Bologna i czyste konto już jak alkoholizm i trzeźwość. Nie idą w parze!

Bologna i czyste konto już jak alkoholizm i trzeźwość. Nie idą w parze!

Za wiele rzeczy możemy chwalić Sinise Mihajlovicia. Doceniamy jego heroiczną walkę z chorobą i ostatecznie zwycięstwo. Pamiętamy, jak zaraz po złapaniu za stery,  okręt o nazwie Bologna obrał wreszcie dobry kurs. Wszystko ładnie, cacy, ale Panie Trenerze – 39 meczów ze straconym golem w lidze, no nie przystoi!

Ustalmy na początek jedną, ale to jedną, bardzo istotną rzecz. Sinisa Mihajlovic, to świetny gość. Kochany przez kibiców jako piłkarz, większość zna jego historię. Dzieciństwo w cieniu wojny i to, jak musiał uciekać z kraju, a futbol, niejako uratował mu życie, również nas wzrusza. Później kariera trenerska, kilka mniej lub bardziej udanych przygód. Imponujące zaangażowanie i charakter, czyli cechy, wyróżniające go już za czasów kopania piłki. Ponadto wspomniana we wstępie choroba, z którą na szczęście udało mu się wygrać. My to wszystko wiemy!

Ale…

Bologna pod jego wodzą nie umie grać w obronie! A przecież nie jest to zespół, który, co sezon drży o utrzymanie do ostatniej kolejki i dostaje w cymbał niemal od każdego. Przynajmniej nie takie są wobec niej oczekiwania. Stabilny klub, z solidną kadrą i zapleczem finansowym, a od 39 meczów, minimum jeden strzał przeciwników znajduje drogę do bramki strzeżonej przez Łukasza Skorupskiego. Kompletna abstrakcja, nieporozumienie! Albert Camus pisał, że powinniśmy kochać to, czego nie umiemy pojąć. Wydaje nam się, że fani Bolognii jednak nie zgodziliby się z taką opinią.

Żeby podkreślić wagę tego wydarzenia dodajmy, że w międzyczasie czyste konto potrafiła zachować powracająca po wielu latach do Serie A Spezia Calcio, czy wyśmiewane podczas swojej pierwszej przygody z ligą – Benevento. Więc prawie 40 meczów ze straconym golem, to trochę wstyd.

Zwłaszcza że personalnie, jeśli chodzi o nazwiska w defensywie, to wcale nie straszy niczym w hotelu Panorama. O Łukaszu Skorupskim między słupkami już powiedzieliśmy. Może nie jest to najwyższy światowy poziom, ale z pewnością nie można Polakowi odmówić solidności. Co prawda, były bramkarz Romy i Górnika Zabrze, nie jest w najlepszej dyspozycji w życiu, aczkolwiek, nie jest on głównym winnym fatalnej gry w tej formacji włoskiego zespołu.

Poza nim to winę na siebie musi wziąć całkiem wielu zawodników. Najwięcej za uszami mają: Lorenzo de Silvestri, Takehiro Tomiyasu, Danilo, Aaron Hickey, Stefano Denswill, bo to oni mieli okazję najczęściej się popisać. Znacznym rozczarowaniem jest postawa Japończyka, który przychodził do Bologni jako wielki talent i momentami to widać. Co z tego, że gra z podniesioną głową, ma technikę oraz szybkość. Fajnie, jakby pokazywał, że jeszcze potrafi bronić, bo tego ewidentnie w tym zespole brakuje. Kogoś, kto pokierowałby tą defensywą, by spróbować nie stracić tej bramki, chociażby przeciwko komuś ze strefy spadkowej. To naprawdę nie jest takie trudne.

Drużyna Mihajlovicia, bez żartów, to nie są byle chłopcy do bicia. Zdobywają punkty, bo w ofensywie prezentują się znacznie lepiej niż w osławionej już obronie. Wiadomo jednak, że bez zabezpieczenia tyłów, trudno o dobre rezultaty. Nie chcemy więc wyrokować, ale jeśli gra ekipy ze Stadio Renato Dall’Ara nie ulegnie w najbliższym czasie znacznej poprawie, czarne chmury mogą zebrać się nad głową Sinisy.

Komentarze

arkadiusz-bogucki

Redaktor Serie A Polonia od lipca 2016 roku, fan calcio od najmłodszych lat.