Dwie dekady oczekiwania. Lazio w fazie pucharowej Ligi Mistrzów

Dwie dekady oczekiwania. Lazio w fazie pucharowej Ligi Mistrzów

Długie 20 lat kibice Lazio musieli czekać na występ swoich pupili w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Los nie był jednak dla nich zbyt łaskawy, ponieważ na drodze do ćwierćfinału czeka już na nich broniący tytułu Bayern Monachium.

Ten sezon, a w zasadzie okres od czerwca, to prawdziwa sinusoida w wykonaniu Biancocelestich. Rzymianie stracili impet i skuteczność, które cechowały ich grę do początku wiosny. W trakcie letniego mercato tifosi liczyli, że drużynę która w końcu po 13 latach awansowała do upragnionej Ligi Mistrzów uda się odpowiednio wzmocnić, by być gotowym na intensywne granie na dwa fronty.

Rozważna jednak, by nie powiedzieć mocno zachowawcza polityka duetu Tare&Lotito niejako w opozycji do oczekiwań Inzaghiego sprawiły, że mimo całkiem dobrego losowania, kibice nie wiedzieli czego mogą się spodziewać w Europie. Grupa z Borussią Dortmund, Club Brugge i Zenitem dawała spore szanse nawet na awans z 1 miejsca.

Przed pierwszym meczem z Borussią, Biancocelesti nie byli na fali. Przegrali pierwsze 2 z 4 spotkań a forma czołowych graczy na czele z Immobile mocno wyhamowała. Potyczka z Niemcami to jednak świetnie rozegrany spektakl przez podopiecznych Simone Inzaghiego, zakończony zwycięstwem 3:1. Gol i asysta Immobile sprawiły, że bohater mógł być tylko jeden. Dla byłego gracza BVB była to swojego rodzaju zemsta na swoim byłym klubie za to jak został w przeszłości potraktowany w Dortmundzie. Laziali stanęli teraz przed szeroko otwartymi drzwiami do awansu z grupy F.

Wtedy jednak rozpoczęły się kłopoty rzymian. Przed drugim meczem grupowym w Brugii, zasadzie z dnia na dzień z kadry wypadło aż 10 zawodników. Do Belgii poleciało ledwie 12 graczy z szerokiej kadry z dokooptowanymi juniorami. W kadrze drużyny nie znaleźli się Ciro Immobile, Luis Alberto, Manuel Lazzari, Lucas Leiva, Thomas Strakosha, Nicolo Armini, Andreas Pereira, Luiz Felipe, Djavan Anderson i Gonzalo Escalante. Dzięki temu szansę debiutu w drużynie otrzymał młody polski pomocnik, Szymon Czyż. Parę dni wcześniej cel mógł być tylko jeden – 3 punkty – jednak w ciągu kilkudziesięciu godzin oczekiwania w Rzymie zostały mocno zredukowane.

W 14 minucie, po świetnym uwolnieniu się spod opieki obrońców precyzyjnym strzałem popisał się Correa. Sam przebieg gry toczył się na korzyść graczy Lazio i gdyby nie głupio sprokurowany rzut karny, to oni powinni wrócić z Belgii z tarczą. Waleczni gospodarze do końca próbowali strzelić jeszcze zwycięskiego gola, więc remis wywalczony w takich okolicznościach na pewno satysfakcjonował ekipę z Włoch. Zresztą wbrew początkowym przewidywaniom, to mistrzowie Belgii a nie Zenit do samego końca nękali Włochów w grupie.

Pomimo dwóch porażek na początek i kilku ubytków w składzie, Rosjanie nie zamierzali ułatwiać zadania osłabionym Biancocelestim. Do Sankt Petersburga goście przylecieli ponownie bez kilku podstawowych zawodników. Cała sytuacja zaczęła się robić groteskowa, gdyż przed meczem pozytywny wynik na obecność COVID-19 otrzymali Thomas Strakosha, Lucas Leiva oraz Ciro Immobile. Dwaj ostatni zagrali 3 dni wcześniej w ligowym meczu z Torino po tym jak… zdążyli wrócić z kwarantanny po stwierdzeniu w ich organizmie koronawirusa. Cała sprawa zdumiała piłkarski świat, a działacze klubowi oraz lekarz drużyny Ivo Pulcini musieli się tłumaczyć przed prokuraturą.

Zamieszanie udało się jednak wyjaśnić, ponieważ dopatrzono się różnic w protokołach medycznych pomiędzy Serie A a UEFA. Claudio Lotito groził nawet pozwem przeciwko europejskiej federacji, ponieważ koniec końców to rzymianie najwięcej stracili na całej sytuacji, nie mogąc skorzystać ze swoich graczy. Finalnie sprawa ucichła, jednak oprócz 3 „zarażonych”, Simone Inzaghi nie mógł zabrać do Sankt Petersburga także m.in Luisa Alberto, Stefana Radu, Djavana Andrersona, Manuela Lazzariego czy Gonzalo Escalante.

Sam mecz może nie był porywającym widowiskiem, ale Zenitowcy poczuli krew i od początku próbowali zaskoczyć gości. W 32 minucie w polu karnym Lazio, gospodarze zabawili się w grę w dziadka, co ostatecznie wykorzystał Aleksandr Erokin pokonując z bliskiej odległości Pepe Reinę. Rzymianie próbowali odgryźć się rywalom, jednak dopiero w końcówce spotkania zintensyfikowali ataki, dzięki czemu po dośrodkowaniu Acerbiego do bramki tracił Felipe Caicedo. W ostatnich minutach mecz nabrał jeszcze rumieńców, a gospodarze zdobyli nawet bramkę na 2:1, ale dzięki interwencji VAR sędzia słusznie nie uznał gola Andreja Mostovoya. Remis 1:1 musiał satysfakcjonować Włochów. Był to dla nich cenny punkt, dzięki któremu po 3 meczach z z 5 punktami znajdowali się na drugim miejscu w tabeli, tylko punkt za Niemcami, ale także mając tylko o jedno oczko więcej niż mistrz Belgii.

Lazio draws 1-1 at Zenit, stays unbeaten in Champions League

Przed rewanżem na Stadio Olimpico do składu wrócili już najważniejsi gracze, jednak kilka dni wcześniej okazało się, że zarażony COVID-19 jest Sergej Milinković-Savić. Uskrzydleni meczem z Juventusem, gospodarze szybko zabrali się do pracy. Już w 3 minucie świetnym strzałem wynik otworzył Ciro Immobile. Laziali raz za razem próbowali zaskoczyć bramkarza Zenitu strzałami zza pola karnego i w 22 minucie wynik na 2:0 podwyższył Marco Parolo. Gdy wydawało się, że wynik ustawił przebieg spotkania, chwilę później bramkę kontaktową zdobył Artiom Dziuba. Po przerwie, po tym jak został faulowany w polu karnym, bezbłędnie wykorzystał jedenastkę Ciro Immobile, dla którego, mimo nieobecności w dwóch spotkaniach, była to już trzecia bramka w tej edycji LM. Dominacja gospodarzy nie podlegała dyskusji i po 4 serii spotkań było pewne, że w następnej kolejce mecz w Dortmundzie rozstrzygnie sprawę pierwszego miejsca w tabeli.

W międzyczasie sytuacja kadrowa drużyny z Rzymu wreszcie się ustabilizowała i do Niemiec Simone Inzaghi wreszcie miał do dyspozycji wszystkich najważniejszych graczy. Jednak w obecnym sezonie, jeśli nie ma problemów kadrowych, to w klubie zawsze ktoś musi zadbać, by sytuacja nie była spokojna. Fatalny mecz i porażka ze słabym Udinese, konflikt na linii Peruzzi-Lotito, śmierć rzecznika prasowego Arturo Diaconale i fochy hiszpańskojęzycznych zawodników sprawiły, że do Westfalii ekipa Lazio leciała w nie najlepszych nastrojach. A na horyzoncie pojawiła się szansa na pierwszy skalp tego sezonu, czyli awans do fazy pucharowej LM.

Sam mecz dostarczył wielu emocji kibicom. Gospodarze mimo że musieli rozegrać to spotkanie bez Erlinga Haalanda, rozpoczęli je z animuszem. Laziali rozkręcali się jednak z każdą minutą, a gra duetu Immobile i Correa naprawdę mogła się podobać. W 44 minucie po niezbyt szczęśliwym wybiciu piłki Pepe Reiny, bramkę zdobyli jednak gospodarze, a konkretnie Raphael Guerreiro. Po przerwie gospodarze zdołali odpowiedzieć trafieniem z rzutu karnego niezawodnego Ciro. Szanse na rozstrzygnięcie meczu miały obie ekipy, jednak z remisu bardziej cieszyli się Niemcy, którzy dzięki temu przypieczętowali awans.

Rozgrywki grupowe kończyło domowe spotkanie z Club Brugge, które przy zwycięstwie mogło rzutem na taśmę wyprzedzić Włochów w tabeli. Początek starcia to huraganowe ataki gospodarzy, którzy w przypadku korzystnych wyników obu spotkań, mogli zakończyć fazę grupową na 1 miejscu w tabeli. W 12 minucie pierwszego gola zdobywa Joaquin Correa, który dobija strzał Luisa Alberto. Chwilę później po błędzie Pepe Reiny, do remisu doprowadzają Belgowie. W 24 minucie w polu karnym pada Ciro Immobile i chwile później celebruje już swojego 5 gola w 4 występie tegorocznej Ligi Mistrzów. Gdy jeszcze przed przerwą czerwoną kartkę otrzymuje gracz z Brugii, Eduard Sobol wydaje się, że to koniec emocji w tym spotkaniu, a gospodarze dokończą dzieła w drugich 45 minutach.

Nic bardziej mylnego, grający w osłabieniu Belgowie doprowadzają do remisu w 76 minucie, a w ostatnich sekundach strzał Charlsa de Ketelaere trafia w poprzeczkę. Dzięki jego kilkunastocentymetrowej pomyłce, chwilę później to gracze Lazio mogą unieść ręce w górę świętując pierwszy od 20 lat awans z grupy Ligi Mistrzów.

Ktoś może powiedzieć, że wyjście z tej czwórki było ich obowiązkiem, ale biorąc pod uwagę okoliczności w jakich im przyszło grać, mimo wszystko mizerne doświadczenie na arenie europejskiej, problemy wewnątrz klubu oraz średni start sezonu, sprawiają, że awans bez porażki w grupie należy odnotować jako sukces.

Od czasu pamiętnego dwumeczu z Valencią z kwietnia 2000 roku, klub ze stolicy Italii przebył prawdziwą drogę z nieba do piekła i z powrotem. Scudetto, wyprzedaż, groźba bankructwa, dramatyczna walka o utrzymanie, calciopoli, mozolna odbudowa potęgi klubu i oglądanie z zazdrością poczynań rywali zza między, od czasu do czasu pokonanymi w derbach.

W międzyczasie kilkukrotnie udało im się nawet awansować do Ligi Mistrzów, ale najczęściej kończyli udział na ostatnim miejscu w grupie. Wspólnym mianownikiem obu ekip jest postać trenera Simone Inzaghiego, który jako zawodnik brał udział w ćwierćfinałowym spotkaniu z Hiszpanami, wpisując się w na listę strzelców w przegranym spotkaniu w Hiszpanii aż 2:5.

Tamta ekipa miała sporo indywidualności, zresztą jak mówił słynny Alex Ferguson, to była jedna z najmocniejszych ekip z jakimi się mierzył. Obrona złożona z Nesty, Mihajlovicia, Favalliego czy Couto była murem, który rzadko kiedy padał pod naporem przeciwnika. W drugiej linii również roiło się od indywidualności, takich jak Nedved, Almeyda, młody jeszcze Stanković, Argentyńczycy Veron i Simeone. W ataku nieopierzony ale już skuteczny Marcelo Salas, w duecie z obecnym trenerem Lazio, wspomagani przez doświadczonego Roberto Manciniego.

Nie da się jednak porównać potencjału i możliwości obu ekip. Wtedy, pod władaniem prezydenta Cragnottiego, Biancocelesti potrafili wydawać fortunę na nowych piłkarzy. W Serie A stanowili prawdziwą potęgę rokrocznie bijąc się o mistrzowską tarczę. Sven Goran Eriksson który trafił do klubu 3 lata wcześniej miał czas i pieniądze by zbudować solidne fundamenty. W 1998 przegrali Puchar UEFA z Interem, rok później zdobyli nieistniejący już PZP, a w następnym roku w Monako zdobyli Superpuchar Europy, pokonując sam Manchester United.

Po latach rozrzutności, Lazio jest klubem w którym twardo stąpa się po ziemi. Oczywiście są przykłady drużyn jak Atalanta czy Sassuolo, które mniejszymi nakładami potrafią dokonywać rzeczy cudownych, jednak w Rzymie ciągle czegoś brakuje, by Biancocelesti mogli się wygodnie rozsiąść na dłużej w ścisłej czołówce.

Simone Inzaghi sporo czasu oczywiście również otrzymał. To już jego 6 sezon w barwach stołecznego klubu, jednak coraz częściej mówi się, że ostatni. Napięcie na linii zarówno Tare-Inzaghi, jak i Lotito-Inzaghi czuć już daleko od Rzymu.

Co do dwumeczu z Bayernem, to rzymianie trafili najgorzej jak mogli. W starciu z tak dobrze naoliwioną maszyną nie są bez szans, ale naprawdę musieli by trafić na kiepski okres Bawarczyków by myśleć o nawiązaniu równej walki. O ile z ofensywa wraz z drugą linią wygląda dobrze, o tyle gra w obronie póki co woła o pomstę do nieba. Przy tak grającym Bayernie, Lewandowski i spółka nie będą mieli litości przy choćby najmniejszym błędzie Radu czy Hoedta. Sam Acerbi nie naprawi błędów kolegów, zwłaszcza że w tym sezonie i jemu zdążają się słabsze momenty. Przed nami jednak jeszcze dwa miesiące do pierwszego gwizdka na Stadio Olimpico. Ze względu na okres transferowy a przede wszystkim specyficzny sezon, sytuacja obu drużyn może się jeszcze diametralnie zmienić.

Jeżeli doceniasz naszą pracę i chcesz dołożyć się do rozwoju strony, to zapraszamy do wsparcia na Patronite. Za każde wsparcie z góry bardzo dziękujemy!

Komentarze
Lazio Rzym