Co poszło nie tak? Krótka przygoda Cesare Prandellego z Valencią

Co poszło nie tak? Krótka przygoda Cesare Prandellego z Valencią

Wczoraj wieczorem nadeszła wiadomość, że Cesare Prandelii po niecałych trzech miesiącach rozstał się z Valencią, składając wypowiedzenie. Media na całym świecie spekulują, że przyczyny takiej decyzji można upatrywać nie tylko w postawie popularnych Nietoperzy, ale również w napięciach z zarządem klubu.

Prandelli w Valencii pracował od 3 października, kiedy to zastąpił Pako Ayestarana. Drużynę prowadził łącznie w dziesięciu spotkaniach zaliczając w tym czasie jedną z najsłabszych średnich podczas swoje kariery. Los Che z Prandellim na ławce zdobywali zaledwie 1,2 punktu na spotkanie. Gorzej 59-latek radził sobie tylko w Atalancie w 1993 roku (0,6 pkt/mecz) i w Lecce w 1997 roku (0,61 pkt/mecz). Szkoleniowiec nie widzi jednak winy w sobie, tylko z zarządzie klubu, a szczególnie w osobie dyrektora sportowego klubu Jesusa Garcii Pitarchy (popularny Suso).

Jestem bardzo smutny, ponieważ gdy kończą się marzenia, wszystkie emocje wychodzą na powierzchnie. Właściciel Peter Lim powiedział mi, że możemy sprowadzić zimą czterech nowych zawodników, ale 29 grudnia plany się zmieniły i miałem do wyboru Zazę albo jakiegoś pomocnika. Suso powiedział mi, że transfer Zazy jest ustalony, ale chciałem z nim porozmawiać, ponieważ widziałem, że ma wątpliwości. Rozmawiałem z Simone i on był bardzo podekscytowany wizją przenosin. Powiedziałem Suso, żeby jak najszybciej sfinalizował transfer, ponieważ potrzebowaliśmy zawodników z charakterem i takich, którzy nie boją się presji gry na Mestalla. Ku memu zaskoczeniu, gdy tylko wróciłem z wakacji, przenosiny Zazy wciąż nie były załatwione. Lay Hoon powiedział mi, że możemy w końcu podpisać tylko jednego zawodnika, nie czterech. Wówczas oznajmiłem Suso, że nie mogę zgodzić się z takimi warunkami i będę zmuszony opuścić klub. Chciałem zorganizować jeszcze otwarty trening, ale oni nie chcieli narazić się na gniew kibiców. Valencia ma mnóstwo pracowników, jednak w futbolu chodzi przede wszystkim o emocje.

Trochę to pokręcone, ale wychodzi na to, że Prandelii opuścił klub, ponieważ nie mógł dogadać się z zarządem odnośnie transferów, a kością niezgody miał okazać się transfer Zazy.  Co teraz? Zapewne kolejne sześć miesięcy bezrobocia i latem poszukiwanie klubu. Jasno trzeba jednak podkreślić, że od czasu opuszczenia Fiorentiny w 2010 roku kariera Prandelliego mocno wyhamowała. O ile jeszcze nieźle radził sobie trenując reprezentację Włoch, to już przygody z Galatasaray i Valencią okazały się kompletną klapą. Latem sporo mówiło się, że może objąć posadę w Atalancie lub Lazio, jednak oba kluby postawiły w końcu na kogoś innego. Teraz powrót do Italii wydaje się jednak jedyna opcją dla wychowanka Cremonense, aby ponownie odzyskać swoją pozycję na trenerskiej scenie.

Komentarze