Alkoholik zmiennikiem Simeone. Pinilla wraca do Genoi

Alkoholik zmiennikiem Simeone. Pinilla wraca do Genoi

– Chciałem pozostać we Włoszech i grać w wielkim klubie, dlatego nie miałem wątpliwości, że powrót do Genoi jest dobrą decyzją – powiedział Mauricio Pinilla po ogłoszeniu transferu z Atalanty Bergamo do zespołu z Ligurii. Chilijczyk wątpliwości miał za to kilka lat temu. Popadłszy w alkoholizm rozważał zakończenie kariery.

O zmianie profesji i powrocie do ojczyzny Pinilla myślał, kiedy był graczem Hearts of Midlothian. – Każdy dzień w Edynburgu był dla mnie koszmarem. Bardzo poważnie rozważałem zakończenie kariery – wyznał po latach Pinilla. Przyznał także, że leczył się wówczas z depresji i alkoholizmu. Tak źle na jego psychikę oddziaływała seria niepowodzeń, do których nie był przyzwyczajony. Pinilla od dziecka uwielbiał być w centrum uwagi, a że na boisku udawało mu się niemal wszystko, to szybko został lokalną gwiazdą porównywaną do Marcelo Salasa czy Ivana Zamorano. Mając 19 lat Pinilla trafił do Interu Mediolan, któremu kibicował od dziecka, a kilka miesięcy wcześniej zadebiutował w reprezentacji narodowej. Strzelił wówczas gola Peruwiańczykom.

Trafienie w meczu Chile – Peru było o tyle istotne, że oba narody uzurpują sobie prawo do miana wynalazców strzału przewrotką. W krajach hiszpańskojęzycznych takie zagranie nazywane jest często chilijką (his. la chilena). Uwielbiający zainteresowanie Pinilla już w dzieciństwie zaczął trenować uderzenia przewrotką. – Mama na to się bardzo złościła, bo ćwicząc chilijkę zdarzyło mi się złamać łóżko – śmiał się Pinilla, który wyrósł na specjalistę w tej materii. Zdobył w ten sposób już wiele bramek, więc gol w meczu z Peru miał dodatkową symbolikę.

Po znakomitym początku kariery i szybkim transferze do Interu, w życiu Pinilli nastąpiło pasmo niepowodzeń. W brawach nerazzurrich nie udało mu się zagrać żadnego meczu, a potem rozczarował również w Chievo Werona i Celcie Vigo. Przez jakiś czas lepiej wiodło mu się w Sportingu CP,  jednak wciąż daleko mu było do spełnienia obietnic, jakie znakomitą grą w nastoletnim wieku dał Chilijczykom. W 2006 roku został w końcu sprzedany do Hearts, co omal nie pogrążyło jego kariery, a nawet życia.

Po przenosinach do Edynburga w pierwszych trzech meczach ligowych Pinilla zdobył dwie bramki. To były jednak jego jedyne spotkania w sezonie. Najpierw pauzował za czerwoną kartkę, a przed następnym meczem doznał kontuzji. Kiedy już ją wyleczył, przyplątał się kolejny uraz. W sumie przez dwa lata w barwach Hearts zagrał siedmiokrotnie. Do serii kontuzji i niepowodzeń w kolejnych klubach dołączyła również słynna brytyjska pogoda. Pinilla jest człowiekiem lubiącym ciepło, przyznał potem, że miał dość szkockiej aury. Łatwo przy niej było popaść w depresję, którą kiedy ma się zbyt dużo czasu, gdy nie można grać i trenować, często próbuje się „leczyć” alkoholem. Tak było w przypadku Chilijczyka będącego w obcym kraju z dala od rodziny i przyjaciół. Pinilla doprowadził się do takiego stanu, że działacze Hearts wysłali go na sześciotygodniowy odwyk w zamkniętym ośrodku. Piłkarz wyszedł z uzależnienia, nauczył się kontrolować przygnębienie i znów chciał grać, ale już w innym klimacie.

Po wyjeździe z Wielkiej Brytanii Pinilla występował w Brazylii i na Cyprze, aż w 2009 roku trafił do drugoligowego Grosseto, gdzie strzelał gole w niemal każdym meczu. We Włoszech Pinilla się odrodził. Szybko trafił do Serie A, grał w Palermo, Cagliari, Genoi i Atalancie, znów strzelał gole przewrotką i był uwielbiany. – Moją przemianę zapoczątkował ślub, narodziny dziecka oraz pomóc ludzi z Hearts. Wcześniej nie wiedziałem czego tak naprawdę chce, bywało, że nie miałem na nic ochoty i po prostu piłem. Rzuciłem piłkę na pół roku, zdarzyło mi się nawet prowadzić auto nie będąc trzeźwym. Dopiero podczas terapii nauczyłem się kontrolować lęki i odzyskałem radość z życia – wyznał.

W porównaniu z tym, co przeżył w Szkocji obecny sezon jest dla niego niewielkim tylko rozczarowaniem. Rozegrał w tym sezonie tylko 157 minut, a po tym jak strzelił gola Interowi, którego jest kibicem, na stałe wypadł ze składu „La Dea”. Wrócił więc do Genoi, gdzie ma zastąpić sprzedanego do Napoli Leonardo Pavolettiego i wspierać Giovanniego Simeone. – To znakomity napastnik, strzeli tu jeszcze mnóstwo goli. A ja z pewnością jestem w stanie skutecznie zastąpić Pavolettiego. Stać mnie na to – zarzeka się Pinilla. Oby, bo kibice wciąż czekają na jego „chilijki”.

Komentarze