Anatomia kryzysu. Czy Palermo zdoła uniknąć upadku?

Anatomia kryzysu. Czy Palermo zdoła uniknąć upadku?

Na naszym krajowym podwórku mamy okazję obserwować jak w sprawny sposób można odbudować klub. Tifosi Palermo liczą na podobny cud, bowiem ich drużyna znalazła się na skraju bankructwa. Analogią do naszej rzeczywistości są także szemrani właściciele, którzy wbrew deklaracjom nie zadziałali na korzyść klubu. Za to sami zrobili sobie lekkie dolce vita za (prawie) klubowe pieniądze.

Dług drużyny z Palermo opiewa na ok. 40 milionów euro, a kwota ta stale rośnie. Poprzedni właściciel klubu Maurizio Zamparini zarządzał Palermo od 2002 roku. Włoch często zmieniał trenerów (od 2002 roku było ich około 35), a fakt pogarszała także dyspozycja drużyny, czego efektem był spadek w sezonie 16/17. Remedium na porażki miał być szybki awans do Serie A, jednak zespołowi nie udało zrealizować się tego celu. Zamparini szukał więc potencjalnego kupca, który chciałby odkupić od niego zespół.

W marcu 2017 roku na horyzoncie pojawił się włosko-amerykański inwestor Paul Baccaglini, który zasłynął z działalności w mediach. Zadeklarował się, że chce kupić klub i uczynić z Palermo zespół na miarę Ligi Mistrzów. Sama drużyna, zdaniem Baccagliniego, była lepszym obiektem inwestycyjnym niż np. Chelsea, ze względu na potencjalnie wyższy zwrot z inwestycji. Czas jednak mijał, a przedsiębiorca nie podjął się zadania uczynienia z klubu z Sycylii potęgi i 4 lipca zrezygnował z pełnienia funkcji prezesa, a klub wrócił w ręce Zampariniego. Wtedy można było już zauważyć, że Maurizio Zamparini jest bardzo zdesperowany, aby sprzedać Palermo. Baccaglini był bowiem telewizyjnym satyrykiem i twórcą partii politycznej „the Lemon Party”, którą sam reklamował… plakatem wzorowanym na popularnej scenie z filmu American Beauty. Zamiast róż były jednak cytryny. Obraz ten może powodować włączenie się czerwonej lampki, że coś jest nie tak. Zamparini jej jednak nie zauważył i potem ponownie musiał przejąć Palermo.

Klub obecnie radzi sobie całkiem nieźle. Zajmuje drugie miejsce w Serie B, a jak wiadomo dwa pierwsze miejsca premiowane są bezpośrednim awansem. W drużynie gra również dwóch Polaków – Przemysław Szymański i Rafał Murawski. Murawskiemu udało się nawet zdobyć bramkę w obecnym campionato. Fakt, że piłkarze mogą jeszcze w ogóle grają w rozgrywkach na wyższym poziomie zawdzięczają kreatywnemu sposobu prowadzenia działalności gospodarczej, którą stosował w ostatnich latach prezes klubu. Zamparini stworzył firmę Mepal, której formalnym właścicielem było Palermo. Mepal został następnie sprzedany firmie o nazwie Alyssa, zarejestrowanej w Luksemburgu za kwotę 1 miliona euro w 2017 roku. Pieniądze te byłym zastrzykiem dla Palermo.

Włoskie władze zdecydowały jednak, że takie operacje są już zbyt kreatywne i maja na celu ominięcie przepisów prawa, zasad fair-play i celem ich było jedynie sztuczne powiększenie wartości marki. 25 stycznia Zamparini został aresztowany i pozostawiony w domowym areszcie. Międzyczasem w grudniu 2018 roku, Włoch zdecydował się sprzedać klub angielskiemu funduszowi Sport Capital Investments Ltd za symboliczne pieniądze (kwota którą zasilili budżet klubu to ok. 100 euro…). Niespełna miesiąc później gazeta Il Sole 24 Ore stwierdziła, że nowi właściciele nie są tymi, za których się podają, dziennikarze stwierdzili, że Sport Capital Group Investments zainwestowało w Palermo kwotę rzędu 15 000 100 funtów, lecz de facto tylko 100 funtów zostało zdeponowane na koncie. (ponadto nowi właściciele zadeklarowali się wpłacić na konto klubu ok. 20 milionów euro, co prawdopodobnie miało być jednym z warunków zawarcia dealu). Reszta tej kwoty to pożyczka, którą firma wzięła od niezbyt transparentnego funduszu Abalone, który ma swoją siedzibę na Malcie. Spółka wydała bardzo szybko oświadczenie (za pośrednictwem strony Palermo) o tym, że artykuł jest kłamstwem, ich interesy są całkowicie czyste, a niebawem zostanie ogłoszone wejście spółki na giełdę. Tak się jednak nie stało, a 4 lutego Bellusci wybuchł na konferencji twierdząc, że wątpi czy piłkarze otrzymają wypłatę. Obrońca dodał także, że zawodnicy nie wiedzą z kim mają rozmawiać i nikt nie dał im żadnych gwarancji.

O gwarancję było tym bardziej ciężko, bowiem nie można teraz z pełną pewnością stwierdzić kto tak de facto zarządza klubem. Idąc chronologicznie po przejęciu klubu, Sport Capital Group Investments Ltd, którego twarzą był były zawodnik Boltonu i prawdopodobnie jeden ze współwłaścicieli Dean Holdsworth, powołali do zarządu Clive’a Richardsona i Johna Treacy’ego. Dwójka ta stała się ośrodkami decyzyjnymi w Palermo i jeszcze 31 stycznia, Holdsworth opuścił Sycylię. Kilka dni później na oficjalnej stronie Palermo pojawił się komunikat, że Richardson jak i Treacy, także zrezygnowali z pełnienia funkcji w zarządzie. CEO klubu – Emanuele Facile stwierdził, że dziwi się czemu nowy współudziałowcy wycofali się. Znali wcześniej sytuację klubu, czego dowodem ma być dokumentacja rozmów (było to nawiązanie do pisma z rezygnacją). Facile twierdzi także, że starał się łagodzić konflikty pomiędzy Richardsonem a pionem sportowym klubu i wyraził podziw i szacunek dla piłkarzy oraz sztabu za mecz z Foggią.

Na te zarzuty odpowiedział Richardson, za pośrednictwem komunikatu prasowego wydanego przez… Global Futures Sports. Firma ta jak tłumaczy Anglik, była organem doradzającym Sport Capital Group Investments Ltd podczas procesu przejęcia klubu, a on sam jest jej dyrektorem. Ich zadania miały być jedynie doradcze, a spółka rzekomo nie chciała prowadzić żadnych działań biznesowych. Firma zarzuciła Facile wiele kłamstw, w tym brak poinformowania dyrektora sportowego zespołu Rino Foschiego o jego zwolnieniu i zastąpieniu przez Holdsworthiego, niejasnościami dotyczącymi transferów, antagonizowaniu dwóch dyrektorów przeciwko sobie i nie dopuszczaniu „nowego” dyrektora do siedziby klubu (komunikat był o wiele dłuższy, ale zostały z niego wyciągnięte najważniejsze kwestie). Powodem rezygnacji miała więc być niemożliwość porozumienia się z Facile. Richardson stwierdził także na łamach La Gazzetty, że strona Palermo wykazała się brakiem profesjonalizmu, a on sam wierzył, że firma przejmująca ma ponad 30 milionów funtów, co było kwotą potrzebną do prowadzenia klubu. John Treacy miał natomiast zapłacił kilka milionów, które pozwoliły na bieżące funkcjonowanie klubu. Anglik dodał także, że za swoją pracę nie otrzymali zapłaty. Tłumaczenie to ma sens, lecz jednak Richardson znalazł się w zarządzie klubu, co nieco przeczy braku biznesowego charakteru jego działalności.

Klub formalnie nie może wrócić w ręce Zampariniego, bo ten przebywa w areszcie. Rzekomo kontaktował się z nim Raffaello Follieri. Włoch chciał już w przeszłości przejąć klub, jednak teraz wydaje się być zdecydowany. Wtedy Palermo stałoby się własnością Follieri Capital Limited. Jak donosi portal forzapalermo.it kibice uważają go za jedyną osobę, która mogłaby wyciągnąć klub z zapaści i chaosu. Follieri ma dużo wspólnego z Zamparinim. Także miał problemy z prawem, również przez kwestie finansowe. Rozgłos zdobył dzięki związkowi z aktorką Anną Hathaway. Niedawno opuścił więzienie i rzekomo był zainteresowany kupnem 50% akcji w Foggi. Teraz widziano go w Palermo i jak sam przyznał jest zainteresowany przejęciem klubu. Szczegółów nie chce póki co zdradzać, ze względu na poufność umowy podpisanej z inna osobą (udziałowcem?).

O samym Follierim ciężko ferować póki co wyroki. Na pewno daje on powiew optymizmu w stolicy Sycylii. W podobnym okolicznościach upadła kiedyś Parma. Kibice Palermo na pewno nie chcą podobnego scenariusza. Czasu jest niewiele. Piłkarze wedle zapewnień powinni zostać spłaceni najpóźniej do 16 lutego.

Komentarze