne pojęcie o piłce, ale i nie tylko! Zdaje mi się, że to nazwisko skojarzy co druga lub trzecia sympatyczna pani z pobliskiego warzywniaka. Jest to swoisty fenomen, który udało się osiągnąć zaledwie nielicznym. Nic więc dziwnego, że transfer 38-latka do Milanu, drużyny będącej aktualnie antytezą tej sprzed dekady, wzbudził tak wielkie emocje. Mówi się, iż nie powinno się dwa razy wchodzić do tej samej rzeki, ale Szwed nic sobie z tego nie robił. Władca postanowił wrócić do domu, a tam zobaczył spalone ziemie, zrujnowane miasto i wrogą armię u bram, mimo to ruszył na ratunek. Tylko co będzie, gdy okaże się, że król jest nagi?

Wydaje mi się, że o transferze popularnego Ibry do Milanu napisano już wszystko, a nawet jeśli nie, to przynajmniej próbowano. Wszyscy śledzący Serie A wiedzą, w jakim dołku znajduje się klub, przepraszam „w dołku” to spore niedociągnięcie. Niezwykle trafny jest tu cytat Stefana Kisielewskiego, który pozwolę sobie sparafrazować, bowiem Rossonerii są w wiadomych czterech literach, a najgorsze, że nie tylko zaczęli się tam urządzać, ale wyciągnęli nogi na kanapie przed telewizorem i otworzyli czteropak Harnasia.

Milan, którego Ibra był częścią dekadę temu zniknął, pozostały wyłącznie zgliszcza. W takim klimacie naprawdę trudno coś zbudować, zwłaszcza gdy biorą się za to niekompetentni ludzie. Nie można inaczej opisać sytuacji, kiedy mistrzowską drużynę z 2011 roku, rozmieniono na drobne. Aż strach patrzeć na to – po pierwsze – kto podejmował się walki z wiatrakami, popularnie nazywanej odbudową tego klubu, a – po drugie – jakim materiałem dysponował. Pomijając Sinise Mihajlovicia i Maxa Allegriego, który de facto już żegnał się z posadą, to zazwyczaj byli to, dopiero co uczący się fachu byli piłkarze Seedorf, Pippo Inzaghi, Gattuso, albo przeciętni (balansujący w szkolnej skali pomiędzy tróją z plusem, a czwórką minus) Montella, Giampaolo i wreszcie Pioli. Milan to klub z syndromem, który zakorzenił się też w Manchesterze United, chociaż nie aż w takiej skali. Kompletne wypalenie i brak perspektyw, a w świecie, gdzie wszystko należy robić na „już”, stanowi to ogromny problem. Ale z drugiej strony, czy jest ktoś, kto z czystym sumieniem mógłby powiedzieć, że jeżeli zostawiłoby się na ławce trenerskiej, któregokolwiek z wymienionych na powiedzmy pięć lat, podczas których miałby układać i dopasowywać klocki po swojemu, to wyglądałoby lepiej? Według mnie mogłoby (ale nie musiało) tak być jedynie z Gattuso i… Giampaolo. To nie żart, przypomnę tylko, iż były szkoleniowiec Sampdorii ma w dalszym ciągu lepszą średnią pkt na mecz niż Pioli, z tą różnicą, że do skomplikowanego systemu gry trenera Marco potrzeba inteligentnych piłkarzy, odnajdujących się w różnych rolach. Tych w czerwono-czarnej części Mediolanu praktycznie nie ma. Na chwilę obecną jestem w stanie wyobrazić sobie Rossonerich grających w ustawieniu 3:5:2, czyli zmodyfikowanej wersji 3:4:1:2 Giampaolo, czyli ewolucji na wzór Lazio Simone Inzaghiego, nie wiem czy do takiej metamorfozy by faktycznie doszło, ale wydaje się ona być rzeczywistym następstwem ruchu tego trenera. Niestety, aby grać w takim systemem należałoby zrezygnować z żelaznych żołnierzy typu Kessie, Calhanoglou czy Suso. Duet napastników tworzyliby Piątek z Leao, za nimi pracowaliby Krunić, Bennacer, Bonaventura i wahadła w postaci Theo Hernandeza i Andrei Contiego napędzałyby ataki. Możliwe? W teorii. W rzeczywistości raczej nie. Do nauczenia się grać w ten sposób potrzeba czasu, a tego nikt nie ma.

Wracając jednak do prawdziwego świata. Ibrahimović to heros, tytan pracy o wielkim temperamencie. Jego przyjście poza celami marketingowymi ma podnieść na duchu szatnię, w której trzeba było łatać dziury powstałe, po tym jak piłkarze po przegranych meczach próbowali zapaść się pod ziemię. Według opinii wielu miał zaraz po wejściu rzucać butami, łapać za gardło i w niewybrednych słowach tłumaczyć kolegom z zespołu, jakie barwy reprezentują. Tymczasem w debiucie zobaczyliśmy zupełnie innego Zlatana. Wyglądał na pogodzonego z losem, zrezygnowanego. Tak jakby nie chciało mu się denerwować, bo wiedział, że to nic nie da. Przecież sama obecność Szweda nie sprawi nagle, że Kessie nauczy się rozgrywać jak Pirlo, Suso nie zacznie wiązać krawatów prawą nogą, a Hakan nie wróci z tej tropikalnej wyspy, na którą poleciał zaraz po transferze wysyłając w zastępstwie jakiegoś sobowtóra mającego za zadanie udawać profesjonalnego piłkarza. Ibrahimović ma sprawić, że ci zawodnicy uwierzą w siebie i zaczną grać na miarę tego co potrafią, a nie być jedynie cieniami samych siebie. Ibra w pojedynkę nic nie zmieni, może strzeli parę goli, dorzuci nawet jakąś asystę, lecz te zmiany będą wyłącznie kosmetyczne. Kiedy w twoim aucie wysiadł silnik, poprzepalały się świece, a filtr oleju przecieka, nie kupujesz nowych choinek zapachowych czy breloczka do kluczy, myśląc, że samochód nagle odpali i będzie jak nowy. Nie każdy plymouth fury to Christine z powieści Stephena Kinga.

Zdjęcie

A czym jest ten transfer dla Ibry? Ruchem, na którym w żadnym wypadku nie straci. Jest już praktycznie o krok od zakończenia kariery, nawet jeśli nie zmieni kompletnie nic w Milanie, to czy straci status legendy klubu? Oczywiście, że nie. Będzie nią nadal, przecież nadal jest najlepszym strzelcem Milanu w minionym dziesięcioleciu, co brzmi absurdalnie jedynie do momentu gdy przyjrzymy się postępującej degrengoladzie Milanu. Zespołu, który żyje dziś wyłącznie piękną historią, coś jak stara kobieta pudrująca się przed lustrem, pragnie wyglądać tak jak za swych najlepszych czasów. A te, obawiam się, minęły. Ponowne sprowadzenie Ibrahimovicia tego nie zmieni. Drużyna Piolego nie jest obecnie faworytem w praktycznie żadnym meczu, a zgadzając się ze słowami Jose Mourinho, wielki klub, który przyzwyczaja się do porażek, przestaje być wielkim. Można zaklinać rzeczywistość, zaprosić Yennefer, Merlina, Gandalfa czy jakiegokolwiek maga, aby krzyczał „Ibracadabra”, lecz nic to nie da. Ten czar trafił na wyjątkowo – w ostatnich latach – jałową ziemię.

Komentarze

arkadiusz-bogucki

Redaktor Serie A Polonia od lipca 2016 roku, fan calcio od najmłodszych lat.