AS Roma – co dalej?

AS Roma – co dalej?

Co właściwie dzieje się z ekipą Giallorossich? Trwająca krytyka Jamesa Pallotty, problemy finansowe, utrata tożsamości i co najwyżej kilku wartościowych zawodników w kadrze, z widokami na kolejną już letnią wyprzedaż. Takich problemów nie przykryją ostanie niezłe wyniki czy naciągany udział w europejskich pucharach, w których prawdopodobnie nawet nie będzie opłacało się grać  ze względu na niemal pewny brak kibiców na meczach Ligi Europy.

Panowanie amerykańskie w stolicy Włoch trwa już dziewięć lat. Rządzący prezydent James Pallotta stał się synonimem wszystkiego, co dla klubu złe, a przecież miało być pięknie i po amerykańsku. Patrząc prawdzie w oczy, Pallotta pewnym sensie klub już raz uratował, odkupując go od rodziny Sensich (inna rzecz, że wtedy każdy potencjalny nabywca, znaczył wybawiciel). Zatrudniony na początku w klubie Luis Enrique miał być gwarantem ofensywnej gry, katalońskiej myśli szkoleniowej i oczywiście sukcesów (wtedy do Rzymu trafił też m.in. utalentowany Bojan Krkić). Wszyscy znając zakończenie tego projektu, oraz jego następstw (kolejno na ławce zasiadali: Zeman, Garcia, Spalletti, Di Francesco), kończąc na obecnym sezonie. W historii amerykańskiej Roma była, też przez pewien czas głównym rywalem dla Juventusu i Napoli, z tą różnicą, że obaj rywale, oraz, co gorsza, Lazio zdobywali w tym okresie trofea. Źródła niepowodzeń doszukiwać się powinno w osobie samego prezydenta. Ktoś mógłby powiedzieć, że współwłaściciel Boston Celtics, potężnej marki ligi NBA, po prostu musi mieć pojęcie o prowadzeniu organizacji sportowej. I właśnie tu pojawił się problem. Barwny świat calcio, nigdy nie był i nie będzie korporacyjnym placem budowy, jakim jest obecnie najlepsza koszykarska liga świata. Po prostu tam robi się biznes i liczy dochody, w piłce tak się nie da.

Chęć zarabiania doprowadziła wręcz do tradycyjnych wyprzedaży najlepszych zawodników jak np. Marquinhosa czy Erika Lameli. Oczywiście w ich miejsce zaraz przychodził ktoś nowy, nie zawsze jednak gwarantował te samą jakość, przede wszystkim był inwestycją, miał być sprzedany z zyskiem. Tak właśnie wyglądał wspomniany już biznes w mniemaniu właściciela słowo klucz zarabiać. Tylko jak na tym zarabianiu zbudować trwałość, regularność, markę. Sytuacji potwierdzających nieudany amerykański sen jest więcej. Zatrudniony z łatką geniusza-cudotwórcy Monchi wytrwał w klubie 2 lata, pozostawiając po sobie niewypały kosztem sprzedaży chociażby Radji Nainggolana i Kevina Strootmana. Jego następca Gianluca Petrachi, wzięty rok temu z Torino, który obiecywał namówić na pracę w stolicy Antonio Conte, dziś już w klubie nie pracuje. De Rossiego i Tottiego, wychowanków i symbole klubu, wypchnięto wbrew ich woli w mało eleganckim stylu. Marną osłodą tego wszystkiego jest półfinał Ligi Mistrzów, osiągnięty po fantastycznym rewanżu z Barceloną w 2018 roku.

Od pewnego czasu James Pallotta jest chętny sprzedać klub. Zainteresowanie wyraził inny Amerykanin Dan Friedkin, miliarder działający głównie w branży motoryzacyjnej. Całkiem prawdopodobne, że gdyby nie wybuch pandemii do transakcji by doszło. Friedkin nadal pozostaje głównym kandydatem do kupna Romy, kwestią sporną pozostają jak to zwykle w biznesie, pieniądze. 750 milionów euro. Tyle zdaniem mediów chciałby na klubie ugrać Pallotta, który rzekomo zaczyna tracić grunt pod nogami. Wynik sportowy, który obecnie osiągają rzymianie, nie gwarantuje zysków z Ligi Mistrzów. Najnowsza oferta Friedkina to z kolei 490 mln teraz plus ewentualne 90 mln na obecne potrzeby klubu. A potrzeb nie brakuje, na dziś dzień klub ma około 280 mln zadłużenia, z czego od samego czerwca 2019 roku przybyło ok. 60 mln. Co tyle kosztuje? Roma to obecnie trzeci klub w Serie A pod względem wydatków na pensje zawodników. Określić to mianem przepłacenia to jak nie powiedzieć nic. Dodatkowo klub zakończył współpracę z Nike. Zawarta w 2014 roku dziesięcioletnia umowa, zapewniała przychód roczny w wysokości 4 mln euro plus bonusy, a także około 1 mln euro dodatkowych przychodów ze sprzedaży produktów. To zbyt mało dla Romy i samego Pallotty, który już trzy lata temu wyraził opinię “jeśli mam być szczery, musimy polepszyć sprawy z Nike. Nie jestem absolutnie zadowolony z naszego porozumienia”. U podstaw rozwiązania umowy leżał zatem zbyt niski roczny przychód. Wśród nowych opcji wymienia się m.in. firmę Under Armour.

Całkowicie inna sytuacja dzieje się wokół stadionu w Tor di Valle. W całym zamieszaniu prawdopodobne jest, że prace budowlane będą mogły niebawem ruszyć. Na początku lipca eksperci przedstawili pozytywne wyniki audytu dokumentacji, tym samym dając radnym zielone światło do głosowania nad stadionem. Przypomnijmy, że sam stadion powinien już stać, bo oddanie go do użytku zapowiadano na sezon 2016/2017. Sprawę pokrzyżowała afera korupcyjna w skutek, której zatrzymano Luke Parnasiego, szefa spółki Eurnova, która miała stadion budować. Razem z Parnasim do aresztu trafiło pięciu innych pracowników Eurnovy. Lista zarzutów była długa: od korupcji, przez fałszywe faktury, po nielegalne źródła finansowania. Wszystko dotyczyło spraw co najmniej pośrednio związanych ze Stadio della Roma. Teraz tereny, na których ma być budowany stadion, przejmuje inny inwestor, Czech Radovan Vitek.

Cały ten chaos związany z Giallorossi prawdopodobnie rozstrzygnie się do końca roku. W mediach non-stop pojawiają się informacje o nowych potencjalnych inwestorach: z Kuwejtu, Urugwaju, Rosji. W tym momencie prawdopodobnie jedyną realną alternatywą pozostaje Dan Friedkin, jeśli jednak negocjacje nie zamkną się przed nowym sezonem, klub prawdopodobnie pozyska pieniądze ze sprzedaży zawodników (np. Nicolo Zaniolo), po czym przejdzie w tryb nisko-budżetowy, by jak najmniej ciążyć na kieszeni właściciela. Nie wiadomo jak skończy trener Paulo Fonseca, o którym jeszcze niedawno spekulowano, że siedzi na walizkach. Nowe światło dla sytuacji rzuci też decyzja dotycząca stadionu, termin głosowania radnych do dziś jednak nie został potwierdzony, najwcześniejsze scenariusze zakładają koniec sierpnia.

Komentarze

Leave a Comment

(required)

(required)