Europa weryfikuje – Serie A znów statystą w rozgrywkach europejskich

Europa weryfikuje – Serie A znów statystą w rozgrywkach europejskich

Kolejny rok zmagań w europejskich pucharach zakończył się zdecydowanie przedwcześnie dla włoskich ekip. Ambicje i aspiracje były bardzo duże, szczególnie pamiętając sezon 2017/2018, który (choć bez wielkiego sukcesu) okazał się co najmniej przyzwoity i dający podstawy do pozytywnego patrzenia w przyszłość. W Lidze Mistrzów świetnie zaprezentowała się wówczas Roma, która w grupie wyprzedziła Atletico i Chelsea, a w ćwierćfinale potrafiła zaliczyć świetny „come back” w starciu z Barceloną i zameldowała się w półfinale. Dobre wrażenie w tych rozgrywkach zostawił również Juventus, który w dramatycznych okolicznościach odpadł z późniejszym triumfatorem czyli Realem Madryt. W Lidze Europy dała się zapamiętać przede wszystkim Atalanta, która jak burza przeszła przez zmagania grupowe i pokazała kawał dobrej piłki w starciu z Borussią Dortmund, której ostatecznie uległa. Z grupy tych rozgrywek wyszły również Milan i Lazio ale Mediolańczycy zebrali tęgie baty od Arsenalu, a Rzymianie na własne życzenie odpadli z Salzburgiem. Co więc sprawiło, że rozgrywki 2018/2019 okazały się jedną wielką klapą dla każdej włoskiej ekipy występującej w Europie?

Liga Europy

Wielu powie, że nad zmaganiami przedstawicieli Serie A w LE nie ma co się zbytnio rozwodzić i przeprowadzać gruntownej analizy, gdyż są one drugorzędne, a kluby do swoich spotkań podchodzą w bardzo luźnej atmosferze dając szanse kilku zmiennikom. Ja jestem jednak innego zdania. Liga Europy w ostatnich latach stała się bardziej prestiżowa, głównie dlatego, że jej zwycięzca ma zagwarantowany udział w kolejnej edycji Ligi Mistrzów. Spójrzmy na obecny sezon. W finale tych rozgrywek zmierzy się Chelsea oraz Arsenal. Oba te zespoły potraktowały rozgrywki bardzo poważnie, głównie dlatego, że sytuacja w Premier League nie była jasna i mogło się okazać, że będzie to dla nich jedyna szansa na dostanie się do Champions League. Tak też się stało w przypadku Arsenalu, który ma teraz podwójną motywację by sięgnąć po triumf w Lidze Europy. Możliwość awansu do LM nie jest jedynym co powinno motywować włoskie drużyny do większego zaangażowania w te rozgrywki. Poziom sportowy Ligi Europy wciąż rośnie, grają w niej coraz mocniejsze kluby, generuje ona coraz większe zyski i przyciąga coraz większą uwagę kibiców. Dlaczego więc żaden klub Serie A nie potrafi błysnąć na zapleczu Champions League?

W sezonie 18/19 do zmagań w LE przystąpiły 3 włoskie zespoły. Najwcześniej Atalanta, która startowała od II rundy kwalifikacyjnej. Umówmy się jednak, że przy obecnym formacie rozgrywek ich awans do fazy grupowej był obowiązkiem, którego nieoczekiwanie nie spełnili. O ile bardzo gładko udało się wyeliminować takie „tuzy” jak FK Sarajewo czy Hapoel Hajfa, to Kopenhaga okazała się przeszkodą nie do przeskoczenia. Dwa remisy 0:0 i porażka w konkursie jedenastek. Tak tak, to ta sama Atalanta, która zachwyca swoim ofensywnym futbolem w Serie A, walczy o najlepszą czwórkę i zagrała w finale Pucharu Włoch.. Ktoś powie, że to potknięcie, wypadek przy pracy zaledwie solidnej ekipy z Półwyspu Apenińskiego. Okej, może po części to prawda, pamiętamy przecież, że Atalanta tłamsiła ekipę z Danii i nie jest do końca jasne jak to się stało, że nie wbiła chociażby jednej bramki ale fakty są takie, że Serie A straciła przedstawiciela na arenie europejskiej. Powiedzmy krótko: nie przystoi drużynie, która zaciekle walczy o udział w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów.

Od fazy grupowej mieliśmy przyjemność oglądać (choć w wielu spotkaniach dość wątpliwą) AC Milan i Lazio. Zacznijmy od podopiecznych Gennaro Gatusso, którym przyszło się mierzyć z Olympiakosem, Realem Betis oraz i Dundelange. Albo lepiej nie zaczynajmy… Milan potwierdził w 100% podejście włoskich ekip do Ligi Europy, które opisałem już wcześniej. Rezerwy próbowały grać i punktować co ostatecznie skończyło się tak, że udało się wyprzedzić tylko potężnego mistrza Luksemburga. Na froncie zostało więc tylko Lazio, któremu udało się odeprzeć szturm Apollonu Limassol na drugą pozycję, bo o walce z Eintrachtem nie było nawet mowy. Co udało się z Cypryjczykami, nie udało się z Sevillą, która nie miała najmniejszego problemu z wyeliminowaniem rzymskiej drużyny. Ktoś znów powie, że przecież Sevilla to nie jakieś tam ogórki i odpaść z nimi to nie wstyd ale jest to drużyna w dość poważnym kryzysie w obecnym sezonie, a postawa jaką zaprezentowali podopieczni Inzaghiego wołała o pomstę do nieba.

Tak więc już na 1/16 finału swój udział w Lidze Europy zakończyły wszystkie przystępujące do niej ekipy, a honor w tych rozgrywkach mieli ratować spadkowicze z LM czyli Inter i Napoli ale o tym za moment. Wygląda to bardzo słabo, szczególnie gdy spojrzymy gdzie znalazły się takie drużyny jak Eintracht, Arsenal czy Chelsea, które przecież też od samego początku były „skazane” na Ligę Europy bo nie udało im się dostać do LM. Nasuwa się więc pytanie: tak słaby wynik jest potwierdzeniem słabości Serie A czy może „olewatorskiego” podejścia do tych rozgrywek? Jako zagorzały sympatyk Calcio może będę nieobiektywny ale uważam, że cała trójka powinna zajść zdecydowanie dalej. Real Betis, Olympiakos, Sevilla to drużyny, z którymi można było podjąć walkę i zareklamować Serie A w Europie ale zabrakło przede wszystkim chęci i ambicji. Co rok słyszymy o tym, że Milan czy Inter chcą odbudować swój dawny blask, że czas na powrót do Ligi Mistrzów. Chyba każdy się zgodzi, że to w końcu musi nastąpić ale odbudowa to proces, który musi potrwać i mieć solidne fundamenty. Takim fundamentem mógłby być chociaż jeden dobry sezon w LE. Pokazanie się na nowo w Europie i płynne przejście do grania co trzy dni, a przy odrobinie szczęścia zdobycie czegoś na arenie europejskiej czego tak brakuje Serie A.

Liga Mistrzów

Liga Mistrzów w sezonie 18/19 dla sympatyków Calcio zapowiadała się bardzo dobrze, głównie dlatego, że udział w niej zapewnione miały aż 4 drużyny. Zmienił się, bowiem, format rozgrywek i czołowe ligi wprowadzają do Champions League aż czterech swoich przedstawicieli. To spora zmiana, jeśli chodzi o Serie A, gdyż wcześniej do LM wchodził mistrz i wicemistrz, a trzecia ekipa grała w eliminacjach (przeważnie w nich odpadając…). Juventus, Napoli, Roma i Inter, te drużyny miały udowodnić, że Serie A się odradza i ponownie zacznie się liczyć w Europie. Niestety rzeczywistość okazała się brutalna.

Zacznijmy od czwartej drużyny sezonu 2017/2018 czyli pękającego od ambicji Interu. Radości po powrocie do Ligi Mistrzów była ogromna. Szczerze trzeba jednak przyznać, że grupa do jakiej trafili Nerazzurri była bardzo trudna gdyż znaleźli się w niej półfinalista i finalista (może nawet zwycięzca) obecnej edycji Champions League czyli Barcelona i Tottenham, a stawkę uzupełniło PSV. Choć zwrot „uzupełniło” okazuje się tutaj bardzo nie na miejscu. Podopieczni Luciano Spallettiego prezentowali się bardzo przyzwoicie i do ostatniego starcia grupowego przystępowali jako wicelider grupy, a ich przeciwnikiem byli właśnie Holendrzy, których Nerazzurri pokonali w pierwszym wyjazdowym meczu. Awans był więc na wyciągnięcie ręki. Co się więc wydarzyło na Stadio Giuseppe Meazza? Ciężko to jednoznacznie określić. Być może waga spotkania spętała nogi zawodnikom Spallettiego ale nie potrafili oni wyrwać zwycięstwa PSV. Długo przegrywali, by ostatecznie zremisować i stracić drugie miejsce na rzecz Tottenhamu, który w tym samym czasie zremisował z Barceloną i dzięki bramkom strzelonym na Giuseppe Meazza wyszedł z grupy. Inter musiał więc się zadowolić kontynuacją europejskiej przygody w Lidze Europy. Tutaj niestety furory też nie zrobili gdyż po gładkim wyeliminowaniu Rapidu Wiedeń ulegli Eintrachtowi Frankfurt.

Fazy grupowej nie przemknęło również Napoli (ależ nowość…). Partenopei niestety nie poszczęściło się w losowaniu ale po dobrej postawie w meczach z Liverpoolem i PSG mieli sprawę awansu w swoich rękach. Kolejny raz zawiodło jednak skupienie, a kluczowe okazało się zgubienie punktów z Crveną Zvezdą. Remis 0:0 sprawił, że punktami z Napoli zrównał się Liverpool i dzięki bramkom strzelonym na wyjeździe (tak, tak, drugiego finalistę również uratowała lepsza różnica bramek w starciu z włoską drużyną) wyszedł z grupy. W Lidze Europy szło całkiem nieźle ale Arsenal okazał przeszkodą nie do przejścia, a przygoda skończyła się na ćwierćfinale. Patrząc na potencjał jakim dysponuje Napoli to znów zdecydowanie za mało ale do tego zdążyli nas już przyzwyczaić. Wizja odebrania Scudetto Juventusowi spycha ambicje europejskie na drugi plan, a szkoda… Biorę pełną odpowiedzialność za to co teraz napiszę. Napoli kadrowo nie ustępuje takim ekipom jak Tottenham czy tym bardziej Ajax i przy odrobinie szczęścia i większego poświęcenia naprawdę mogliby zamieszać w Lidze Mistrzów, nie mówiąc już o Lidze Europy.

Przejdźmy więc do AS Romy, która (podobnie jak sezon wcześniej) wyszła z grupy ustępując w niej tylko Realowi Madryt. W losowaniu Rzymianom się poszczęściło, trafili bowiem na FC Porto, które wygrało swoją grupę. Niestety, szczęście to na nic się zdało bo zmagania Giallorossich w Lidze Mistrzów zakończyły się właśnie po dwumeczu ze Smokami z Portugalii. Jednak nad ekipą prowadzoną wówczas przez Eusebio Di Francesco nie mam zamiaru się pastwić. Wiemy, że ciężko jest powtórzyć sukces kiedy jest się zmuszonym do układania drużyny od nowa po letnim okienku transferowym. Straty Alisson, a przede wszystkim Radji Nainggolana bardzo zachwiały szkieletem drużyny, natomiast w ich miejsce nie zostali sprowadzeni zawodnicy na choćby zbliżonym poziomie. Wynik adekwatny do możliwości (choć ćwierćfinał po wylosowaniu FC Porto na pewno był w zasięgu).

Pastwić się będę natomiast nad Juventusem, czyli ostatnią drużyną, która miała okazję występować w europejskich pucharach obecnego sezonu. Podopieczni Massimiliano Allegriego byli jednymi z głównych faworytów do końcowego triumfu w Lidze Mistrzów i nie wpłynął na to tylko zakup Cristiano Ronaldo. Stara Dama od kilku sezonów udowadnia, że stoi w jednym szeregu z największymi potęgami i wydaje się, że kwestią czasu jest sięgnięcie przez nich po upragniony uszaty puchar. Jednak w obecnym sezonie zaprezentowali się z wręcz tragicznej strony, a przecież mieli wszystko poukładane pod walkę o Champions League. Od lidera, którym bez wątpienia był CR7, przez spokojną sytuację w ligowej tabeli aż do odpowiednio szerokiej i bardzo silnej kadry. Co więc się wydarzyło? Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie i nie chcę tego rozstrząsać w tym artykule, powiem tylko tyle, że postawa Bianconerich była żenująca. W Lidze Mistrzów zagrali oni tylko jeden dobry mecz, którym był rewanż z Atletico, wszystkie inne spotkania są do zapomnienie bo nawet szkoda je analizować. W ćwierćfinale lepszy okazał się niedoświadczony Ajax, który w pierwszym meczu od 70 minuty „oddychał rękawami” i aż prosiło się o wbicie gwoździa do trumny i zakończenie emocji już w Amsterdamie. Tymczasem podopieczni Allegriego uznali, że 1:1 to korzystny wynik i z palcem w nosie pokonają holendrów na własnym obiekcie. Rzeczywistość okazała się jednak druzgocząca. Ajax przyjechał bez kompleksów i pokonał stojącą drużynę Juventusu. Faworyt z hukiem wyleciał za burtę i trzeba przyznać, że całkowicie zasłużenie bo na stojąco można wygrywać starcia z Chievo, a nie pojedynki w Lidze Mistrzów.

Podsumowując: sezon 18/19 na arenie europejskiej był, moim zdaniem, delikatnie mówiąc tragiczny. Być może jestem niepoprawnym optymistą i nie dostrzegam tego, że Serie A odstaje poziomem od Premier League czy Premiera Division ale, na Boga, czy Ajax, Porto, PSV, Crvena Zvezda to ekipy nie do przejścia? Absolutnie nie. Szczególnie dla takich drużyn jak Juventus czy Napoli, które nie muszą składać drużyny na szybko. Mają świetnych, zgranych (przynajmniej w teorii) zawodników, którzy w Europie grają jakby na zaciągniętym ręcznym. Podkreślam jednak, że głównym problemem nie jest Liga Mistrzów. Tutaj grają najlepsi, może się przydarzyć słabszy dzień, który przeciwnicy bezwzględnie wykorzystają. Problemem jest Liga Europy, która powinna być poważnie traktowana przez Serie A, bo to tutaj może rozpocząć się rozwój, który ostatecznie pozwoli wejść na poziom Ligi Mistrzów, w szczególności takim drużynom jak Milan, Inter czy Lazio.

Komentarze

patryk-gwizdzial

Pasjonat oraz zagorzały fan włoskiej Serie A. Interesuje mnie w niej wszystko, od wielkich transferów czołowych ekip do niesamowitej walki Crotone o utrzymanie. Prywatnie kibic Juventusu.